Dziś modne są poglądy, które przypisują myślom i wyobrażeniom moc sprawczą. Zarabia się pieniądze na wmawianiu ludziom, że pozytywne myśli są w stanie samoistnie wykreować pożądaną rzeczywistość. Częściowo tak się dzieje – gdy pracujemy nad zmianą przekonań, ale za tym muszą iść także nowe działania.
Uściślając – naszą rzeczywistość tworzą nie same myśli, lecz wybory, które podejmujemy pod ich wpływem.
CZASEM DZIAŁAMY WBREW MYŚLOM
W rozwoju osobistym zdarza się, że realizujemy inny plan, niż ten podpowiadany przez naszą głowę. Innymi słowy – wybieramy coś wbrew własnym myślom. Co to znaczy ? Duchowość wiąże się ze świadomym postępowaniem, które przełamuje nasze schematy myślowe i emocjonalne – zwłaszcza jeśli wypływają one z traumy, błędnych wpływów środowiska lub innych zniekształceń.
A zatem, chcąc realnie uzdrowić życie, trzeba wyjść poza nasze destrukcyjne myśli i postąpić inaczej, niż one sugerują. Wtedy to nasze wybory i uczynki kształtują nasz los – a nie mylne przekonania, według których dotąd działaliśmy.
Gdy nieświadome uczynisz świadomym – zyskujesz wolną wolę i możliwość lepszej kreacji, zgodnie z filozofią C.G. Junga.
CZY WALKA Z NEGATYWNYMI MYŚLAMI MA SENS?
Czy usilna walka z myślami ma sens? Nie. Ale warto zmienić swój stosunek do nich. Nie powinniśmy się nimi nadmiernie przejmować, bo są one jedynie propozycjami, z których możemy skorzystać – albo i nie. Jeśli myśli uznamy za prawdę, wpadniemy w obsesję ich kontrolowania. Wtedy oddajemy energię mechanizmowi, który zacznie nami rządzić.
Świadectwem prawdy są działania. Myśli pozostają w sferze abstrakcji, na poziomie energii nie fizycznej – w formie subtelnej. To człowiek podejmuje decyzję, co z nimi zrobić. Może się ich bać, obawiając się, że natychmiast się urzeczywistnią – wtedy staje się niewolnikiem Cienia, co jest dość częstą pułapką w samorozwoju.
Ta pułapka opiera się na zjawisku „samospełniającej się przepowiedni”. Jeśli w coś wierzysz, zasilasz to – i w ten sposób podświadomie dążysz do realizacji danego schematu myślowego albo do interpretacji, która go potwierdzi.
Można również po prostu uczyć się obserwacji własnego umysłu i jego skojarzeń – nie odgradzać się od nich, nie walczyć, ani też nie tonąć w ich nurcie. Oto złoty środek, którego uczy duchowość uziemiona.
PRAKTYKA UZIEMIENIA
Uziemienie opiera się na dwóch filarach – ciele i umyśle. Często wydaje nam się, że umysłem załatwimy sprawy cielesności i materii, ale nigdy tak się nie stanie. Składamy się z dwóch pierwiastków, które są względem siebie spolaryzowane, mają odrębną naturę – i właśnie dlatego jesteśmy pozornie skonfliktowani.
Umysł chce panować nad fizycznością, a fizyczność się opiera i pokazuje mu to, czego boi się najbardziej – chaos i utratę kontroli.
Jednak samą fizycznością również nie osiągniemy harmonii. Kierując się wyłącznie popędami i odczuciami, popełnimy błąd, ponieważ zabraknie rozsądku i logicznego przewidywania konsekwencji. Zatem wynika z tego ważny wniosek – dla równowagi i dla lepszych, optymalnych wyborów – umysł potrzebuje atrybutu cielesności – i odwrotnie.
Myśl jest nieograniczona, a forma fizyczna nadaje te ograniczenia. Błędem jest uważać, że istnieje tylko jedno, albo tylko drugie. Za to istnieje mariaż ich obu i do tego powinniśmy dążyć.
Człowiek, próbując odreagować ten dualizm, potępia nieprzewidywalność materii, niedoskonałą cielesność oraz negatywne emocje, nad którymi nie potrafi zapanować. W praktykach ascetycznych i umartwiania – gdy umysł tresuje ciało – niekiedy wierzymy, że dzięki temu zasłużymy na dobry los, pomyślne wiatry, łaskę bogów. Ale to nie tak działa – umysł po prostu siłą próbuje podporządkować sobie materię, wyrażając w ten sposób agresję – tyle że pod płaszczykiem „duchowości”.
TRESURA MYŚLI
Podobnie dzieje się, gdy próbujemy tresować własne myśli, wierząc, że w ten sposób zmienimy swoją rzeczywistość. Prawdą jest, że myśli tworzą nasz zbiorowy umysł, matriks.
Archetypy – energie zbiorowe – są zasilane naszymi myślami i wyobrażeniami. Mogą się zamanifestować jako znaki w naszym życiu, ale nie są one kontrolowane przez człowieka.
Dlatego tresura myśli daje wręcz efekt odwrotny – to, co próbujemy w sobie stłumić, wybuchnie z podwójną siłą albo wróci do nas w postaci synchroniczności. To zasada niezintegrowanego Cienia.
Cienia nie tworzy sama myśl, lecz nasz ładunek emocjonalny, który się z nią wiąże. To właśnie tam znajduje się energia – moc działająca wbrew sobie. Dlatego możemy odetchnąć: gdy osiągniemy psychiczny dystans, żadna myśl – nawet najstraszniejsza – nie ziści się, bo nie będzie miała ku temu przestrzeni. Akceptujemy jej obecność, a ona swobodnie przepływa przez Jaźń.
Reasumując, warto zapamiętać tą zasadę, gdy praktykujecie uważność, albo interesujecie się integracją Cienia:
Myśl, która nie wyraża się w emocjach ani działaniu, niczego nie tworzy. Zatrzymuje się w świecie snu, mieląc swoją energię w przestrzeni niewidzialnej.
CZY NASZA KREACJA JEST NIEOGRANICZONA?
A co z tzw. „wolną wolą”? Czy umysł przebudzonej jednostki zmienia świat?
Naszą materię tworzą energie urzeczywistnione – to znaczy: czyny i wybory, które podejmujemy. A ponieważ jest nas miliardy, miliardy czynów nieustannie modyfikują nasze krzyżujące się ścieżki.
Nasz fizyczny świat jest kolektywem.
Nie jesteśmy samotną wyspą, by wierzyć, że możemy wszystko doskonale zwizualizować i że spełni się to bez przeszkód. Mądrość polega na tym, by w swoim powołaniu dostrzegać i uwzględniać także zbiorowe dążenia, tendencje i ograniczenia.
Jako kreatorzy jesteśmy zobowiązani do nieustannego dostrajania własnej ścieżki do ruchów kolektywu.
ZJAWISKO SYNCHRONICZNOŚCI
Czy synchroniczności są związane z tym, że nasze myśli mają moc?
Nie. Synchroniczności nie wynikają z mocy naszych myśli – ani tych destrukcyjnych, ani oświecających – lecz z głębszych procesów wewnętrznych.
Pojawiają się nie dlatego, że coś pomyśleliśmy, ale dlatego, że pewien aspekt naszej psychiki pragnie dojść do głosu – i zostaje odzwierciedlony w zewnętrznym świecie.
Jeśli są pewne ukryte aspekty duszy (naszego poszerzonego „ja”), które ego traktuje emocjonalnie i blokuje z lęku przed własną mocą, pojawia się zjawisko synchroniczności – gdy dana energia chce się ujawnić w nas i prowokuje sytuacje, które mają nam coś uświadomić, odsłonić jakąś prawdę, uwolnić potencjał itd., w zależności od tego, czy postrzegamy to w pozytywie, czy w negatywie.
Ale to nie jest reguła. Synchronie nie dzieją się na zawołanie – tym procesem kierują wyższe warstwy jestestwa. To byt, który nazywamy Jaźnią – w jej obrębie rozwijamy się, osiągając nasze wyższe albo poszerzone ja.
Synchroniczności pokazują człowiekowi, który nawiązuje kontakt ze swoim duchem, co jest do uwolnienia – szczególnie w obszarze figur tożsamości i związanych z nimi jakości. Synchroniczności – jeśli umiemy je prawidłowo odczytywać – wspierają nas w procesach integracji.
W tych procesach uczymy się ufać naszemu poszerzeniu, ćwiczyć wolny wybór, nie identyfikować się z każdą myślą i emocją – bo jesteśmy kimś więcej.
I przekonujemy się o tym nawet wtedy, gdy konfrontujemy się z Cieniem – co bywa bardzo nieprzyjemnym doświadczeniem, zwłaszcza na początku, gdy nie wiemy jeszcze, że energia z jaką mamy do czynienia, nie jest „demonem” tylko aspektem Jaźni – jej ciemną stroną, ukrytą przed nieświadomym „ja”.
UCIECZKA OD ŻYCIA
Istniejemy po to, by stworzyć przepływ między naszym umysłem a materią.
A żeby tak się stało, musimy nasz światopogląd – ukształtowany przez lata rozwoju i doświadczeń – wdrożyć w życie.
Odgradzanie się od świata sprawia, że sami stajemy się blokadą dla ducha – choć wydaje nam się, że się rozwijamy. Owszem, rozwijamy umysł, ale nie działanie, które jest uświęceniem naszej cielesności.
Natura (nasza Matka – Bogini), jak się okazuje, współgra z umysłem Logosu, co pokazuje zarówno nasz mózg, jak i dokonywane przez nas wybory. Bo gdy jesteśmy odgrodzeni od działania, nie uczestniczymy w rzeczywistości – wtedy pojawiają się stany przygnębienia i lęki. Brakuje nam sensu życia i zaczynamy się zapadać w pustkę. Ezoterycznie można powiedzieć, że nasza czakra podstawy jest zablokowana.
Ale biologicznie – mózg przestaje wytwarzać potrzebne substancje (takie jak serotonina czy dopamina). Jak widać, ciało reaguje negatywnie, gdy umysł zakłóca równowagę i wycofuje się z ruchu życiowego. To wybór wbrew istnieniu – i z pewnością duchowością tego nazwać nie można.
A gdy zaczynamy wychodzić ze strefy komfortu, dzielić się swoim duchem z innymi, urzeczywistniać to, co w środku nam podpowiada – tworzymy przepływ przez działanie. To kolejny aspekt „uziemionej duchowości”.
Poprawia się nasze samopoczucie, lęki przestają nas tak paraliżować. Negatywne emocje nie znikają oczywiście na zawsze, ale zaczynamy otwierać się także na uczucie sensu i satysfakcji. Czujemy MOC ŻYCIA w sobie. A ta moc płynie od korzenia, ziemskiego jądra, esencji cielesności.
Zatem filozofowanie jest potrzebnym etapem duchowości, ale nie możemy się na nim zatrzymywać – bo to przede wszystkim aktywność umysłu. Ciało natomiast potrzebuje fizycznego ruchu i działania – wtedy mózg wytwarza odpowiednie neuroprzekaźniki, które wprowadzają nas w stan flow. Kreacja jest nam więc pisana, to nasze boskie dziedzictwo w pewnym sensie 🙂
DUCH I MATERIA
Ścieżki duchowe, które każą nam odgradzać się od świata i medytować całymi dniami, by połączyć się z wszechrzeczą, są ryzykowne – chyba że siedzimy w klasztorze i nic innego poza mistycyzmem nie mamy do zrobienia. Warto jednak wiedzieć, że to ruch ku śmierci – wycofanie się w głąb. O ile jest to etap rozwojowy, wrócimy z tej podróży natchnieni i gotowi do nowego życia.
Ale jeśli to ucieczka od materii – to przecież nie po to się w niej znaleźliśmy, by ją sabotować. Ani też po to, by się umartwiać i marnować energię życiową na walkę ze sobą. Urodziliśmy się w materii po to, by ją rozświetlać duchem, kochać i dbać o nią.
Jednakże współpraca z materią jest o wiele trudniejsza niż jej dewaluacja – dlatego czasem idziemy na łatwiznę i wybieramy duchowość odrealnioną, która wierzy, że mamy być „ponad”.
PUSTKA – BRAK PRZEPŁYWU
Gdy pracuję z klientami, często pytają mnie: „A co, jeśli mimo terapii i technik rozwojowych wciąż czujemy w środku pustkę?” Otóż – nie zawsze chodzi o to, by tę pustkę analizować i bez końca kopać w przeszłości. Czasem jest tak, że pustka czeka na objęcie w czułości oraz na przepływ z otoczeniem.
Ten przepływ sam się nie wydarzy – to my mamy go stworzyć. A następuje to w kreacji fizycznej, nie tylko przez myślenie.
Matka Natura osiąga porozumienie z Logosem w stanie świadomego tworzenia – wtedy pustka przemienia się w pełnię. Ale stan pełni nie trwa wiecznie – to tylko chwila. Bo gdy się rozwijamy i doświadczamy, nieuchronnie docieramy do kolejnego poziomu braku.
To właśnie obszar potencjału, który czeka na to, byśmy wypełnili go nowymi kreacjami, płynącymi z naszej prawdziwej tożsamości: duszy.
Nierzadko musimy się do tego zmusić – by pomimo uczucia pustki rozpocząć działanie. Ale właśnie w ten sposób przekraczamy stan bezsilności i uwalniamy moc.
(Można wręcz powiedzieć, że tym samym przepracowujemy przeszłe traumy, które te pustki powodują).
OBJĘCIE NIEZINTEGROWANYCH ASPEKTÓW „JA” I PROCES DOJRZEWANIA PSYCHIKI
Duchowość wymaga hartu ducha i dyscypliny. To atrybuty dorosłości, która godzi się na to, że istnieje czas odpoczynku i czas wzmożonego wysiłku. Kreator nie robi z tego problemu – jest na to przygotowany.
Za to dziecięcą naiwnością jest wierzyć, że bez żadnej pracy osiągniemy wszystko, co sobie wymarzymy. To jest magiczne myślenie, a nie duchowość. Owszem, czasem zdarzają się niesamowite zbiegi okoliczności i świat zdaje się pomagać człowiekowi w realizacji wizji. Ale nie jest to efekt samej wizualizacji, lecz wewnętrznej gotowości do działania.
To on musiał przejść przez pierwsze bramy, nie poddać się, drążyć – aż wydrążył ścieżkę dla swojego powołania.
Ktoś zapyta: po co w ogóle jest nam ten rozwój mentalny i emocjonalny? Jest właśnie po to, by rozpoznać błędne wybory z przeszłości, zrozumieć ich przyczyny i uwarunkowania, a następnie nauczyć się wybierać lepiej.
Jeśli zakotwiczamy się w walce z myślami i emocjami, pod wpływem lęku, że zaraz się urzeczywistnią – nic to nie da. To tylko oddanie energii na tzw. walkę z wiatrakami.
Wyjście z tego błędnego koła prowadzi przez nowy, lepszy uczynek, który przełamuje stare wzorce postępowania. To właśnie on pokazuje, co tak naprawdę wybieramy i którą tendencję zasilamy. To jest ważny element przebudzenia – tworzący harmonię umysłu z ciałem.
Dlatego nie bój się niczego, co w Tobie jest – ani myśli, ani emocji, ani stanu pustki. Wszystko to tworzy zarówno Twoją jasną, uświadomioną stronę, jak i ciemną, ukrytą – która czeka na integrację i poszerzenie wachlarza działań.
Niezintegrowane figury Jaźni mogą być niewygodne, budzić dyskomfort i wewnętrzny rozłam.
Jednak gdy podejdziemy do nich świadomie, zobaczymy, że właśnie tam ukryta jest cząstka naszej wypartej mocy. To, co kiedyś wykluczyło nasze „Ja”, dziś domaga się uznania – mieli się w zamknięciu i porusza psychikę, by zrozumiała i objęła ten aspekt siebie z miłością.
Farida
Jestem psycholożką, trenerką rozwoju osobistego i duchowości.
Pomogę Ci w następujących tematach:
- Integracja Cienia, praca z programami umysłu, podświadomość i jej energie, przebudzenie
- Osiąganie celów życiowych w zgodzie z duszą, uzdrawianie relacji ze sobą i z otoczeniem
- Wychodzenie z kryzysów, odnalezienie na nowo sensu – uwolnienie światła w ciemności
👉 Chcesz umówić się na sesję online?
Odkryj więcej z Ciemnanoc.pl
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: duchowość i rozwój osobisty, Integracja cienia




To iluzja. Kłopot polega na tym, że tworzycieli rzeczywistości, którzy myślami wpływają na świat, jest bardzo dużo. Nie tylko nasze myśli ksztąłtują tę rzeczywistość.