pułapki duchowości

O złu, które nie ma żadnego sensu

Lubimy widzieć we wszystkim sens. Takim podejściem zajmują się niektóre ścieżki duchowe, ale warto zdać sobie sprawę, że to tylko jeden ze schematów myślowych. A co w przypadku, gdy dane cierpienie sensu nie ma? Tracimy wtedy grunt pod nogami. Bardziej opłacalna jest wiara w sens cierpienia, ponieważ pozwala przetrwać kryzys.

Zajmuję się integracją ciemnej strony ducha od lat. Przeszłam w tym procesie wiele skrajności (od bieguna do bieguna), w tym pułapek duchowych, iluzji i na pewno wiele z nich jeszcze mnie czeka. Z perspektywy tych lat, mogę jednak parę rzeczy ocenić. Jedną z największych pułapek, w której ugrzęzłam przez lata było „idealizowanie’ zła, czyli nadawanie mu duchowego sensu. Gdy dotarłam do takiego odbioru Jaźni, w którym Miłość rozwaliła po kolei wszystkie moje wygodne schematy myślowe, teraz patrzę na wiele spraw inaczej. Pewnie włożę kij w mrowisko, ale przykro mi jest, gdy ludzie „uduchowieni” usprawiedliwiają agresję i uciszają ludzi, którzy odważają się mówić o przestępstwie jakim jest na przykład molestowanie (w większości przypadków zakończone bezkarnością). Z pogardą wytyka im się robienie z siebie „ofiar”, albo używa się argumentu, że przecież kobiety też „molestują”. Oczywiście, kobiety również sięgają po przemoc, ale czy to oznacza, że mają zbiorowo zamilknąć i nie mówić o swoich krzywdach ? Każdy, kto został skrzywdzony – zarówno kobieta, jak i mężczyzna – ma prawo głośno o tym mówić i domagać się sprawiedliwości, zmian w prawie, zmian w świadomości społecznej, złamać TABU.

Idealizacja kata i nadawanie sens złu jest według mnie jedną z największych pułapek duchowości, zaprzeczeniem ścieżki serca i współczucia. Wmawianie kobiecie, że z punktu widzenia „karmy” czy „planu dusz”, potrzebuje skrzywdzenia, by być silniejszą, albo, że sama ma w sobie potencjał molestowania, jest prymitywną argumentacją rodem ze średniowiecznych filozofii umartwiania, w imię których wmawiano ofiarom, że są grzeszne i dzięki cierpieniu zostaną zbawione. Z punktu widzenia czystej Miłości, zło nie ma sensu, jest wynikiem głębokiej nieświadomości, głębokiego zniekształcenia, które trzeba dostrzec i zmienić w naszej rzeczywistości na taką formę, która nikomu krzywdy nie czyni. To prawo ewolucji, pęd do doskonalenia nie tylko na poziomie biologicznym, ale też na poziomie kultury ludzkiej.

Miłość pragnie dobra swojego i bliźniego, bez naruszania nietykalności osobistej. Osobiście uważam, że człowiek ma prawo do wolności, ale ograniczonej zasadami etycznymi, które są zasadami uniwersalnymi, nie związanymi z przestarzałymi religijnymi czy ezoterycznymi dogmatami, tylko z humanizmem. Duchowe filozofie, które zaprzeczają wartościom humanizmu, hamują po prostu rozwój społeczny. Człowiek nie potrzebuje cierpienia, by się rozwinąć, tak jak dziecko nie potrzebuje kar fizycznych by wyrosnąć na wrażliwego i silnego zarazem człowieka. Rozwinąć się można na wiele sposobów, przemoc jest sposobem najgorszym, który wcale nie musi prowadzić do wzrostu człowieka – jak czasem w duchowości wierzymy – wręcz przeciwnie, może pogrążyć w niepotrzebnej otchłani na wiele lat, złamać ducha i nie podnieść go już nigdy (przynajmniej nie w tym życiu, jeśli ktoś wierzy w reinkarnację). Znacie na pewno wiele przypadków, w których cierpienie  uszlachetniło człowieka, obudziło jego moc, doprowadziło do odkrycia nowych możliwości i dojścia na szczyt. Zresztą , temu procesowi hartowania duszy w ogniu poświęciłam wiele artykułów na blogu. Ale znacie też przypadki, w których ogromna trauma zniszczyła psychikę człowieka czyniąc go odtąd niezdolnym do normalnego życia. Dlatego nie można wszystkich wrzucać do „jednego worka”.  Nie można od każdego oczekiwać tej samej dzielności charakteru, ani czynić z tego argumentu uzasadniającego występowanie zła. Cel nie zawsze uświęca środki.

Postęp cywilizacyjny to między innymi głośne mówienie i zapobieganie niepotrzebnym krzywdom, które się dzieją, a które są zamiatane pod dywan, właśnie przez ludzi, którzy chcą uciszać ofiary, bagatelizując ich cierpienie, albo nadając mu fałszywy, duchowy „sens”, w ten sposób utrzymując i uzasadniając rację jego bytu. To jest opór przed postępem, który wynika paradoksalnie nie z wysokiego uduchowienia ale z nieświadomości, czym jest prawdziwa Miłość. Poznasz ją nie po twardych prawach karmy, czy  rzekomej równowadze „dobra i zła”, ale po tym, że dąży do wyeliminowania niepotrzebnego cierpienia, a nie do jego tworzenia i wzmacniania.  Miłość kieruje się współczuciem i szacunkiem do bliźniego. Pragnie szerzyć dobro, zupełnie tak, jak matka pragnie dobra swojego dziecka, kierując się miłością bezwarunkową, gotowa walczyć jak lwica o to, by dziecku nie stała się krzywda. Bierność wobec zła jest efektem nieczułego serca, zaprzeczeniem miłości, tym samym duchowości, która w istocie jest bardzo prosta, bo potrafi nazywać rzeczy po imieniu, oddzielać ziarna od plew, tym samym staje się skuteczna w szerzeniu energii Serca. Jest mądra bo potrafi odróżnić nawet w skomplikowanych sytuacjach tzw. „dobro” od wyborów zła. Jest silna, bo umie przeciwstawić się agresorowi, zarówno temu jawnemu, jak i temu w białych rękawiczkach, który nad swoimi popędami panować nie potrafi.  Jest jednocześnie współczująca, bo obejmuje słabszego ramieniem i solidaryzuje się z jego bólem, walcząc o to, by przyszli ludzie, nie musieli tego piekła więcej doświadczać.

18 odpowiedzi »

    • Nie jesteśmy, lecz byliśmy cząstką jedności! Ciężko to wyrazić słowem, jest to dość subtelne.
      Posiadamy ją, lecz nie jesteśmy nią – tą inną cząstką jedności (było ich miriady miriad).
      Chyba że cząstka jest w miejscu początkowym-wyjściowym – wówczas jest nią.
      Pan w nim nie jest, ponieważ rozmawiamy (jest pan w procesie poznawczym-zmieniającym)

      To tak jak z ziarnem, gdy wrzucamy w glebę i podlejemy, ziarno umiera by powstały inne.
      Te inne nie są tym ziarnem początkowym, mogą mieć jego właściwości, lecz nim nie są.
      Z czasem to nawet nie będą podobne.

      Dlaczego to wszystko miało swój początek i się rozpoczęło?

      Jak pan myśli, czy Jedność w swojej jedności wiedziała o dwoistości, troistości, czy już teraz czterech?

    • Nie zgadzam się z tym, jeśli mówimy o zasadniczych i najistotniejszych kwestiach – i o krzywdzie.
      Można tak postrzegać i interpretować swobodnie drobne, osobiste sprawy, które nie rzutują na innych. W poważnych taki relatywizm jest niezwykle niebezpieczny. Bardzo często usprawiedliwia krzywdzenie i przemoc.

      Wiem, że to ekstremalny przykład, ale przypomniał mi się Hitler, który miał swoje kompleksy, uwarunkowania, a poza tym – tak przecież walczył o ”dobro” Niemiec, ich wyjście z różnorakich kryzysów. Patrzył właśnie na sprawy ”z innej perspektywy”, dlatego pragnął wymordować plugawe robactwo.

      Ale mnóstwo jest wokół przykładów ograniczonego postrzegania, egoizmu forsowanego kosztem innych, nawet w rodzinach, w pracy.
      Gwałciciel i alkoholik to chorzy ludzie, ale zło, jakie wyrządzają, po prostu pozostaje złem. Wobec krzywdy nie ma litości.

      M.in. właśnie dlatego, że jesteśmy jednością. To również jakaś współodpowiedzialność za całość, za przestrzeń serca.

        • To nie zło tylko poziom inteligencji. Inteligencja występuje w ludziach w różnym stopniu. Jej się nie rozwija. Albo ją masz, albo tylko działasz impulsywnie, instynktownie, bezrefleksyjnie. Inteligencja, to nie to samo, co myślenie. Myślenie też może być automatyczne. Kojarzenie słów i obrazów też może być automatyczne. To jest wtedy tylko reagowanie. Ktoś coś powiedział, to zareagowało. Coś go zjadło, a coś stratowało. Coś go wykorzystało, instynktownie, dziko, zwierzęco. Jeśli szukasz świata wolnego i pięknego, to oznacza, że to w tobie jest piękno i potrzeba wolności, co nie oznacza, że krokodylom wokół się to będzie podobać. Oni polują i bronią swojego terytorium. Hitler też bronił swojego terytorium a rzesza niemców broniła tego, czego bronił Hitler, bo wykonywali automatycznie polecenia, jak roboty. Robot wcale nie potrzebuje wolności czy piękna. Robot ma tylko wykonywać polecenia. Jak trzeba przyjąć arabów i dać im pieniądze, to przyjmują i nie narzekają. W drapieżnym wszechświecie, na pozostawionej samej sobie planecie żyją różne dziwne stworzenia i te stworzenia atakują się nawzajem. Jedne są mądrzejsze, a drugie głupsze i te głupsze ale silniejsze gryzą innych i bronią swojego terytorium. To nie jest zło, To jest dżungla. Być może gdzieś daleko stąd są inteligentne istoty, ale nie w smak im schodzić w błoto i odwiedzać nas, gdy możemy im zaoferować tylko krzywdę.

    • Na poziomie duchowym jesteśmy jednością. Właściwie nie jesteśmy, tylko Jestem.

      Ja to widzę tak: na poziomie matrixa działam na drodze, którą wskazuje mi ego, odwołując się, kiedy to tylko możliwe, do wyższego Ja (pamiętajac, ze ego łże). Na poziomie psychologii (mentalnym) próbuję pewne sprawy przepracować i dociec ich przyczyn, a także zneutralizować wewnętrznego zabójcę. Na poziomie duchowym odrzucam to wszystko i jestem wolna od obciążeń. Akceptacja, błogosławieństwo, wybaczenie to nie jest droga przez problemy matrixa, ale jakby pomiędzy atomami tych problemów (nie chcę używać słowa ponad). Czyli kopię gwałciciela w krocze i uciekam, idę na psychoterapię i leczę traumę, ale na poziomie duchowym akceptuję cała sytuację. Z tej perspektywy wszystko rozpływa się w Miłości. Wiem, że to proste, gdy dotyczy mnie. Znacznie trudniejsze, gdy dotyczy bliskich. Więc gniew musi brzmieć. Aż się wybrzmi.

      • tak samo to widzę. Boskość to poziom jedności, ale w materii jedność jest wielością. Jesteśmy wielowymiarowi i trzeba nauczyć się kochać ducha, dusze i ciała, jednoczyć perspektywy ale i rozróżniać je, by świadomie i obficie pielęgnować życie, rozwijając człowieczeństwo, by lepiej nam się żyło w matrixie.

  1. Oceniać, oceniać, oceniać…
    NIE NAM OCENIAĆ!

    „ODWAŻĘ” SIĘ WŁOŻYĆ KIJ W TWOJE MROWISKO.

    I znowu bajdurzenie o „dobru i złu”, oczywiście każdy ma iluzorycznie – wolną wolę.
    Uważając że:
    Radość, szczęście jest OK i ma sens!
    A smutek i cierpienie jest BE, bo nie ma sensu.

    JAK CIERPIENIE I RADOŚĆ NIE MA SENSU TO TEN ŚWIAT,
    W KTÓRYM TAK INTELEKTUALIZUJESZ TEŻ NIE MA SENSU, KROPKA.

    Obudźcie się!
    Przejrzyjcie na oczy! (jak macie taką wolę)

    Jak nie macie, to bądźcie dalej ŚLEPCAMI – i to jest wasza wolność!

    „Uzależniony próbuje pomóc uzależnionemu, ślepy próbuje doprowadzić ślepego do celu”
    A najgorsze jest to, że ten pierwszy myśli że jest wyleczony i opornie przyjmuje krytykę.
    I taka sytuacja powtarza się wieczności – można to nazwać ewolucją, tyle że nie wiem czego.

    „Parę lat ugrzęzłam” i co wtedy nie pisałaś, nie intelektualizowałaś?
    Może ciągnęłaś nieświadomie za sobą wielu? Ty wyszłaś a inni pozostali.
    Skąd pewność, że teraz tak nie jest?

    Jesteście w świecie dualności, To, co tutaj się wydarza otrzymujemy w pakiecie decydując się tu wejść.

    Co do – cytuję:
    „Miłość kieruje się współczuciem i szacunkiem do bliźniego. Pragnie szerzyć dobro, zupełnie tak, jak matka pragnie dobra swojego dziecka, ***kierując się miłością bezwarunkową, gotowa walczyć jak lwica o to, by dziecku nie stała się krzywda***.”
    MIŁOŚĆ WARUNKOWA, GOTOWA WALCZYĆ JAK ZWIERZĘ – gdzie tu człowieczeństwo?
    Matka zabijająca, by wykarmić dziecko – z jej perspektywy jest to „dobre”, a z twojej jako ofiary?

    Mylisz znaczenie słów: bezwarunkowa miłość nie morze być gotowa walczyć, bo to jest warunek, a ona przecież ma być BEZ WARUNKÓW.

    „… człowiek ma prawo do wolności, ale ograniczonej zasadami etycznymi”.
    Jest taki slogan: Walka o Pokój – etyczna sprzeczność
    tak samo jak OGRANICZONA WOLNOŚĆ TO NIE WOLNOŚĆ. To jest iluzja.
    Czym jest etyka? – dziś jest etyczne, jutro już nie jest, a do tego jeszcze względność, bowiem wszystko tutaj jest względne.

    Na zakończenie:
    Są istoty widzące, które idą przodem po wyboistej drodze i usuwają kamienie i nierówności, czyniąc tą drogę równą, za nimi podążają, lub nie ludzie mniej widzący, a nawet ślepi (prawdziwie wierzący).
    Są i tacy i jest ich sporo, co liznęli duchowości, a nawet wychylają się do innych wymiarów, i uważają że mają własną drogę i „wmawiają na różne subtelne” sposoby to innym.
    Co lepsze to WIEM, że to jest właściwe, bowiem ci co jeszcze mają pocierpieć to cierpią choć oficjalnie po tej stronie tego nie chcą.

    Więc cierpiący niech się nie dziwi, że cierpi, bowiem „jest w tym sens”, nieświadomie sam to wybiera i gra dalej w tą grę, którą sam rozpoczął, oczywiście każdy może to przerwać w dowolnym miejscu, lecz niedokończone będzie trzeba dokończyć jeśli się zechce dokończyć, gdyż jak „jest początek to musi być koniec”.
    Wolna wola pozwala nam pozostać w miejscu, nie musimy rozpoczynać wzniesienia.
    Moim zadaniem, bowiem mam takie – jest werbowanie gotowych i tyle.
    Poruszam się i „naciskam guziczki”, jeśli jest aktywny to uruchamia, nie ja decyduję kto jest uruchamiany.
    Czasem to robię przez pisanie bzdur i wstrząs (krytyka) i tak to już jest.

    Ten świat składa się z wiecznych powtórzeń – do skutku.

    Istoty tutaj na tej ziemi mają cztery etapy do osiągnięcia („przejścia”):
    1 zwierzęcość
    2 ludzkość
    3 człowieczość
    4 boskość

    O trójcy coś liznęliście, a o czwórce?

    Gadulstwo, gadulstwo – standardowa i właściwa udręka tego świata.
    Ja Jestem też napełniającym ten świat Gadulstwem.

    Jeśli ktoś pomyślał podczas czytania: o religijności tego, lub męskości i żeńskości.
    Nadal tkwi w ignoranctwie. Dla wielu słowa są niebezpieczne!
    Zrobić spustoszenie w myśleniu przez bzdury jest bardzo łatwo, a zdać sobie sprawę z tego,
    że się to robi jest bardzo trudno.
    Tak też musi być.

    Pytanie dla relaksu wewnętrznego:
    1 Być wierzącym, niepraktykującym?
    2 Niewierzącym praktykującym?
    3 A może tzw. „ateistą” poznającym nieznane? (poza wszelkimi religiami/ustaleniami opatentowanymi)
    4 Na koniec – może nikim?
    I ponownie cztery – niezamierzone, lecz pobudzające wyobraźnię.

    I ponownie dorzuciłem trochę bzdur, a może i coś więcej – sami decydujcie kto „w dół, w górę, a kto w miejscu” Nic mi do tego, to nawet nie jest moja powinność.

  2. To co robisz i piszesz Farido jest jak najbardziej właściwe – pobudza wyobraźnię i to jest istotą tego.

    Ja tylko dodaję trochę ostrej papryki i pieprzu ( TROCHĘ PIEPRZĄC) dla pikanterii twojej potrawy, by nie była mdła (np. mądry wpis, wspaniale piszesz, też tak uważam itd.) – wyostrzam wgląd i wyobraźnię.

    JEST DANIE – MUSZĄ BYĆ I PRZYPRAWY (jedni lubią łagodne, inni pikantne) Pa!

  3. Załóżmy, że najwyżsi Archaniołowie żyją wiecznie, ale są tacy, którzy upadają i ich żywotność spada do np. kilkudziesięciu trylionów lat. Idąc w dół Promieniem Stworzenia – fraktalnie – pojawiają się niższe światy utworzone przez Absolut, które zamieszkują niższe rangą istoty, a ich życie trwa np. do kilku milionów lat. I tak ciągle w dół i w dół, a gdzieś pod sam koniec Promienia Stworzenia jest sobie Ziemia i inne planety zamieszkałe we wszechświecie, gdzie ta średnia wieku oscyluje w granicach kilkudziesięciu do kilkuset (może) lat – teoretycznie. A więc stąd, od Ziemi do Absolutu jest dość daleko. W końcu jesteśmy w świecie grubej materii, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone, gdzie pleni się patologia, zboczenie i dewiacja. Gdzie trwają wojny i konflikty, i gdzie ludzie mogą – bo nikt im nie zabroni – realizować swoje najbardziej zwyrodniałe marzenia. To jest właśnie ten nasz fizyczny, ziemski poziom. Niby religie się napinają, że nie wolno tego, nie wolno tamtego, ale jak bojownicy obcinają głowy, to ich żadna boska ręka od tego nie powstrzymuje. Bo mogą. Jeśli czegoś nie można, to znaczy, że jest to tak niemożliwe jak trzaśnięcie obrotowymi drzwiami. Można śmiało powiedzieć, że tutaj jest właśnie ta ostatnia podróż przed zupełnym unicestwieniem. Wierzę więc, że ci wszyscy zwyrodnialcy po śmierci obracają się w niebyt, ale dlaczego znów wracają w innej postaci? To nie te same istoty ale ten sam ich rodzaj. I myślę, że powodem jest po prostu poziom inteligencji. Agresja i prawo siły, to rezultat niskiej inteligencji i świadomości. Na naszym poziomie nie mamy co liczyć na jakieś wyżyny. Owszem, żyli wśród nas trochę mądrzejsi ludzie, ale w porównaniu z naszą głupotą i ignorancją musimy ich nazywać mesjaszami, geniuszami czy bogami. Każdy mądrzejszy, dysponujący szerszym spektrum możliwości, technologii czy wiedzy jest przez nas odbierany jako jakiś nie wiadomo kto, a on po prostu posiada wyższą inteligencję. Mówi się, że nauka na odpowiednio wysokim poziomie może być mylona z magią. Jeśli więc nie możemy być mądrzejsi, to bądźmy głupi i doświadczajmy naszej głupoty w pełni. Bo po coś tu jesteśmy, po coś cierpimy i popełniamy błędy, a jak się nie umiemy pogodzić z tym jacy jesteśmy, to znów powielamy wzór upadku. Znów otrzymujemy od życia lekcje. To jest to, co sprowadza najwyższych na sam dół – brak akceptacji swoich słabości pośród wysoko ocenianych cech osobistych. Dlatego mistrzostwo osiągają tylko ci, którzy potrafią być mistrzem i jednocześnie myć podłogę czy własne smrodki i nie czuć, że to urąga ich godności. To jest nasz krzyż, na którym umieramy, ze wstydu, w upokorzeniu, rozterce. Chodzi o to, by „siebie” stracić, by poddać się i dać się pokonać, aby w końcu wygrać.

    • Nie będę rozpisywał się na temat wyższych, czy niższych istot – ogarnąć to ludzkim rozumem jest ciężko.
      Jak zostanie to dane wybranej osobowości w istocie ludzkiej gotowej by to przyjąć, to to otrzyma.
      I to bez względu, czy jest głupia, mądra, duchowa, nie duchowa, dobra, czy zła. Są to tylko iluzoryczne oceny przez niższe gatunki, w których te oceny tylko dla nich rzeczywiste – funkcjonują.

      Jest PEWNIKIEM, i to nie jest PRAWDOPODOBIEŃSTWO, które rządzi tu w tym świecie,
      to to co napisałeś;

      że TRZEBA PRZEGRAĆ, ŻEBY WYGRAĆ ! To jest tą „bramą” przez którą TRZEBA przejść.
      Czy wam się to podoba, czy nie i czy się z tym zgadzacie, nie ma najmniejszego znaczenia – to jest ograniczenie, którym jesteście okryci.
      Oczywiście jest jeszcze coś pomiędzy: jest to połowiczna wygrana – nie jest to „Wyjście”, lecz powrót do tzw. lepszych światów, z których trzeba tu powrócić.

      Wielki stanie się małym, a ten najniższy najwyższym !!!

      Jesteśmy odbiciami nas samych w dualnym świecie wielce zagęszczonej materii.

      Jest nas DWA i to musi upaść na dno, by się odbić bez żadnych ograniczeń i zabrudzeń ku wzniesieniu.
      Oczywiście wielu jest co upada, lecz nie wielu odczuwa chęć wystartowania (wola) w niepojęte-nieznane.
      To jest ta krawędź, którą trzeba przekroczyć by wystartować. To jak skok w ciemną dziurę bez asekuracji.

      To o własnych smrodkach jest odpowiednio ujęte. Ja to sprostuję tym, że myję „innych” podłogi i grzebię w ich smrodkach (dosłownie robię dalej to czego się podjąłem będąc – Jestem Tym Kim Jestem)
      Nie robię się tym, kim nie jestem ( mimo „posiadanej, lecz nie mojej” WIEDZY).

      Twoje założenia odnośnie wielu rozważań są bliskie – zatem przyjdzie też pewność. Tak to już jest.

  4. Przeszłam w życiu wiele traum, spowodowało to we mnie potrzebę szukania sposobu wyjścia z cierpienia, zrozumienia i nadania sensu życia. Wybrałam rozwój odnajdując przyczyny w sobie i dało to mi możliwość obserwacji, uważności, nadałam tym samym kierunek drogi mego życia.
    I wtedy ludzie, którzy znali moją przeszłość z pełną premedytacją zorganizowali mi dla korzyści powtórkę traum. Bardzo mocno naruszyli moją przestrzeń, wolność, godność co spowodowało regres a właściwie tak mnie złamali, że spadłam na głębsze dno psychiczne niż kiedykolwiek byłam.
    Absolutnie nie widzę w tym żadnego sensu, że miało mnie to przebudzić do wyruszenia w drogę samopoznania bo byłam na tej drodze, a te zbrodnie mnie z tej drogi zrzuciły jak już napisałam w jeszcze głębszą otchłań pełną bólu, strachu, depresji, zniewolenia, braku poczucia wartości i sił do ratowania siebie. I wpajanie mi, że to ja za to odpowiadam, że tego sama chciałam żeby móc się rozwijać jest zwykłym wykrętem uniewinniającym oprawców a wtórnie wiktimizującym ofiarę. Kojarzy mi się z kopaniem leżącego.

    • Kochana, doskonale Cię rozumiem. Znam wiele takich historii dlatego walczę z tym zjawiskiem znieczulicy i tym mechanizmem obwiniania ofiary o zbrodnie oprawcy, co jest znanym społecznym zjawiskiem świadczącym o zacofaniu i braku empatii, niestety tak powszechnymi także i we współczesnej duchowości. Jest to wypaczona, źle pojęta zasada luster, nie mówiąc o innych teoriach jak „plan dusz” czy inne, które prowadzą do zrzucenia całej odpowiedzialności za traumę na ofiare, że niby tego chciała, a agresor niewiniątko tylko wypełnił jej rzekomę wolę…wrr. Ta wiktymizacja ofiary dzieje się powszechnie i od zawsze, żal patrzeć, że także w „duchowości”.

  5. Witajcie 😉 Artykuł niezwykle przydatny. Świadomość tego, o czym pisze Farida jest w półświatku ezoterycznym niemal zerowa, ale i to się zmienia. A mnie tak zastanawia inna rzecz.. My tu zastanawiamy się tak nad naszą niedolą, cierpieniem, i oczywiście mniejszą lub większą biedą. Czy to wola boża, grzech pierworodny, a może chrześcijański Bóg testuje moją wiarę? Albo inaczej: czy to karma, plan wyższej jaźni, numerologia, horoskop, a może jakieś nieprzepracowane cienie? Tymczasem miliarderzy się bogacą, bogacą, bogacą.. Garstka ludzi ma w ręku biliony dolarów. A w Polsce zarabiamy te 1500 zł, zaś w Afryce dzieci umierają, bo są regiony gdzie nie ma nawet czystej wody. Gdy dochodzi do tego wiedza o tym, co naprawdę robi FED, Europejski Bank Centralny czy Bank Rozrachunków Międzynarodowych, i czym naprawdę są ich imprezki o nazwie „kryzysy gospodarcze”.. No to perspektywa się zupełnie zmienia. Może powinniśmy przestać wałkować taką a nie inną teorię chrześcijańską lub new age’ową, i hajda z kosami i bagnetami ruszyć na tych, którzy naprawdę są winni? 😉 Może te wszystkie teorie duchowe, chrześcijańskie, ezoteryczne, to po prostu.. ideologie dla biedoty, mające jakoś usprawiedliwić ten cały wyzysk i bogacenie się elit? Takie tam luźne rozważania mi teraz przyszły na myśl, haha 😉 Trzymajcie się.

    • To chyba tak nie zadziała. Przypomina mi się tutaj to, co pisze Li Hongzhi w Falun Dafa, że nie możemy zrobić porządku, ani uzyskać nadludzkich zdolności, ani nie uwolni nas od tego bardziej rozwinięta cywilizacja, przybywająca w ogromnym statku kosmicznym itd., ponieważ ta codzienna niedola i codzienna zwykłość, przeciętność i ziemskość jest tutaj wymagana. Wszystko, co wychodzi poza ten poziom jest szybko redukowane i choćby (teoretycznie) krasnoludki i elfy istniały na prawdę, to my się tego nie mamy prawa dowiedzieć, bo spośród wszystkich możliwych rzeczywistości nam jest dane chodzić do Tesco, pić wodę z plastiku, oglądać w TV reklamy przerywane filmami i czytać w gazetach i internecie codzienne wiadomości z horroru na Ziemi. Jedni nazywają to Matrixem, inni godzą się na to i piją, palą, zdradzają żony, biją ludzi na ulicy albo wyżywają się na pracownikach lub uczniach, żeby sobie odreagować tą patologię, której nie możemy zrozumieć.

      Sięgając po najstarszy mit o rzekomym Adamie i Ewie, zastanawia mnie zawsze ten nieszczęsny wąż. Wyobraźmy sobie taką „Nową Zelandię”, piękne tereny, niezwykłe wodospady i bujną roślinność rzekomego Raju. I w tym raju bóg stwarza sobie węża kusiciela, który jeszcze nikogo nigdy nie skusił, bo nie miał okazji, więc gdy trafia na jedyne gadające formy życia ever, czyli Adama i Ewę, którzy jeszcze nigdy nie mieli okazji dać się namówić, to zaraz korzysta z okazji, żeby ich skusić. Głupi wąż, nie wiedział, że został stworzony do kuszenia, więc zrobił jedyną rzecz, którą potrafił robić dobrze i za to został skazany na różne nieprzyjemne rzeczy na zawsze. Natomiast niedoświadczeni, naiwni pierwsi ludzie, za swoją naiwność i swoje tendencje, o których bóg doskonale wiedział, że są, bo tak ich zrobił, zostali wygnani z raju. No więc – patrząc dosłownie – widzimy tu jakiegoś brutalnego boga, który tworzy tendencje, a później sam je karze, za to, że są takie, jakimi miały być. Natomiast patrząc na ten mit parabolicznie, widzimy różne aspekty człowieka. Wąż jest pragnieniem, a reakcja człowieka zaspokojeniem tego pragnienia. Wygnanie z raju jest zatem informacją, że jeśli ulegniesz przyjemności, to zabawa skończona. Pytanie brzmi, dlaczego? Życie w niedoli musi być dla nas na jakiejś zasadzie pożyteczne i wymagane. Sami sobie to robimy, żeby – jak twierdzą pewne źródła – uszlachetnić własną duszę albo pokonać własne ego. Ja byłem dość „wysoko” – przynajmniej tylko mi się tak wydawało – i powoli zacząłem spadać do poziomu, jaki opisuje Farida w Mandali Cienia, poziomu zagubienia i zatracenia siebie. Myślałem, że idę w górę, a cały czas szedłem w dół i za każdym dnem widziałem następne. To jak podróż oceanicznym rowem. No więc może już czas przestać sobie wyobrażać, że idę w dobrym kierunku i że kierunek, który obrałem gdzieś mnie doprowadzi, bo jaskinie w górach Mordoru są bardzo głębokie i bardzo zimne. I tym jest właśnie dla mnie ezoteryka i inne filozofie, jest drogą w głąb ciemności, ale nie do własnego wewnętrzna, psychologicznej ciemności, tylko dosłownym pchaniem się w gówno. Bo nikt nas nie uczy patrzeć w siebie, tylko szukać na zewnątrz tam, gdzie deszcz i mrok.

      • Hej Mat. Też to przechodzę. Ciemna noc może trwać i 5 dni, i 5 lat. I powtarzać może się wiele razy. I może przybrać dowolne oblicze. Ale, jak pisał Robert Anton Wilson – jest to próba, którą trzeba przejść, by zobaczyć wschód dwóch Słońc na niebie, jak to zwyczajowo po ciemnej nocy. 😉

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s