archetyp cienia

Mądrość cienia

Enrique Meseguer z Pixabay

Gdy zanurzamy się w warstwach umysłu, poznajemy jego subtelne odwzorowania i figury tożsamości – zarówno przyjazne, jak i te z poziomu cienia, wzbudzające zazwyczaj najwięcej emocji. Bohaterowie koszmarów,  odczucia „wibracji zła”, energie maleficzne (jawiące się pod różnymi kształtami), które odczytujemy jako zagrożenie, należą do sfery nieuświadomionej i skonfliktowanej naszego pola. Dopóki coś do nas wraca i jawi się „obco”, dopóty nie zintegrowaliśmy cech tegoż i nie uczyniliśmy potrzebną częścią wyrazu życiowego.

Gdy zrozumiemy potencjały naszego „przeciwieństwa” i włączymy je w psychikę – wtedy dokonuje się paradoks – przeciwnik staje się sojusznikiem. Jego energii używamy świadomie i w pozytywie, korzystając z nowych form reagowania. W taki oto sposób uczymy się radzić z problemami świata, gdy wpierw rozwiązaliśmy je w sobie.

PRZEKAZ CIENIA

Zatem, nawet najbardziej przerażająca postać cienia jest zobrazowaniem cennych informacji o nas samych. Dla przykładu, jeśli w snach czy odczuciach coś nas atakuje i próbuje do czegoś zmusić, oznacza to, iż nasze granice są nadmiernie otwarte, co też staje się obiektem wykorzystywania przez otoczenie (zarówno na planie fizycznym, jak i mentalnym). Należy wzmocnić swój wpływ na życie i przestrzeń, bo wciąż oddajemy komuś innemu (wyższym siłom, ludzkim autorytetom, mistrzom itp.) stery osobistej decyzyjności.

Czasem idzie to w parze z tym, że sami siebie traktujemy w sposób koszmarny, skłaniając do rzeczy niezgodnych z potrzebami ciała i duszy. Zmuszamy się do czynności, których nienawidzimy, po to, by udowodnić kontrolę nad sobą, że „damy radę”, że nie jesteśmy w niczym gorsi od innych. Nasza ambicja staje się demoniczna, gdy wyrasta z braku akceptacji siebie i nie wsłuchania się w swoje indywidualne pragnienia. Gdy usilnie chcemy być tacy, jak nasi idole – podważamy swą unikatową wartość każdego dnia.

ILUZORYCZNA WALKA Z CIENIEM

Świat energii ukazuje nasze programy postępowania, dlatego nie chodzi o to, by je dosłownie interpretować, ani też wchodzić z nimi w  iluzoryczną grę. Oczyszczania, odpędzania, odcinania mogą w wielu przypadkach okazać się nieskuteczne, gdy dotyczą projekcji wewnętrznych rozłamów. „Tej części Jaźni nie akceptuję, więc ją usunę” – niestety, w świecie duchowym niczego się nie da  usunąć – wszak Źródło jest Jednością, którą człowiek widzi w rozszczepieniu, dzieląc go na szatanów i aniołów, byty i energie oswojone oraz te dyskryminowane przez kulturę i religię.

Może warto inaczej podejść do zjawisk umysłu? Można przecież wydobyć ukryty w symbolach przekaz i odnieść go do swojego życia – w tym relacji i układów, które zasilamy uwagą. Dopiero wtedy dokona się rzeczywista transformacja, gdy oswoimy moc i wiedzę, która przychodzi do nas pod figurą antagonisty.  W świecie duchowym nie ma przecież „dobrych” i „złych” energii – są raczej te zaakceptowane przez człowieka (bo ładnie wyglądają, czy też dają fajne odczucia błogości i jedności) oraz te niewygodne, wypchnięte, przerażające, z którymi „ja” nie chce się utożsamiać.

Dotykają one sfery tabu, zmuszając także do wyjścia ze sfery komfortu. Dokonuje się to przez przerwanie koła pogrążających nas zachowań, do jakich się przyzwyczailiśmy i podjęcie zupełnie nowych akcji – tym razem w zgodzie ze sobą.

Wcześniej staraliśmy się być  „dobrzy” dla innych, ale nierzadko kosztem szacunku do siebie (wiec dla swojego jestestwa stawaliśmy się”niedobrzy”). Sprzedawaliśmy swą godność zdumiewająco łatwo – w zamian za bliżej nieokreśloną, ale pomyślną przyszłość, jakąś nagrodę w niebiosach czy w „następnym wcieleniu”. Odmiana nigdy nie nastąpi, jeśli sami jej nie wdrożymy w życie – tego uczy sfera cienia, która może się uaktywniać przy tego typu przekonaniach.

DUCHOWE CUKIERKI 

Idąc tym tropem – jeśli wierzymy w jakieś „nagrody” za nasze krzywdy/cierpienie/poświęcenie – to postępujemy trochę jak dzieci spragnione „cukierków”, wchodzące wprost w sidła kogoś silniejszego i sprytniejszego.  Uzależniamy szczęście od osiągnięcia jakichś poprzeczek, by odkryć potem, że nie  mają one znaczenia. Tu i teraz decydujemy o naszym spełnieniu, życiu w prawdzie i zgodzie ze sobą, wolności od przeszłych błędów, dzięki którym poznaliśmy też, co jest właściwe i rezonujące z naszą istotą.

Dla każdego człowieka będzie to coś innego, ponieważ różnimy się pod wieloma względami – posiadamy inne gusta, upodobania, pasje, potrzeby, preferencje, dążenia etc. Zatem nie można swej wartości zamykać w formule, w jaką wtłacza nas kultura czy doktryna religijna. Podatność na nią wynika zapewne z deficytu dzieciństwa, gdy nie zostaliśmy zaakceptowani w obszarze wad i słabości. Potem szukamy „cukierka” – poczucia wyjątkowości,  górowania nad tłumem, wybrania przez Boga. W ten sposób realizujemy kolejną fałszywą, tym razem „duchową” tożsamość, zamiast dziurę zapełnić miłością własną.

ROZPOZNANIE MORALNE

Z pustego i Salomon nie naleje –  bez czułej ochrony własnego „ja” nie zdołamy zdrowo kochać innych. Kształtowanie związków między ludźmi wymaga otwarcia granic, a czasem ich zamykania. Cała sztuka rozpoznać, kiedy czynić jedno, a kiedy drugie. Bywa tak, że przemocy faktycznej nie rozpoznajemy, bo jesteśmy do niej przyzwyczajani od dziecka, a nawet zakładamy, że na nią zasłużyliśmy.  Fałszujemy tedy najprostszą moralność na świecie pod tytułem: „nie czyń sobie ani bliźniemu krzywdy”. Natomiast to, co nikomu obiektywnie krzywdy nie czyni – uważamy za zło (stąd tyle nienawiści i nietolerancji w stosunku do ludzi, którzy się od nas wyraźnie różnią, przekraczają nasze wyobrażenia).

Dlatego etyczne postępowanie nie idzie w parze z wierzeniami, które kierują człowieka w stronę umysłowych fantomów, by miał zajęcie i rozmyślał o wyimaginowanych grzechach, których nie dokonał – ale dzięki nim, rzekomo coś może się „wyrównać”. To jedna z popularnych pułapek samorozwoju. Jakże często – przez  wiktymizowanie swej osoby – usprawiedliwiamy agresję jakiej doświadczamy z rąk otoczenia. Nie wiemy, że nasz umysł pragnie kontrolować zło, przez przypisanie sobie przyczyny (wpadając przykładowo w irracjonalne dywagacje, że „skoro ktoś mnie okradł, to może sam jestem złodziejem, albo byłem nim w poprzednim życiu i teraz zasłużyłem na odwet”).

BUNT

Zamiast korzystać z prawa do wyboru, wciąż słuchamy cudzych głosów i ulegamy ich sugestiom. Tym samym oddalamy się od własnej prawdy i mistrzostwa (duszy).  A przecież nikt nie będzie wiedział, co jest dla nas najlepsze.  Dlatego przychodzi czas, gdy przestajemy opierać się na wyroczniach, bo tę najważniejszą odkrywamy w głębinach „ja” i bynajmniej nie jest ona tylko „jasna”.  Rozwój świadomości zmierza do samodzielności człowieka, jego autonomii w sferze materialnej i duchowej, bo tylko tak, może w nich zdrowo funkcjonować.

Uczą tego figury tożsamości, które pokazują się w snach jako „ciemne”, „ogniste”, „bezkompromisowe”, „silne”, „zbuntowane” czy też „rogate”. Są dopełniającym biegunem dla osobowości biernej, uciekającej w uduchowienie z powodu braku akceptacji cielesności i prawa do ekspresji, uwikłanej w schemacie męczeństwa i źle pojętej pokory. Podważają one wszystkie po kolei idealistyczne wierzenia, zmuszając człowieka do przejrzenia na oczy, przyjęcia niewygodnych prawd o rzeczywistości i w efekcie – odkrycia możliwości zmian na lepsze.

Nie da się bowiem transformować czegoś, co usilnie demonizujemy albo wybielamy, uciekając od faktów i nazywania rzeczy po imieniu. Artysta doświadczony używa techniki cieniowania, by podkreślić głębię obrazu, czy też wydobyć jego szczegóły. Kreator rzeźbi z materiałów, które dobrze zna, korzystając z ich właściwości w sposób optymalny. Nie musi w tym naśladować innych, albowiem może kreatywnie podejść do tematu, stając się pionierem. Ale skostniałe systemy zazwyczaj nie akceptują samodzielnego myślenia „owieczki”, która odkryła w sobie pasterza innego, niż narzuciła jej religia.

UZIEMIENIE

Dlaczego postawa pasywna (dziecięca) jest popularna w niektórych poglądach duchowości? Bo wiąże się z oddaniem kontroli innym, dzięki czemu nie bierzemy odpowiedzialności za ewentualne błędy. Jest także wygodnym oszczędzaniem energii –  nie trzeba bowiem przeciwstawiać się opresji, wystarczy usankcjonować ofiarę, nadać jej misję i cierpieć w imię mistycznych idei, wierząc zarazem w korzyści czekające w zaświatach, w ramach wydumanej „sprawiedliwości wyższej”.

Nasze ciało jednak jest przeciwnego zdania i słusznie. Kierowane instynktem zachowawczym odrzuca kulturowe mrzonki i spekulacje, bo jego językiem są fakty – miliardy lat ewolucji życia, z mozołem przystosowującego się do warunków na planecie. Ciało funkcjonuje w materii i wie, że nie istnieje w niej żadna duchowa sprawiedliwość, prócz ta, którą samo sobie wytworzy (co pokazuje dosadnie łańcuch pokarmowy i prawo silniejszego).  Ciało posiada mądrość różną od religijnych ideałów, dlatego jego rolą jest uziemiać odleciały umysł, skierować go do konkretnego „tu i teraz”. Człowiek musi w końcu wziąć odpowiedzialność za swoje samopoczucie, aktualną sytuację życiową, zaopiekować się jestestwem w każdym calu, bo finalnie – nikt nie zrobi tego za niego.

Ów postacie cienia, które „kuszą” adepta do postawienia siebie na pierwszym miejscu („bądź jak bóg”) – piętnowane są w kulturze i religiach jako „złe”. Dlaczego ? Albowiem zintegrowane w psychice, niosą odporność na manipulacje zewnętrzne i dystans do społecznych wierzeń oraz programów. Innymi słowy – przez bluźnierstwo – rozwalają każdy system oparty na kłamstwie.

Nie chodzi jednak o to, by pod ich wpływem ranić otoczenie, czyli kierować się egoizmem. Energia cienia jest tylko narzędziem – od stopnia dojrzałości emocjonalnej zależy, jak z niego będziemy korzystać.  W prawidłowym ujęciu, jest ostoją indywidualności, a bez jej odkrywania, nie jesteśmy w stanie wzbogacić wspólnoty swoimi talentami i brać udział w relacjach wielostronnych.

ROGATE ŚWIATŁO

Indywiduum potrzebuje szerszego tła – społeczności, którą wzbogaci swą oryginalną kreacją. I odwrotnie – społeczność potrzebuje jednostkowego podejścia, które złamie utarte, ograniczające naturę ludzką stereotypy.  Dlatego światło potrzebuje rogów, by nieść prawdę skutecznie, to znaczy przebijając się przez fałsze i zabobony, w jakie uwierzyły tłumy. Bestia zaś potrzebuje światła, które obdarzy ją świadomością i pokieruje odpowiednio w służbie miłości.

A zatem, nie ma duchowego rozwoju bez wyjścia z niewolniczej mentalności, złączenia jasnej i ciemnej strony umysłu – czyli tego, co w sobie przyjął i tego, co odrzucił w toku wychowania. Praktycznie każdą manifestację cienia można wyjaśniać na zasadzie wydobycia pożytecznego bieguna, gdy się zrozumie ten szkodliwy, w jakim nieświadomie tkwimy. Dręczący cień pokaże wypartą moc w danej sferze życia, gdzie jesteśmy ofiarą i przeżywamy stan bezsilności, bo nie umiemy podjąć odpowiedniego  działania (powtórka traumy z dzieciństwa, gdy nie mieliśmy pola manewru).

Cień ma wymiar indywidualny (skala mikro) i zbiorowy (skala makro), dlatego powoduje napięcia w polu energetycznym jednostki oraz synchroniczności w materii. Ale błędem jest, jeśli człowiek uzna jego kolektywny wymiar za całkowicie odrębny od siebie, podobnie jak omyłkowym jest totalne utożsamienie.

Kropla jest częścią oceanu i rozumie w odpowiedniej perspektywie, iż ocean nie zagraża jej, tylko ją poszerza. ❤

WCIELANIE 

Rozwój duchowy kończy się uziemieniem, czyli przestajemy w wielu przypadkach stawiać eter ponad wymiarem fizycznym. Im więcej obejmujemy w naszym polu energetycznym, tym „ja” powiększa się i wciela w materię, niosąc tym samym ducha w najgęstsze wibracje, stając się posłańcem, a nie niewolnikiem. To człowiek decyduje, w jaki sposób przejawić się w swej przestrzeni, dlatego porzuca schematy, mówiące „jaki ktoś ma być, co ma czuć i myśleć, jakie wibracje osiągnąć, by się przebudzić i zadowolić boga”.

Marzenia o zostaniu kimś innym, niż się jest – z góry zaprzecza przebudzeniu, lub staje się przebudzeniem pozornym, chwilową inflacją. U każdego bowiem dusza jest unikatowa i wartościowa, choć sposób jej wyrażenia zależy od tego, czy rozpoznaliśmy swój mrok i światło a następnie pogodziliśmy je ze sobą. Może nam się wydawać, że nie mamy z tym pierwszym nic wspólnego, ale on nami rządzi wprost (agresja jawna), albo pod płaszczykiem hipokryzji. Nie jesteśmy w stanie ponieść pochodni miłości, jeśli wpierw nie sforsujemy blokad niewiedzy, tworzących cienie w postrzeganiu istoty własnej i świata.

WOLNOŚĆ

W praktyce – dopóki jesteśmy sługą jakiegokolwiek światopoglądu, podchodząc do danej idei bezkrytycznie, albo co gorsza – postawiliśmy duchowy matriks ponad swe życie, dopóty dusza jest w pewnym zakresie zniewolona. Uniemożliwiamy jej zapuszczenie korzeni w sercu Ziemi i wzrastania niczym drzewo, bo wciąż pozwalamy się oślepiać słońcu. Z drugiej strony – jeśli wolimy tonąć w jądrze ziemi, to także nie jesteśmy w całości. Wolność jest mostem, jaki budujemy między światem ducha a światem materii, ich równowagą. Jeśli którykolwiek z tych jakości odrzucimy, drzewo życia nie stanie się pełnią.

Rolą cienia jest pokierować nas do skrajności, która jest nam aktualnie potrzebna, ale nie mieści się w dotychczasowym pojmowaniu i działaniu. Za cieniem istnieje światło – czyli wiedza o jego pozytywnym wykorzystaniu w świecie.

Pamiętajmy, że integracja cienia nie jest równoznaczna ze stawaniem się bestią, wręcz przeciwnie – ten, kto objął swój cień, zna naturę destrukcji. Jest wyczulony na objawy szkodzenia w otoczeniu i potrafi im się przeciwstawić dzięki temu, że sam wyszedł ze stanu pomieszania i auto krzywdzenia. Pomóc światu można na tyle, na ile pomogło się najpierw sobie. Oczywiście, podstawą jest akceptacja – bo cień jako figura tożsamości będzie istnieć zawsze, stanowiąc dopełnienie dla aktualnego stanu myślenia, które najpierw – klasycznie – odbierzemy jako coś obcego i zagrażającego (bo niesie nieuchronną zmianę). Jego rolą jest otworzyć umysł na kolejne poziomy nieświadomości, dzięki czemu może poszerzyć swoje rozumowanie i czucie. Tak staje się światłem świadomości, gdy ma odwagę przejść przez etapy osobistego zaćmienia.


46925607_124136928487548_242617123388522496_n33erffffffdfafFINISH

Farida Sorana

Jestem trenerką rozwoju osobistego i duchowości, pomagam w pracy z podświadomością i jej programami, obszarem cienia, snami, odnajdywaniem wewnętrznej nawigacji, osiąganiem celów życiowych. Więcej 

Chcesz umówić się na sesję telefoniczną ze mną? Napisz: farida.sorana@gmail.com 🙂

Kategorie: archetyp cienia, Archetypy ciemności - integracja cienia, demony, duchowość i rozwój osobisty, Integracja cienia, Integracja Cienia i dotarcie do Wyższego Ja, podświadomość, pułapki cienia, świadomość

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

2 odpowiedzi »

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s