Rozwój osobisty i duchowy prowadzi do pięknego poszerzenia naszego jestestwa, ale może też zmienić się w katorgę i swoistą ucieczkę od życia.
Na przykład wtedy, gdy każde obecne wydarzenie i odczucie rozpatrujemy wyłącznie w kontekście przeszłych uwarunkowań.
Zamiast reagować szczerze w tu i teraz, zaczynamy po raz kolejny grzebać w warstwach umysłu, skrupulatnie analizując każdy element przeszłości w nadziei, że to nas „ulepszy” i przebudzi.
I jest w tym trochę prawdy — ale tylko częściowej.
Przygotowałam dla Was konkretny przewodnik, opisujący etapy rozwojowe, jak również towarzyszące im pułapki.
Jestem pewna, że część z Was rozpozna u siebie te mechanizmy karmienia się iluzją, którą mielimy na różne sposoby – w efekcie oddalając się od sprawczości.
Choć bardzo pragniemy miłości, to wciąż realizujemy jej brak — pod pozorem „uzdrawiania” czegoś, czego już nie da się zmienić.
Kręcimy się w kółko, zamiast zmienić perspektywę.
W poniższym przewodniku pokażę, jak przejść od mentalnej analizy do autentycznego przebudzenia, a nie jego krótkotrwałych pozorów.
Dzięki praktyce uważności rozpoznamy intencje, z jakimi wchodzimy w rozwój osobisty i zyskujemy możliwość lepszych wyborów.
ROLA ANALIZY PRZESZŁOŚCI W ROZWOJU OSOBISTYM
Zacznijmy od pytania:
Czy analiza przeszłości jest ważna w praktyce duchowej?
Tak, jest ważnym etapem POZNAWANIA SWOICH UWARUNKOWAŃ. Bez tego nie ma wzrostu świadomości i rozpoznania, co jest „moje”, a co maską wykreowaną przez wpływ środowiska.
Warto poznać mechanizmy obronne ego, ponieważ bez tej wiedzy nie odkryjemy swych możliwości, ani blokad, które sami na siebie nakładamy.
Aby mogła dokonać się transformacja, wnioski wyciągnięte z historii błędów trzeba realnie wdrożyć w życie.
Niestety, część z nas uzależnia się od ciągłego grzebania w przeszłości na różne sposoby.
Wygląda to tak, że każde, nawet najmniejsze niepowodzenie, staje się dobrym pretekstem, by znów szukać czegoś nierozwiązanego w relacji z mamą i tatą — albo w jeszcze wcześniejszych przeżyciach rodu.
CZY DA SIĘ UZDROWIĆ CAŁĄ PRZESZŁOŚĆ?
Wgłębiając się w pamięć dzieciństwa i przodków, także tzw. „poprzednich wcieleń”, zwierząt i roślin – czyli w najstarsze pokłady pamięci obecne w naszej nieświadomości – docieramy w końcu do zapisu światła uwięzionego w materii oraz dramatu pierwszego życia.
Można oczywiście w te obszary wchodzić, ale warto pamiętać, że przeszłości nie da się uzdrowić dosłownie – ponieważ już się wydarzyła i została zapisana w pamięci pola.
Czy zatem kopanie w zamierzchłej historii – w kontekście obecnych wydarzeń życiowych – coś daje?
Mentalnie – tak, ponieważ daje nam pewną odpowiedź i poczucie kontroli. Umysł uspokaja się, bo „znalazł” przyczynę zła. Tego rodzaju praca może pomóc w wybaczeniu rodzinie oraz zobaczeniu szerszego kontekstu dziedzicznych traum i archetypowego cienia, którego nikt przed nami nie przepracował.
Natomiast na poziomie fizycznym – niestety nie chroni przed kolejnym niepowodzeniem.
Warto więc zadać sobie pytanie: Dlaczego uzależniamy się od tej praktyki?
MAGICZNE PRZEKONANIA
Kierują nami magiczne przekonania, takie jak:
🔥 „Jak przepracuję przeszłość, to teraźniejszość samoistnie ulegnie zmianie.”
🔥 „Dopóki spotykają mnie porażki, nachodzą trudne stany, to znaczy, że moja przeszłość nie jest uzdrowiona.”
🔥 „Muszę wciąż szukać w podświadomości odpowiedzi, by w końcu dokopać się do pierwszej traumy, od której zaczęło się pasmo nieszczęśliwego życia.”
Są to wpajane nam przez „czarodziejów” magiczne przekonania, na których zarabia się niemałe pieniądze. Można się jednak przekonać, że niektóre lansowane twierdzenia to nic innego jak mitomania – idealistyczna, piękna, lecz jednak nieprawdziwa.
Iluzoryczne założenie to również iluzoryczne wybory, które dają jedynie pozór władzy nad tym, czego się boimy — a co niestety regularnie wraca w trudach codziennego życia.
Żadna praktyka terapeutyczna ani duchowa nie usunie na zawsze stanów negatywnych i kryzysowych momentów. One są po prostu wpisane w życie.
Więc po co jest cała ta duchowość?
Duchowość uczy, jak radzić sobie z negatywem życia i przechodzić przez chaos ze świadomością tego, co domaga się integracji. Nigdy jednak nie gwarantowała — i nie zagwarantuje — braku destrukcji w nurcie życia.
WIARA CZY WIEDZA?
Bezproblemowe życie, lansowane w niektórych technikach pracy z umysłem, opiera się na efekcie sugestii (placebo). Niestety, programowanie siebie za pomocą autosugestii nie działa na wszystkich – albo działa jedynie tymczasowo.
Dlatego duchowość to coś więcej – rozbija wiarę na rzecz faktów o sobie. Prawda bowiem obroni się sama, jeśli tylko uczynimy ją kompasem życia.
Gdy odkrywamy siebie i zaczynamy żyć zgodnie z naszą prawdziwą tożsamością, wiemy już, które drzwi otwierać i co stanowi nasze powołanie. Nic nie musimy w sobie zmieniać, tylko zaczynamy szczerze wspierać swoje „ja”. Magią staje się wiedza o sobie i uważność w integrowaniu własnych aspektów.
Trudne stany postrzegane są już nie z poziomu ego, lecz z głębszej perspektywy – Jaźni.
ROZPOZNANIE INTENCJI
Praktyka duchowa opiera się zatem na rozwijaniu świadomości serca. Budujemy zdrowsze i szlachetniejsze relacje ze swoim umysłem i ciałem, a tym samym z otoczeniem. Aby było to możliwe, należy rozpoznać własne intencje w przykładowych zapytaniach:
🍀 Czy karzemy siebie za trudne emocje i stany, czy jesteśmy dla siebie wyrozumiałym przyjacielem, opiekunem?
🍀 Co nam sprawia przyjemność, a co robimy z przymusu?
🍀 Czy w tym, co wybieramy na co dzień, jest czułość i opiekuńczość, czy raczej rygor i kontrola, dążenie do nieosiągalnej perfekcji?
🍀 Czy w relacjach z ludźmi dowartościowujemy się przez dawanie zbyt wiele, a potem czujemy się wykorzystywani i cofamy się do roli agresywnej ofiary?
🍀 Czy udajemy „świętych” w różnych sytuacjach, a gdy narasta w nas gniew, próbujemy go uciszyć medytacją albo zapisujemy się na kolejną terapię – by znów go przepracować tak, żeby już się nie pojawiał?
Powyższe pytania pomagają rozpoznać na ile jesteśmy spójni w swojej jasnej i ciemnej stronie. Czy rozpoznaliśmy nasze wzorce i role, jakie wykonujemy od dziecka i potrafimy z nich wychodzić?
Dążenie do mitycznego marzenia o „uzdrowieniu wszystkiego” tylko wzmaga cierpienie i frustracje.
Doświadczenie pokazuje, że nie da się być w ciągłej czystości i błogości. Z każdego wyżu energetycznego zejdziemy w niż i to jest oczywisty rytm życia.
Można zauważyć, że właśnie kryzysy, które nas nawiedzają — pomimo wieloletnich terapii i procesów — stają się świetnym pretekstem, by sobie znów dowalić.
Jaki z tego wniosek?
Nasza górnolotna „praktyka duchowa” jest w gruncie rzeczy wciąż oparta na wyparciu bolesnej strony — daleko od świadomości serca, która obejmuje swoje demony z miłością. Za to kieruje nami wewnętrzna dychotomia i ograniczona perspektywa ego.
Z INTRSPEKCJI DO DZIAŁANIA
Gdy wgłębiamy się w swoje wspomnienia, nierzadko musimy ocenić sposób postępowania naszych rodziców. Rozpoznać demony, które odtąd nam towarzyszą. Wewnętrzny krytyk jak się nierzadko okazuje – został stworzony w naszej głowie na podstawie figury dominującego rodzica.
Przepracowanie dziecięcego „ja” pomaga nam uwolnić ekspresję, tłumioną przez lata. Ale nie chroni przed bólem, który też ma prawo czasem się odezwać.
Nazywając swoje braki, jednocześnie odkrywamy ich przeciwieństwo – rozumiemy, na co zwrócić uwagę i co powinniśmy w sobie samodzielnie uzupełnić.
Za aktualne kompleksy i deficyty ponosimy odpowiedzialność my – dorośli ludzie. Elementy psychiczne nie wymazują się pod wpływem terapii. Następuje za to stopniowa integracja naszego „ja”.
W tym procesie łączymy wewnętrzne dziecko z dorosłym „ja”, które w końcu może dokonywać innych wyborów niż wtedy, gdy było zniewolone podświadomymi wzorcami.
PRZYJAŹŃ ZE SOBĄ CZY ESKALACJA WROGOŚCI?
Praktyka uważności obejmuje między innymi następujące kwestie, na które warto zwrócić uwagę:
⭐ Czy w tym, co wybieram każdego dnia, jest przyjaźń ze sobą, czy brak poczucia własnej wartości i nienawiść do siebie?
⭐ Gdy zatruwam siebie nałogami, to prawdziwie szanuję ciało, czy realizuję program autodestrukcji?
⭐ Gdy pozwalam się poniżać przez kogoś z otoczenia (szef, partner/ka, rodzic), to wybieram miłość i szacunek, czy brak tych wartości?
⭐ Gdy pojawia się we mnie złość po sprowokowaniu przez partnera lub dziecko, potrafię wyrazić ją w asertywny sposób? Czy raczej tłumię swój głos, a potem narasta we mnie poczucie winy i wewnętrzna krytyka?
⭐ Czy wobec swojej „ciemnej” strony potrafię zachować zrozumienie, akceptację i zdrowy dystans – pamiętając jednocześnie, że nie jestem swoimi emocjami, lecz całością, która je integruje?
⭐ Czy pamiętam o tym, że złość, lęk, napięcia odczuwane w ciele i stres – są czymś naturalnym i mają prawo pojawić się w odpowiedzi na problematyczne sytuacje?
Jeśli się zastanowimy nad powyższymi pytaniami, to rozwiązaniem nie jest ciągłe wracanie do dzieciństwa, studiowanie chwili, gdy jako dziecko poczuliśmy pierwszą złość i lęk, albo uczucie braku i odrzucenia.
Rozwiązaniem nie jest także kopanie w nieświadomości przodków i poprzednich wcieleń, jeśli tu i teraz jest praca do wykonania — związana z budowaniem relacji ze sobą. Objęcia swojego cienia — czyli wszystkiego, czego nie potrafimy zrozumieć i odczytać w swej Jaźni.
Trudne emocje i stany, z powodu których kopiemy w naszej podświadomości, nie są chorobą, żeby je uzdrawiać. To nasz stosunek do nich bywa chory.
UZALEŻNIENIE OD DĄŻENIA DO DOSKONAŁOŚCI
To tak jak z osobą uzależnioną — nie radzi sobie z niektórymi stanami psychicznymi, czuciem i emocjami, więc sięga po używkę.
Podobnie my — w rozwoju osobistym — nierzadko uciekamy w różne metody zaklinania podświadomości i jej „czyszczenia”, by już nie doświadczać konfliktów ani napięć w relacjach z ludźmi.
Ale prawda jest taka, że po prostu nie umiemy sobie z tym poradzić — ani wziąć odpowiedzialności za zmianę, która jest konieczna (bo inaczej te emocje nie wracałyby wciąż na nowo).
Ponieważ boimy się zmieniać toksyczne układy i relacje, próbujemy w zastępstwie pozbyć się niewygodnego czucia, które — tak naprawdę — informuje nas, że jest nam źle.
W ten sposób samorozwój staje się dla nas swoistą „używką”, w którą uciekamy. Uprawiamy tzw. spiritual bypassing, czyli omijanie trudnych tematów za pomocą narzędzi i praktyk duchowych.
Żeby była jasność – te narzędzia (np. medytacja, oczyszczanie energetyczne, wizualizacja itd.) są skuteczne w poprawie samopoczucia, ale ostatecznie nie zastąpią procesu akceptacji i oswojenia się z cieniem.
PRAWDZIWY CEL DUCHOWOŚCI
Skupiając się na praktyce uważności rozumiemy, że negatywny stan ma prawo być — nie jest żadnym zagrożeniem dla „ja”, lecz jego ciemną stroną, która również pragnie uwagi i miłości.
Tam też może być informacja — jaka część nas jest niespełniona w życiu.
Dopóki nie realizujemy siebie w życiu, pozostajemy w energii braku, która będzie nas ściągać w dół.
Nie podążamy wtedy za wewnętrznym głosem.
Nie sięgamy po marzenia i wizje, które towarzyszyły nam przez lata.
Nie chcemy również spełniać potrzeby dzielenia się z innymi.
Zamiast tego szukamy tematów zastępczych, typu:
🛑„Jak zmienię i pokocham siebie, to wtedy zasłużę na to, by się realizować.”
Warto zmienić to przekonanie i odwrócić kolejność:
🛑 „Jak zacznę siebie realizować i w pełni wyrażać, wtedy właśnie pokazuję miłość do siebie.”
Uwalniając sprawczość, wzmacniam swoją odwagę i daję świadectwo alchemicznej transformacji — bo to właśnie w nowych działaniach pulsuje siła życiowa i nowy duch, niczym odrodzony feniks.
Gdy nic nie robię, oprócz mentalnej pracy ze sobą — wtedy właśnie czuję się że coś mnie omija , choć mogę mieć pozór, że się rozwijam.
Nie da się rozwijać bez kreowania zdrowszych nawyków związanych z naszym umysłem i ciałem.
Gdy nie chcę rozwijać skrzydeł, nie pozwalam sobie na to — zamykam się w pustce. Mogę wtedy doświadczać stanów przygnębienia, smutku, bezsilności, braku sensu.
Kopanie w przeszłych wspomnieniach — swoich i przodków — by odpowiedzieć na pytanie:
„Dlaczego się tak źle teraz czuję?”
może do niczego nie prowadzić, bo odpowiedź z dużym prawdopodobieństwem tkwi w aktualnych kratach, które człowiek wytworzył i w jakich się zamknął.
PUSTKA JAKO BRAK SPEŁNIENIA
A zatem pustka ma prawo się pojawiać — niezależnie od tego, co przepracowałeś z przeszłości. Symbolizuje bowiem ten obszar w nas, który pozostaje niespełniony, a który czeka, aż otworzymy nowe ścieżki życia i działania.
Pustka może stać się początkiem transformacji. Tym cichym, wewnętrznym impulsem, który motywuje do działania i otwierania się na nowe doświadczenia, gdy tylko nadejdzie właściwy czas.
Zamiast więc rozpoznać i zaspokoić tę potrzebę duszy, skupiamy się na nieudanych próbach przeformowania własnych odczuć. Błędnie szukając przyczyn w przeszłości, liczymy, że stan pustki zniknie i już nie powróci.
Tymczasem przyczyna nie leży tylko w przeszłości, lecz w teraźniejszości, za którą boimy się wziąć odpowiedzialność.
Praktyka samorozwojowa, jeśli wypływa z potrzeby radykalnego przeformułowania swojego wnętrza, może niestety prowadzić do auto-negacji i narastających lęków – bo nie czujemy się bezpiecznie ze sobą, wciąż podważamy swój grunt i odbieramy sobie zaufanie.
Może więc pogłębić nasze problemy, zamiast pomóc je rozwiązać.
UWOLNIENIE MOCY Z CIENIA
Posiadamy traumy ogromne — nikt tego nie kwestionuje. Pochodzimy z dysfunkcyjnych rodzin i mamy deficyty miłości. Ale możliwe jest uwolnienie mocy z największego mroku.
Gdy w końcu odważymy się rozwijać skrzydła, nasza podświadomość dostaje ważny komunikat, że zasługujemy na więcej i że jesteśmy kimś więcej niż nasze demony.
Podświadomość, jeśli nie zna innych schematów, wciąż działa według starych zapisów.
Wielu z nas ma wrażenie, że mimo przeczytania tylu mądrych książek i ukończenia wielu wspaniałych warsztatów czy kursów, życiowo nie posunęliśmy się do przodu tak, jak sobie to wyobrażaliśmy.
Dlaczego?
Bo nie zastąpiliśmy starych wspomnień nowymi.
Nie zaryzykowaliśmy i nie wprowadziliśmy niczego nowego w realnym działaniu. Zaangażowaliśmy się jedynie w pracę nad umysłem.
Tymczasem to właśnie nowe doświadczenia są jednym z kluczy do całościowego uzdrowienia, którego tak bardzo szukamy.
Bazując na przeszłości, czujemy ból. Z kolei nowych doświadczeń, które mogłyby pokazać coś innego, nie dopuszczamy do siebie. To, co naprawdę zapełnia pustkę, to Ty sam – Twoje opiekuńcze ramiona, których zabrakło Ci w dzieciństwie.
Pytanie „dlaczego jest mi tak źle” nie odkryje już żadnej nowej karty. Jeśli wciąż od nowa podejmuję tę analizę i wracam do tematów zastępczych – blokuję progres. To dobra wymówka, by poczuć się znowu ofiarą.
Dlatego przeszłość, którą już prześwietliliśmy, trzeba zamknąć. Inaczej nie ruszymy dalej.
NIE MA JEDNEJ PRZYCZYNY WSZYSTKIEGO ANI JEDNEGO SPOSOBU NA WSZYSTKO
W samorozwoju szukamy zazwyczaj jednej przyczyny całego cierpienia i jednego sposobu, by to cierpienie wyeliminować.
Tymczasem to jest cała siatka złożonych powiązań. Trzeba spojrzeć na człowieka z wielu wymiarów, nie tylko z jednego.
Pracując z klientami, przypominam im często, że narzędzia jednego etapu przestają się sprawdzać w etapie następnym. Gdy usilnie próbujemy jednym sposobem rozwiązywać wszystkie problemy, lądujemy pod ścianą.
Mądrość jest nauką wielowymiarowego podejścia, które łączy przymioty ciała i umysłu. W jednej sytuacji użyjemy takiego sposobu, a w innej — innego. To jest działanie kreatywne i inteligentne.
Gdy zaś wciąż trzymamy się jednego sposobu i chcemy nim zmieniać swoje życie we wszystkich aspektach — niestety to nie zadziała.
Trzeba albo zmienić narzędzie, albo zweryfikować cel.
Zapewne część z Was tego doświadczyła — gdy zamiast wziąć sprawy w swoje ręce i rozwiązać problem inaczej niż wcześniej, sięgamy znowu po kolejną książkę na ten temat, zapisujemy się na kolejną terapię o tym samym lub kupujemy kolejny kurs.
Gdy pojawia się wrażenie, że dostajemy cały czas te same odpowiedzi — należy przejść do etapu drugiego.
🛑 Etap pierwszy to pytanie:
„Dlaczego mnie to spotyka” albo „Dlaczego źle się czuję?”
🛑 Etap drugi zmienia to pytanie w:
„Jak mogę zadbać o siebie tu i teraz?”
TRÓJKĄT DRAMATYCZNY
Dopóki wchodzisz w każdy ból z dzieciństwa, każdą niechęć rodziców, ich grymasy i zdenerwowanie itd., nie ma jak przejawić mocy w tu i teraz, bo wciąż utwierdzasz się w tym, że byłeś ofiarą.
Oczywiście, nikt Ci tego nie odbiera i nie kwestionuje — ale od bycia ofiarą i udowadniania sobie tego na wszelkie sposoby również można się uzależnić.
Jako dziecko byliśmy ofiarami naszych rodziców i dysfunkcji, w jakiej wyrastaliśmy, ale jako dorośli ludzie – mamy wybór i warto z niego korzystać.
Tymczasem, jeśli jednak wciąż chcemy być ta ofiarą przeszłości, to dopada nas dynamika trójkąta dramatycznego.
Mianowicie, łatwo przechodzimy w rolę ratownika, gdy w imię „uzdrawiania” chcemy uratować naszych rodziców, ród, świat.
A potem stajemy się dla siebie katem, gdy to się nie udaje. Zaczynamy karać swoje jestestwo, bo znowu nie wiemy, jak żyć, znowu czujemy się bezsilni i przegrani, gdy przychodzi kryzys.
Narasta w nas poczucie porażki i winy, bo przecież tyle lat spędziliśmy na terapiach i warsztatach, które miały zapewnić nam lepsze życie.
TRENING ŚWIADOMEGO FUNKCJONOWANIA
☀️ Przepracowanie dzieciństwa to nazwanie i rozpoznanie ról oraz schematów, których nauczyliśmy się w relacji z rodziną – TO PIERWSZY KROK.
☀️ Kolejny krok to trening uważności, czyli rozpoznanie, jak dziś te role przejawiają się w relacjach z partnerem lub partnerką, szefem, przyjaciółmi, dziećmi itd. – DRUGI KROK.
☀️ A potem – nauka wychodzenia z tych ról i podejmowania nowych wyborów. – KROK TRZECI.
Wykonując ten proces, uczymy się także odróżniać, co jest wpływem środowiska, a co naszą prawdziwą tożsamością – bez prób zmieniania tego, co jest wrodzone i ma prawo takie być.
Pewne rzeczy możemy uzdrowić, np. przez przekroczenie irracjonalnego lęku (odwaga jest DECYZJĄ), ale innych komponentów „ja” nie uzdrowimy – gdy są związane z naszą wrodzoną wrażliwością i specyfiką układu nerwowego.
CIAŁO I UMYSŁ – INTEGRACJA ZAMIAST UTOPII
Często nie wiemy, jak funkcjonuje nasz mózg, a co za tym idzie – nie wiemy też, jak właściwie o siebie zadbać. Załóżmy, że osoba w spektrum ADHD, nie mając świadomości swojej odmienności, podejmuje się działań, które w jej przypadku przynoszą odwrotny skutek niż u osoby neurotypowej.
Dlatego klasyczne metody samorozwojowe mogą po prostu nie przynieść oczekiwanych rezultatów – trzeba je zmodyfikować i dostosować do specyfiki jej układu nerwowego.
Na przykład: skuteczniejsze okazuje się wyznaczanie mniejszej liczby celów i bardziej elastyczne podejście do ich realizacji. Sztywna medytacja w ciszy i bezruchu może wręcz wyczerpywać osobę z ADHD – dla niej najlepszą formą uważności może być medytacja w ruchu.
Irytuje nas niedobór dopaminy, przebodźcowanie, objawy psychosomatyczne, nie radzenie sobie ze stresem. A przede wszystkim nie radzimy sobie ze stanem frustracji, i bólu, gdy ktoś znowu nas poniża czy krzywdzi.
W rozwoju osobistym nie chodzi o to, by osiągnąć nieczułość „kamienia”. Wręcz przeciwnie – to naturalne, że gdy spotyka nas trudne wydarzenie, odezwie się pamięć wcześniejszych krzywd.
Celem rozwoju nie jest bycie znieczulonym i obojętnym, ale świadome, żywe reagowanie.
Więc jeśli pojawia się echo przeszłości pod wpływem teraźniejszego bodźca, zamiast tonąć w roli ofiary, możemy wziąć sprawy w swoje ręce – skonfrontować się z kimś, kto próbuje nas wykorzystać, wyrazić asertywnie jak się czujemy i na co się nie zgadzamy, w ostateczności odejść z toksycznej relacji, gdy sytuacje się powtarzają.
To temat rzeka – terapie i rozwój pomagają nam lepiej radzić sobie z emocjami i podejmować mądrzejsze decyzje, ale nie usuwają naszych wspomnień i historii życia.
PROGRES ŻYCIA
Warto nauczyć się odróżniać zaburzenia związane z traumą od zupełnie naturalnych reakcji w sytuacjach zagrożenia, które mają charakter adaptacyjny.
Pod wpływem samorozwoju nie usuniemy także naszych tendencji do uzależnień, lęku, agresji.
Ale możemy nauczyć się z nimi radzić, odczytywać informację, jakie niosą i wybierać lepiej niż kiedykolwiek wcześniej – lepiej niż nasi rodzice i przodkowie.
To jest właśnie progres życia, w jakim uczestniczymy.
W rozwoju jest też sporo iluzji, które bazują na naszym dążeniu do perfekcji. Jeśli ktoś ma wrażliwy układ reagowania – taki już pozostanie. I tyle. Wrażliwość jest cechą wrodzoną, a nie chorobą do leczenia.
Czasem niestety mylimy wrażliwość z traumą i dochodzimy do błędnego wniosku, że gdy uzdrowimy wszystkie traumy, przestaniemy być wrażliwi. Niestety – tak to nie działa.
Naukowcy udowadniają, że geny i cechy wrodzone wpływają na człowieka w około 40%, a środowisko i wychowanie – w około 60%.
W ujęciu psychologii głębi istnieje jednak coś więcej niż tresura mózgu: duchowy pierwiastek, który przebija się przez nasze cienie i pustki. Wrażliwość – choć dla wielu z nas bywa piekłem – właśnie w kontakcie ze sferą archetypową odkrywa swój język.
Z GŁOWY DO CIAŁA – DROGA DO RÓWNOWAGI
Jeśli w naszym procesie cały czas analizujemy te same kwestie – to znaczy, że ciągle jesteśmy w głowie.
Na początku to normalne: zyskujemy świadomość wielu zjawisk i pewne rzeczy zaczynają się układać. Rozpoznanie to ważny krok. Ale nie da się w nim pozostać na zawsze.
Nadchodzi czas na połączenie z Ziemią (tzw. uziemiona duchowość). Ta energia ma iść także od dołu, od macierzy. Tylko wtedy jest równowaga – z góry i z dołu.
Nie da się zasilać siebie wyłącznie z jednego poziomu Jaźni. Prędzej czy później odezwie się pustka w zaniedbanym obszarze i trzeba się nią zająć.
Duchowość dopełnia się poprzez cielesność – i z niej także czerpiemy energię. To podstawa. To korzeń ducha.
Z MISTYKI DO CODZIENNOŚCI – RUCH W MATERIĘ
Nawykowe kopanie w umyśle czy przeszłości może wzmocnić naszą strefą komfortu . Bo dopóki coś drążymy w swym środku – nie musimy niczego zmieniać na zewnątrz.
Ewolucja nauczyła nas oszczędzać energię. Umysł naturalnie stawia opór przed zmianą, która jest ryzykiem, naraża na dyskomfort i ból.
Zamiast więc podjąć fizyczny wysiłek, woli załatwiać sprawy przez „wysyłanie wibracji”, „pozytywne myślenie”, „wyobrażanie sobie”, „analizę karmy”.
Alchemiczna podróż przez figury Jaźni kończy się poszerzeniem „ja” i narodzinami do życia – czyli ruchem w materię, z całą wiedzą, którą zdobyliśmy, integrując mroki nieświadomości.
Jeśli tego ruchu nie ma, pozostajemy zawieszeni.
Stare już nie działa, a nowego jeszcze nie umiemy wykreować – choć to właśnie tam czeka nowa moc.
Zatem to drugie pytanie: „Jak zadbać o siebie tu i teraz?” – wiąże się z codzienną pielęgnacją ciała i umysłu. To utrzymywanie pewnej dyscypliny czy też konsekwencji, zamiast wiary, że wszystko samo się zrobi. To wspieranie siebie w chorobie i w trudnych momentach. To także świadoma troska o rozwój talentów, regularna aktywność fizyczna, wyeliminowanie używek oraz wartościowa dieta. Dla autentycznej przemiany życia konieczna bywa również reorganizacja w obszarze relacji osobistych, rodzinnych i zawodowych.
Gdy się przebudzamy dokładnie widzimy już, co nas zatruwa i czego już nie powinno być.
Realizujemy prawdziwą wolę, którą odkrywamy pod fasadą wdrukowanych nam wpływów otoczenia.
Jakże często poszukujemy w głębinach umysłu mitycznego Graala, który tak naprawdę kryje się w prostych działaniach z serca.
Poszerzająca się świadomość pragnie poszerzenia pola działania, by można było uwolnić archetyp KREATORA.
Jeśli chcesz wejść na ścieżkę prawdziwej przemiany tu i teraz, polecam pracę z dziennikiem Wdzięcznopis. www.wdziecznopis.pl.
Praktyka przebudzenia zaczyna się od zbudowania zdrowych nawyków myślenia.
❤️
Farida Sorana
Jestem psycholożką, trenerką rozwoju osobistego i duchowości.
Pomogę Ci w następujących tematach:
- Integracja Cienia, praca z programami umysłu, podświadomość i jej energie, przebudzenie
- Osiąganie celów życiowych w zgodzie z duszą, uzdrawianie relacji ze sobą i z otoczeniem
- Wychodzenie z kryzysów, odnalezienie na nowo sensu – uwolnienie światła w ciemności
👉 Chcesz umówić się na sesję online?
Odkryj więcej z Ciemnanoc.pl
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.



