duchowość i rozwój osobisty

Cierpienie a rozwój duchowy

NADZIEJA NA ZNIWELOWANIE BÓLU

Niemal każdy w kręgach duchowych, gdy wgłębia się w kolejne poziomy nieświadomości, nurkując w zakamarki pamięci własnej i przodków, posiada nadzieję, że to pomoże zniwelować bolesny pierwiastek istnienia. Ten proces wgłębiania w mrok umysłu, odkrywa niesamowite pokłady wiedzy, które pochodzą z pola szerszego, niż „ja”.  Niosą je byty metafizyczne, duchy, energie z pola myślowego, czy jak kto woli „postaci archetypu”, pozwalając przeżywać stany, których adept teoretycznie nie zna, a które zaprowadzają go do odkrycia głębszej prawdy o sobie, dokopania się do rdzenia, który przykrył maskami.

Czy to czyni człowieka szczęśliwszym ? Z jednej strony TAK, albowiem życie w zgodzie ze sobą jest ogromną ulgą i błogosławieństwem każdego dnia, gdy dajemy sobie prawo do wyrażania siebie, w tym znalezienia ujścia swym rozmaitym przemyśleniom.

Dużą satysfakcją jest obcowanie ze światem wnętrza i jego energiami, a potem pomaganie innym w odkrywaniu własnej mocy kreacji, czerpiącej ze źródła prawdy, jakim jest Jaźń – zarówno w jej świetle, jak i ciemności.

Ale jest jedno „ale”. Otóż praktyka duchowa nie spowodowała, że cierpienie wyparowało na zawsze, że mrok stał się tylko jasnym dniem. Oczywiście pewne poziomy rozświetlamy my sami, gdy decydujemy się ulepszyć nasze życie w sposób realny, zgodnie z wewnętrzną wizją. Ale inne poziomy będą ukryte, czekające na swój czas.

Prastary rytm życia i śmierci przeplata się w nas każdego dnia, gdy decydujemy zwyciężyć swój własny chaos i zbudować porządek na stabilniejszych fundamentach, a to wymaga oczyszczenia przestrzeni – użycia energii niszczenia. Nim to nastąpi, jakaś część nas nie ma ujścia, więc boleje.

PRZEKSZTAŁCANIE OSOBISTEGO MATRIKSA

Gdy jesteśmy gotowi do twórczej postawy względem przestrzeni, warto spróbować odczytać naszą bolesną część z poziomu teraźniejszości czyli, jaka część nas chce tu i teraz się rozwinąć a nie może, bo utrzymujemy status quo. To stan metaforycznej śmierci, która zaczyna wypełniać umysł, wchodzimy coraz bardziej w pustkę, czujemy brak sensu i nicość. Gdy dzięki pracy ze snami i wizjami wiemy już, co domaga się przeniesienia na grunt życia, jakie nowe działanie i przedsięwzięcie – otwieramy kanał przepływowy, między nicością a bytem. Pozwalamy danej cząstce przejawić się w życiu, własnymi rękoma zaczynamy ją pielęgnować by wzrosła. Dopiero po czasie możemy spojrzeć do tylu i zrozumieć, że cierpienie duchowe, które odczuwaliśmy było jednocześnie motorem postępu, wyjściem ze sfery komfortu, hartowaniem charakteru.

Na początku szukamy przyczyn dyskomfortu w prastarych historiach i uwięzionych emocjach, układamy to, co już dawno zostało przeżyte.  Ale matriksa nie uzdrowimy do końca grzebiąc w nim, bo on fizycznie nie istnieje, jest utkany z nici łączących umysł z przekonaniami, w które wierzy. Matriks przekształca się wtedy, gdy REALNIE ZMIENIAMY SWÓJ BYT. Gdy potrafimy wybierać inaczej, niż podpowiadają nam stare skrypty.

Cierpienie duchowe może więc powracać i nam towarzyszyć, póki żyjemy. Nie pozbędziemy się go przez sztuczne wyparcie pragnień, wręcz przeciwnie – to co wyparte, urośnie. Akceptacja bolesnej części, która przysłania nam światło – jest paradoksalnie zgodą na osobisty wzrost. A wzrastanie nie jest samo w sobie szczęśliwym przeżyciem tylko ciężką pracą, bo gdy upadają aktualne iluzje, rozwalają się nasze przekonania, manifestacja nicości jest dosłowna. Zapełniamy ją tylko przekonaniami zdrowymi, wyklutymi z owoców poznania, co jest pożytkiem, a co szkodą, co miłością, a co jej wypaczeniem. Te nowe prawdy musimy wprowadzić w życie, inaczej wciąż kręcimy się w kółko, blokujemy energie realnego zdrowienia.

PRZYCZYNY CIERPIENIA

Różne ścieżki duchowe szukają przyczyn zła i cierpienia w jakiejś maleficznej istocie. Najsłynniejszy to Szatan – król zwierzęcych impulsów, ale i pierwszy przeciwnik, rebeliant obecny w ludzkiej naturze. Oczywiście, wyobraźnia ludzi tworzy kolejne pochodne figury jak archonci, reptilianie, etc., mnożąc byty wedle uznania. Niektóre ścieżki duchowe za przyczynę zła uważają „posiadanie pragnień”, każą więc pozbywać się ich, naiwnie myśląc, że w ten sposób umysł przestanie cierpieć. Nie da się pozbyć swego demona – obojętnie czym go uczynimy – w dłuższym okresie czasu. Ani znieczulić tak, by nic nie czuć.

Celem duchowości nie jest osiągnięcie stanu kamienia, tylko żywego, wielokolorowego człowieczeństwa. Ból jest częścią tego człowieczeństwa, więc akceptacja go jest zgodą na pełne przeżywanie, ale i reformę swego jestestwa.

Nie chodzi mi tutaj o uświęcanie cierpienia, ani nadawanie mu mistycznego sensu, ponieważ każde krzywdzenie (czy to siebie, czy innych) jest formą gwałtu, zaprzeczeniem dobra i miłości. Wybielanie czy umniejszanie go, nie powoduje, iż przemoc zmienia swej natury.  Chodzi mi przede wszystkim o zrozumienie głównych przyczyn cierpienia i wzięcie odpowiedzialności, a to wymaga postawy kreatora, a nie męczennika. Duchowość to ścieżka nieustannego doskonalenia – dzięki czemu świat zmienia się powolutku na lepsze. Żeby podążyć tą drogą, nie zawracajmy rzeki do jej źródła, ale raczej poszerzmy jej koryto, a to oznacza, że tu i teraz budujemy lepszą przyszłość.

Poczucie dyskomfortu nie pozostanie hen za nami, gdy przebudzimy się duchowo. Ono będzie częścią naszej drogi, wskazując nam to, co jeszcze zakryte, a domaga się uwagi. To kompas tego, co trzeba zmienić w życiu, czego bronić, co wzmocnić, a co zburzyć i stworzyć na nowo.

AKCEPTACJA ISTOTY I JEJ INWAZYJNEJ NATURY

Warto przyjąć prawdę o człowieczeństwie, bez nadmiernej idealizacji. Początkowo nie mieści nam się w głowie stan, w którym akceptujemy swojego cienia, jego ból i krzyk, który motywuje do zmian. Potem otwieramy się na paradoks, że ciemność i światło nie wykluczają się, tylko przenikają.

Szukanie przyczyn cierpienia w wymiarach subtelnych, matriksach naszych przodków, poprzednich wcieleniach etc., jest podróżą sporo dłuższą, bo później dotrzemy do wzorców zwierzęcych i roślinnych, do natury kosmicznego światła, penetrującego kosmos, co jest pierwszą inwazją w nicości, przebiciem granic próżni. Ale dopóki penetrujemy pamięć odgrzebywaną z pola zbiorowego, dopóty wciąż tkwimy w stanie śmierci. Przychodzi czas przerwania owej podróży i nadanie sobie nowego kierunku – ku życiu.

ZWRÓCENIE KU LEPSZEJ PRZYSZŁOŚCI

Dlatego swoich cieni nie naprawimy, jak chcemy, możemy za to zrozumieć swoje piekła i zwrócić się do prawdy. Do lepszej przyszłości. Żeby było to możliwe, przeszłość trzeba w którymś momencie zamknąć i nie zasilać jej więcej. Co nie oznacza, iż znika, wraz ze swoimi wpływami.

Ciemność nie jest niczym od nas odrębnym, niezależnie od tego, ile światła w siebie władujemy.  Z cieniem nie walczymy, nie potępiamy, on jest w nas, tak samo jak jest jasność. Ze zrozumienia cienia tworzymy sztukę o trudnym, niedoskonałym człowieczeństwie, szerzymy wiedzę, jak lepiej żyć, pomimo piekieł, w jakich tkwią niektóre nasze korzenie (traumy, pamięć o trudnych przeżyciach swoich i przodków, egzystencjalny smutek).

Bo jest w nas miejsce na wszystkie sprzeczności, które wytworzyły religie i systemy, każąc nam walczyć z rozmaitymi częściami człowieczeństwa. W te religijne wojny uwierzyliśmy i przenosimy na duchowość. Tymczasem jest w nas miejsce na ból i na radość, na zbuntowanego Szatana i na Boga Miłosiernego. Na pęd do śmierci i do życia. Na pragnienia cielesne i duchowe. Jest w nas miejsce na światło i na ciemność, na in i yang, zakorzenienie, jak i ekspansję.

Jesteśmy wszystkimi paradoksami, wiec niczego się w sobie nie pozbędziemy, ale możemy decydować, czy i który komponent wyrazić, i w jaki sposób. Zrozumienie tego, wyzwala nas z nerwicy duchowej, gdy obsesyjnie szukamy technik uzdrawiania tego, czego nie da się uzdrowić, ale możemy pozwolić temu być takim, jakim jest, bez wchodzenia w rolę kata, czy ofiary.

MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWA

Tym jest miłość bezwarunkowa – gdy pozwolimy tej części nas być, po prostu, co nie oznacza służenie jej, ani obsesyjnego kontrolowania. Nie chcemy jej już zmieniać, czarne uczynić białym, czerwone niebieskim, wyrzekać, zbawiać, usuwać, wypędzać, egzorcyzmować, bez końca poddawać coraz to nowszym technikom i integrować, wybaczać , zasilać światłością etc, gdyż zaczyna to być daremne.

Od wszystkiego można się bowiem uzależnić – od rozwoju wewnętrznego także, gdyż uciekamy od życia „tu i teraz”. Możemy też wpaść w obsesję wynajdywania przyczyn pojawiających się emocji, bo nasi „mistrzowie” duchowi uznali je za niewłaściwe, złe. Wikłają nas tedy w kolejne praktyki, rzekomo je usuwające i eliminujące. Oczywiście mogą nie zadziałać w dłuższym okresie czasu.

Warto wtedy przyjąć myślenie integracyjne, a nie wykluczające. Emocje są nam potrzebne i będą się pojawiać, byśmy je świadomie użyli. Ten „zły” gniew również, albowiem może dać motywację do reformy skostniałych struktur, nauki asertywności, postawienia granic, walki o sprawiedliwość.

Wyjść z błędnego koła auto sabotażu (i to w imię „oświecenia”) nie jest trudne – wystarczy uznać siebie – niedoskonałego, ale pełnego wartości, potrzebnego mozaice świata, rozwijającego swe kompetencje i talenty. Skoro poukładaliśmy siebie, mamy też prawo układać świat, mądrze rozpoznając, co jest w nim manipulacją i szkodą, a co pożytkiem.

Każdy ma jakąś słabość, której nie da się naprawić, tkankę cierpiącą i nie poddającą się kontroli, ale posiadającą w sobie skarb, cenną wiedzę, jak jest naprawdę, a nie jak chcielibyśmy , żeby było, zaklinając tę część siebie. Dopiero zgoda na istnienie takiej pustki, jest jej transformacją. Powoduje iż powstaje z niej potężna  siła do zmian, do inspirowania innych, do łączenia wszystkich stanów w Jedną, Żywą Obecność. Nie jest ona wyłącznie różowa, tęczowa i radosna… będzie zawsze czymś innym niż duchowa norma, którą wyznaczą ci inni ludzie, każąc wciąż i wciąż praktykować, naprawiać podświadomość bez końca, zamiast po prostu żyć w chwili obecnej, w pogodzeniu ze sobą i ze światem, ale też z napędem do generowania  lepszych, bardziej świadomych czasów.

46925607_124136928487548_242617123388522496_n33erffffffdfafFINISH

Farida Sorana

pasjonatka rozwoju osobistego, nauczycielka metody „Integracji duszy” – sztuki świadomego życia. 

Chcesz umówić się na sesję telefoniczną ze mną? Napisz: farida.sorana@gmail.com 🙂

6 odpowiedzi »

  1. Dziękuję Farido za ten wspaniały art niosący ukojenie duszy 🙂 ❤
    Był taki czas w moim życiu, kiedy nie rozumiałam ani siebie, ani tym bardziej świata wokół mnie – buntowałam się, naprawiałam co tylko mogłam, osądzałam, radziłam, odrzucałam, etc, etc…
    Aż któregoś dnia… bezsilna i zrezygnowana pogrążyłam się w głębokim żalu nad sobą i światem…, co doprowadziło mnie do wglądu we własne wnętrze…
    Wówczas… znalazłam się w tak głębokim dole depresyjnym, że… nie chciałam już dłużej żyć w świecie zjawisk 3D.
    I może… gdyby nie moja wierna towarzyszka życia: kotka o imieniu Maja oraz poczucie obowiązku z nią związane… nie miałabym już okazji do wyrażenia Tobie wdzięczności za dzisiejszy wspaniały art…
    Z biegiem czasu… "pogodziłam się losem" i zrozumiawszy powód moich własnych frustracji i rozczarowań…, co doprowadziło mnie do zrozumienia i "pogodzenia się z losem".
    W moim wnętrzu powoli… rodziło się z-rozumienie i akceptacja, co po latach walki… doprowadziło do stanu podczas którego…odpuściłam…
    Cóż za ulga ! 🙂
    I choć dziś, nadal nie godzę się z pewnymi zachowaniami ludzi wokół, rozumiem owe zachowania, bo wiem, że jedynie uczestnicząc czynnie w powolnym procesie życia i nieustannie pracując nad sobą i ze sobą – mamy szansę z-rozumieć to – przeciw czemu się buntujemy, zwalczamy czy odrzucamy, a co w efekcie – powoduje potęgowanie się jedynie naszego własnego cierpienia…
    I to był przełomowy moment w moim życiu, dzięki któremu wygrzebałam się z duszącej mnie ciemnej pustki…
    Dziękuję 🙂

  2. Czytajac artykul przypomnial mi sie ten wiersz:

    Czuję to ukłucie wewnątrz —
    Czy to moja dusza rwie się do lotu,
    Czy może dusza świata dobija się do mnie?
    Mój umysł drży, jak listki na wietrze.
    Dusza moja śpiewa na widok słonecznego światła.
    Radość mnie rozpiera, gdy myślę, że wraz z całym światem
    Płynę w siną przestrzeń i ciemną otchłań czasu. R. Tagore

  3. Mam jeszcze dwa, tez dobre: „To nie milosc jest motywacja, ale jej brak. To ludzie z pustka w sercu potrzebuja duchowosci” oraz „Zwracaj uwage, badz staranny, a wszystko staje sie duchowe”. To ostatnie uwazam osobiscie za kwintesencje kwintesencji. To ta prawda, ktora mnie osobiscie wyzwala…jesli o niej pamietam.

  4. Od jakiegoś czasu miałam sporo rozterek związanych z rozwojem duchowym…. jestem Ci bardzo wdzięczna za ten tekst ! Zrozumiałam coś bardzo ważnego, jakby „pojaśniało” w mojej głowie 🙂 i znalazłam odpowiedzi. DZIĘKUĘ !

  5. Ten przeraźliwy dualizm, każący wierzyć, że któraś ze stron monety (Ciemność lub Światło) jest zła a któraś dobra, to najgorszy zabobon duchowy jaki osobiście znam. Stąd bierze się rozdzielenie w człowieku i w społeczeństwie. Kulawa moralność ludzka, religie autorytarne i rozszczepienie wewnętrzne, które boli tak wiele ludzi.
    Nie umiem nazwać cierpienia złem. Cierpienie jest częścią życia. Ma swoje miejsce w nim, tak samo jak wszystkie inne kolory. Często uczy nas rzeczy ważnych, których nie zauważylibyśmy bez niego – lub zmusza nas do dokonania zmiany, na którą nie odważylibyśmy się w innym wypadku. Dla mnie osobiście jest ono także źródłem inspiracji, dzięki której przekuwam wewnętrzny ból w piękno. Nie umiałbym tworzyć bez tego i chyba też bym nie chciał. Może więc jedynie ego ma tendencję do nazywania złem tego, co dla niego nie wygodne? 😉

Odpowiedz na Margosia Anuluj pisanie odpowiedzi

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s