duchowość

Co rządzi twoim losem?

gfdghghgfhfh
Jako dziecko wierzyłam w to, że moim losem rządzą „wyższe siły”. Od dzieciństwa widziałam i czułam energie w rozmaity sposób, odkrywając z czasem ich znaczenie i przeznaczenie w mym życiu. Poznałam wiele postaci duchowych, zwłaszcza te z „ciemnej strony mocy” które pogrupowałam i opisałam w Mandali Cienia, oraz innych artykułach. Wszystkie  finalnie okazały się aspektami Jaźni, które musiałam ogarnąć i zrozumieć też w sobie. Potem, gdy zakończył się proces integracji duszy (na danym etapie oczywiście, bo duszę poznajemy całe życie), poczułam jak mocno jestem wcielona w ziemskość,  w jej fizyczność. Przestałam się lękać nieprzewidywalności, bo zrozumiałam, że jest wpisana w naturę egzystencji.

Wcześniej moja duchowość była pełna pragnienia kontroli, w tym celu wynajdywałam magiczne sposoby na powodzenie, które nazywałam w różny sposób – przepracuje to, przepracuje tamto, i „wszystko się zmieni na lepsze”. Albo „dotrę do przyczyny problemu w sobie” i problem „sam się rozwiąże”. Największym „hiciorem” rozwoju osobistego jest przekonanie, że w jego efekcie „przestaje się przyciągać kryzysy”. 😀 Jak bardzo okazało się to złudne w którymś momencie, gdy musiałam wyjść i z tego schematu. Wszystko bowiem, co go naruszało, stawało się sztucznym problemem do przepracowania. I tak w kółko. A przecież wystarczyło przyjąć, że kryzys i zmiana to nieodłączny element rozwoju. To nie oznacza rzecz jasna, że nie posiadamy wyboru, wręcz przeciwnie. Czasem zdajemy się na prowadzenie wyższe i synchroniczności, a czasem inicjacją jest wyjście ze stanu marazmu i martwości, wzięcie stery okrętu w swoje ręce, ponieważ losem swoim i energią należy pokierować. Taniec człowieka z życiem wygląda u każdego człowieka tak samo – raz jest prowadzony na fali, czasem następuje błąd i upadek, innym razem musi sam „prowadzić”. Przebudzenie niczego w tym prawidle nie zmienia, poza większą uważnością, świadomością tych faz i podjęciem odpowiedniej reakcji, umożliwiającą powrót do stanu równowagi. Im większa bowiem świadomość, tym większa mądrość i zdolność opanowania chaosu, który jest naturą nieświadomości zbiorowej, w jakiej jesteśmy zanurzeni.

Poza rozpoznaniem swych schematów, do których ma się skłonność, to w rozwoju osobistym uczymy się dokonywać innych wyborów niż dawniej.  Wyborów szczęśliwych, to znaczy nie szkodzących sobie i otoczeniu. Wcześniej nie wiedziałam jak to robić, więc szukałam duchowych metod zastępczych – modlitw, medytacji, czynności „oczyszczania”, by się lepiej poczuć i dostać „znak”. Dziś już tego wszystkiego nie potrzebuję, bo duch skonsolidowany pod postacią przewodniej idei, którą odkryłam w mojej ciemnej nocy, przejawia się fizycznie – w działaniu i w twórczości. Od dawna widzę tego owoce i rezultaty, co daje dużą satysfakcję życiową. Gdy człowiek wie, gdzie jest i dokąd zmierza, ciągła analiza wnętrza i koncentracja na dzieleniu siebie nie jest już potrzebna.  Wystarczy, że na tę analizę poświęciło się kilka, kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt lat życia. Prawdziwą wolnością jest stać się na powrót  całością i czerpać z życia garściami, bez szukania problemów tam, gdzie ich nie ma. Bez dzielenia włosa na czworo, co czyniło się w praktyce osobistej i co łatwo kończy się uzależnieniem i zafiksowaniem na nieustannym „mieleniu” swoich myśli i emocji, zamiast skupić się, po prostu na tworzeniu dobrego życia.

Pamiętaj, że ty decydujesz kiedy jest moment zwrócenia się do życia, gdy już przeorzesz siebie i dotrzesz do programów rodu, przodków  i jeszcze starszych – ewolucyjnych. Od ciebie zależy, jak odkryte w podświadomości potencjały wykorzystasz w swym życiu i jak będziesz oceniał rozmaite sytuacje.  Czy faktycznie są zagrożeniem, czy są zagrożeniem wyimaginowanym? Czy dalej będziesz dążył do świętości i oświecenia, którego nigdy nie osiągniesz w ten sposób, czy odetchniesz głęboko, akceptując swe doskonałości i niedoskonałości i nauczysz się żyć ze wszystkim, co jest w tobie?  Życie świadomie nie oznacza cudów błogości (to czujemy od czasu do czasu), ale bardziej trud odpowiedzialności. Człowiek, który widzi i czuje więcej, to znaczy ma wysoką wrażliwość, jest bardziej odpowiedzialny bo czuje piekła ludzkie ze zwielokrotnioną siłą. Dlatego życie świadome to takie,  w którym nie czynisz nikomu krzywdy, ale i nie pozwalasz też innym krzywdzić, bo serce pragnie szczęścia swojego i bliźnich, a nie bólu i przemocy. Z punktu widzenia miłości i współczucia, te ostatnie nie mają najmniejszego sensu, choć tego sensu ścieżki duchowe czasem szukają, płodząc rozmaite deterministyczne teorie.

A zatem losem człowieka dojrzałego rządzi stopień świadomości jego wyborów. Oczywiście po tej całej fascynującej i piekielnej zarazem podróży duchowej, nie wraca się do życia szarego i zamkniętego na pierwiastek duchowy. Obecność Jaźni, od czasu do czasu się pojawia, ale poza kontrolą umysłu i zdecydowanie rzadziej niż kiedyś.  Nie trzeba z tego czynić dramatu, wręcz przeciwnie – to dowód na to, że jesteśmy już samodzielni. Akceptacja tego jest wolnością, którą dajemy nie tylko sobie, ale i duchowi boskiemu. Samodzielność nie oznacza jednak samotności. Pomimo coraz większej suwerenności i „zejścia na Ziemię”, Jaźń wciąż jest i czuwa, bo nie była i nie jest iluzją, tylko prawdą uniwersalną. Wie o tym każdy, kto ducha boskiego doświadczył, nie tylko swym ciałem i duszą, ale – co najważniejsze – w realnej przemianie swego życia, która się dokonuje.

W trakcie rozwoju osobistego, przestajemy być  jak dzieci błądzące we mgle, bojące się własnego cienia i potrzebujące pomocy w poskładaniu siebie i życia. Gdy posiadamy zdrowy stosunek do siebie i otoczenia, nie dajemy się już zamykać w zabobonach, uprzedzeniach, schematach szkodliwych oczekiwań i agresji, nawet tej wyrażonej niejawnie, w białych rękawiczkach. Umiemy rozpoznać, co jest dla nas dobre (korzystne), a co złe (niekorzystne), zupełnie jak Adam i Ewa w raju, którzy musieli zejść na Ziemie, by dowiedzieć się prawdy o sobie, nauczyć się ją chronić i wyrażać w sposób zdrowy, konstruktywny. Bo odpowiedzialność za swoją duszę nie kończy się – przychodzi też szersze myślenie, na które otwiera duch – odpowiedzialność zbiorowa. Gdy potrafimy być szczęśliwi i wracać do równowagi, pomimo występowania kryzysów, błędów i niepokojów, gdy jesteśmy już pewni swej drogi, bo została ona wyryta w naszym jestestwie, chcemy tą wiedzą dzielić się z innymi. Oczywiście z tymi, którzy są naszymi wnioskami zainteresowani. Pamiętajmy o tym, że prawdziwa duchowość nie jest  narzucająca się – to znaczy „nie nawraca” wbrew woli człowieka, który żyje sobie po swojemu, nie wadząc nikomu. Ani nie upokarza go za miejsce, w którym jest.

Człowieka dojrzałego poznacie po tym, że nie narusza cudzych przestrzeni, nie obraża ludzi, tylko wyraża się o nich z szacunkiem, nawet jeśli z ich poglądami się nie zgadza. Świadomość serca nie ma potrzeby atakować,  za to rozwija i chroni swoją przestrzeń, dba w niej o szacunek, porządek i dobrą atmosferę, przyjmuje strudzonych wędrowców, poszerzając się w sposób pokojowy – nie kosztem innych przestrzeni ❤

01d18d277fdc10800ac90330ba559296Tak oto dusze, gdy odnajdują swe źródła, dbają o to, by płynęły harmonijnie przez świat. Odnajdują swe unikalne drogi, jak rzeki łączą się, ale i rozwidlają, finalnie tworząc zróżnicowaną Jednię  – ocean życia. W tymże oceanie, twój los nie musi być wynikiem przypadku, ale też nie musi być zdeterminowany „klątwą”, „karmą”, „obcymi siłami”, czy innymi obciążeniami (chyba, że uwierzysz w nie, zafiksujesz się i oddasz im swą moc sprawczą – nawet w tej kwestii posiadasz wybór i odpowiedzialność). Osobiście wolę powiedzieć, że los jest kształtowany przez stopień harmonizacji między świadomością (tym, co wiemy o sobie i świecie) a nieświadomością (tym, czego jeszcze nie wiemy, a czemu musimy się przyjrzeć, prześwietlić, uporządkować w naszej rzeczywistości).  Los jest w tym ujęciu ewolucją, a im bardziej jesteśmy świadomi swych możliwości i ograniczeń, tym w większym stopniu wpływamy w sposób harmonijny na przestrzeń życiową, akceptując jednocześnie skłonność do wzlotów i upadków (tak kształtuje się nasza człowiecza natura, ale nie musi ona przybierać dramatycznego wydźwięku, jeśli umiemy przez te cykle przechodzić z mądrością) ❤

Farida Sorana Saffarini

doradca i przewodnik duchowy, tłumacz snów i wizji, nauczycielka metody rozwojowej „Integracji duszy” – sztuki świadomego życia.

 

5 odpowiedzi »

  1. Przeszedłem kawałek drogi, po której moje wnioski są identycznie (nie bez Twojej pomocy Farido, bo Mandala Cienia była w moim przypadku przełomem). Wszystkie duchowe jazdy nie są niczym innym niż ćpaniem i mówmy o tym wprost. Narkotyk działa na takiej samej zasadzie. Jeśli ktoś praktykuje duchowość po to, żeby lepiej się poczuć to robi dokładnie to samo co normalny człowiek robi sięgając po browara. Zmienia się forma, ale skutek pozostaje bez zmian. Takie praktykowanie duchowości przynosi również bardzo poważne skutki uboczne – ślepa, dopaminowa pewność siebie jak po kokainie, błogostan, który naturalnie staramy się utrzymać brnąc coraz głębiej w zachowania, które go wyzwalają przez co po jakimś czasie nie jesteśmy w stanie robić nic innego bo chcemy być ciągle na haju. Praktykowanie skupione na konkretnych odczuciach prowadzi również do rozchwiania emocjonalnego, ponieważ emocja („energy in motion”) ma dwa atrybuty – wysokość/napięcie i wektor. Reakcja emocjonalna, jak sama nazwa wskazuje jest reakcją na bodźce zewnętrzne lub wewnętrzne. Jeżeli reagujemy na bodźce zewnętrzne stajemy się reakcjonistyczni, bez ładu i składu reagujemy ze wzmożoną siłą na wszystkie bodźce. Jeżeli reagujemy na bodźce wewnętrzne to wtedy właśnie „ćpamy” muzykę, medytacje i inne rzeczy, które dzieją się wewnątrz nas. Popularne praktyki duchowe właśnie do tego prowadzą (prowadzone lub samodzielne wizualizacje, medytacje itd.) – do wyzwolenia określonych neuroprzekaźników, które dają poczucie haju. Łatwo się wtedy karmić złudzeniem, że tutaj chodzi o jakieś wyższe aspekty, o miłość itd. ale w praktyce okazuje się wtedy, że ta miłość to tylko w medytacji, że przebaczamy sobie i innym, czujemy się lepiej a potem ciśniemy po rodzicach, po znajomych, po politykach itp.. Dzieje się tak, ponieważ duchowe idee dają nam kopa po to, żeby je wcielać w życie, czyli kochać, przebaczać, być dla siebie jak rodzina, ale my tego nie robimy bo już mamy ten haj i to większości wystarcza – ludzie myślą, że teraz weszli na wyższy poziom, że ich przebaczenie „poszło”, „dokonało się” i robota skończona, a my teraz możemy się pobyczyć albo popierdzielić ze znajomymi o tym, jakich to wielkich praktyk dokonujemy i ile nie przerabiamy w swoim życiu.
    Prawdziwe duchowe uczucie to po prostu spokój, ponieważ nie robi nam w mózgu hormonalnej sieczki.
    Oczywiście zaznaczę, że nie należy wzbraniać się emocji, chodzi mi tylko o to, że te emocje powinniśmy przekuć w pasję kochania wszystkich przejawów życia na co dzień. Najlepszą praktyką duchową jest robienie dokładnie tego, co byśmy chcieli robić w życiu, gdybyśmy nie zajmowali się żadną duchowością. Rozwój osobisty sprawia, że każda codzienna czynność może sprawiać nam przyjemność ale aby była dojrzała to celem musi być właśnie to praktyczne korzystanie z wiedzy w codziennych sytuacjach a nie w sztucznie wykreowanych „praktykach”, które jedynie marnują nasz czas i sprawiają, że nie ma nas dla świata bo wszytko robimy tylko po to, żeby poczuć ten duchowy haj.
    Z naszej ludzkiej perspektywy wszystko sprowadza się do podejmowania wyborów. Jeżeli naprawdę zależy nam na wyznawanych wartościach to wyzbądźmy się tego haju. Pogódźmy się z normalnym życiem. Z ciężką pracą, nauką (do której potrzebujemy spokoju), ludźmi, światem takim jaki jest i po prostu wyrażajmy nasze wartości w myśli, słowie i czynie. O to tutaj chodzi.
    Paradoksalnie w przypadku wyzbycia się dążenia do haju, kiedy skupimy się na konkretnych czynnościach i intelektualnie (a nie emocjonalnie) podejdziemy do sprawy to się okaże, że ta dopamina, o której mówiłem na początku pozwala nam więcej zrobić, lepiej słuchać, lepiej mówić. Pozwala się skoncentrować na tym, co najważniejsze – na pracy, ludziach, zwierzętach, po prostu na świecie.
    Po prostu, najnormalniej w świecie „duchowa praktyka” to wyrażanie aspektów ducha w praktyce. Tutaj nie ma żadnej filozofii, nie potrzeba żadnych instrukcji, zaklęć czy wizualizacji. Łączymy się z konkretnym aspektem i go praktykujemy świadomie tak długo, aż stanie się on naszym naturalnym zachowaniem na co dzień. Trzeba do sprawy podejść intelektualnie, czyli operować na abstrakcji, logicznym myśleniu i szybkiej analizie swojego zachowania żeby wprowadzić ewentualne poprawki jeśli nie robimy tego, co chcielibyśmy robić lub jeśli zachowujemy się nie tak jakbyśmy tego chcieli.
    Duch daje nam swoje aspekty, które są niczym nasionko. Nasza rola to zasadzić je głęboko w sercu i kultywować nieustannie i bez końca tak, aby wyrosły z nich piękne kwiaty i smaczne owoce. Piękne i smaczne zarówno dla nas, ale przede wszystkim dla innych. To inni są wyznacznikiem tego, czy to co robimy jest piękne i smaczne, dlatego w każdym wypadku należy podejść indywidualnie i czasem pogadać o duchowości, jeśli ktoś tego potrzebuje, a czasem uszanować czyjś ateizm lub wyznawaną religię, zachowania i zwyczaje. Sztuką jest mieć bardzo różnorodny ogródek, w którym dla każdego znajdziemy coś dobrego abyśmy mogli każdemu dawać od siebie to, co tej osobie najbardziej smakuje a nie to, co naszym zdaniem wszyscy powinni jeść.
    Pozdrawiam Cię Farido, Twoja Mandala Cienia była dla mnie bardzo ważną lekcją miłości wszystkich aspektów. Zanim przeczytałem kilka lat temu mandalę oczywiście sam miałem swoje przemyślenia, że należy kochać nie tylko dobro ale też zło, jednak Ty ubrałaś to pięknie w słowa, okrasiłaś swoją bogatą wiedzą i dodałaś do mojej mentalnej struktury formę, dzięki której idee płynące z mojego serca nabrały konkretnych, mentalnych kształtów. Dziękuję Ci za to 🙂

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s