archetyp cienia

O pułapkach samorozwoju i powrocie do siebie

Joshua Fuller on unsplash

Nowy Rok sprzyja nowym postanowieniom, ale warto pamiętać, żeby nie były odrealnione.  Formułujmy plany, które faktycznie zgodne są z wnętrzem, służą naszemu jestestwu a niekoniecznie wynikają z mody czy cudzych stylów życia. Podobnie jest z rozwojem osobistym – bywa, że wchodzimy w niego, bo nie czujemy się ze sobą dobrze, przez chwilę więc marzymy o zmianie „ja”. Nieświadomie powtarzamy brak zrozumienia, jakiego doświadczyliśmy w dzieciństwie.

W rozmaitych praktykach i metodach szukamy rozwiązania problemu deficytu miłości do siebie i uwagi.  Wpadamy też w pułapkę ego, gdy chcemy sztucznie podnieść swoją wartość.  W tym celu czytamy tysiące poradników jak być szczęśliwym (oczywiście autorzy posiadają rozmaite wizje szczęścia), odsłuchujemy wykłady duchowych autorytetów o możliwych przyczynach naszego pecha,  dowiadujemy się o  energetycznych konfiguracjach przestrzeni, wpływających na samopoczucie. Wybaczamy wszystko wszystkim,  wypalamy węzły karmiczne, kopiemy przez kolejne warstwy pamięci zbiorowej, ćwiczymy afirmację i pozytywne myślenie.  Niektórzy radykalnie zmienią dietę i nawyki dnia codziennego, na rzecz medytacji, jogi itp.

Przez jakiś czas odzyskujemy kontrolę nad swym życiem, realizując wielkie „oczyszczenie” umysłu i ciała. Nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie. Ten etap jest niezbędny – wiele się nauczymy, analizując wszystkie teorie i sprawdzając je w praktyce. Zauważymy emocjonalne wzorce, które przenosimy na duchowość. Odkryjemy, że pewne odczucia wracają, pomimo stosowania rozmaitych technik przepracowania.

W końcu zataczamy wielkie koło, gdy zrozumiemy, że od siebie w wersji pierwotnej/cierpiącej nie uciekniemy, a odpowiedzialność za życie wygląda teraz trochę inaczej – oparta jest na działaniach zgodnych z wewnętrznym „ja”, a niekoniecznie wynikających z ego, które pragnie być „oświecone”. Żeby rozpoznać programy i motywy kierujące nami w samorozwoju, potrzeba dystansu – umiejętności  zachowania pozycji obserwatora umysłu. 

Tego wszystkiego uczymy się w samorozwoju – gdy rozpoznajemy, co jest zgodne z nami, a co nie. Wzmacniamy samodzielne myślenie i zdolność wyciągania wniosków. Zaczynamy odkrywać swoją indywidualność, która nas wyróżnia na tle innych i niekoniecznie pokrywa się z tym, co głoszą inni na temat kryteriów „przebudzonego człowieka”.

AUTO ZDRADA

Autentyczny rozwój osobisty zaczyna się wtedy,  gdy człowiek dojrzewa do wyboru siebie – i na wzór bezwarunkowej miłości, jaką poczuł w stanach mistycznych – uczy się tego samego – mianowicie uszanowania swej istoty tutaj, w warunkach ziemskich.  Uszanowanie oznacza, iż nie zmusza się do rzeczy niezgodnych z jego naturą. Warto zatem zrzucić maski jakie przybraliśmy, by przez chwilę poudawać kogoś „lepszego”. Zniszczyć nawet maskę „uduchowienia”, pod którą czuliśmy się dobrze, bo dowartościowuje wysokimi energiami, wybaczeniem, pozorami świętości.  Dowartościowanie tego typu nie zawsze idzie w parze ze szczerością.

Niektóre osoby dokonują nawet – w sposób nieświadomy – auto zdrady. Negują własne upodobania i gusta, uznając je za niepasujące do duchowości, którą obrali za cel.  Myślą, że niektóre z lubianych dotąd rozrywek (na przykład muzyka rockowa, mroczne filmy/powieści etc.) są „nieczyste” i powinno się je porzucić. W imię czego ? Na przykład w imię „podnoszenia wibracji”, co uznać można za manipulację i pęcznienie ego. Nie ma czegoś takiego jak niska czy wysoka energia, bo to dualistyczne spojrzenie.  Wszystko jest całością potrzebną nam do wyrażenia siebie. Energia u podstaw jest jedna, to od naszego filtru przekonań zależy jak z niej korzystamy i co w niej widzimy. 

Jeśli dokonujemy eksperymentów zmiany siebie w imię „oświecenia”  – to ten teatr też się kiedyś zakończy, bo jest tylko teatrem, a nie głosem prawdziwej tożsamości. Po tym etapie wrócimy do siebie – do stanu surowego. Bez żadnej nakładki, zbędnych czynności i praktyk.  Wtedy właśnie kończy się „duchowe przedstawienie” i zaczyna prawdziwa , bolesna, jedyna podróż do siebie.

WYPARCIE

Regułą jest, iż w pustce zamanifestuje się Cień (nasz demon) – który urósł właśnie wtedy, gdy przyjęliśmy cudze założenia na temat naszego jestestwa. Cień złożony z postaw i emocji, których się wyparliśmy. Może nam pokazać w krzywym zwierciadle lęki, złości, gniew, smutek, doły i pustki – wszystko, czego chcieliśmy się pozbyć na ścieżce duchowości.

Cień niesie bolesną prawdę, która zmiecie iluzje i magiczne przekonania, na których oparliśmy byt. Podważy każdy filtr, jakim zabarwiliśmy widzenie świata. Przypomni, że jesteśmy tu po to, by zobaczyć i poznać rzeczy takimi, jakimi są – możliwie bardziej obiektywnie, niż wcześniej. Zaneguje idealizm, którym napompowaliśmy umysł,  ukazując kolejny dlań priorytet   –  trening uziemienia i realnej transformacji życia. Wymagają ona gruntownej wiedzy o sobie oraz wzięcia sterów życia w swoje ręce. Już nie tylko modlitw,  czy wysyłania energii w przestrzeń, lecz przede wszystkim – wykuwania fizycznych konkretów.

STRAŻNIK

Dlatego, to nie świetliste anioły i najwyższe kosmiczne bóstwa przebudzają adepta na tym etapie, ale ten  „straszliwy”, „niskowibracyjny” demon śmierci,   który pojawia się na samym końcu „duchowego odlotu”, by pokazać przyszłemu mistrzowi właściwy kierunek. Mianowicie,   najwierniejszy Strażnik Otchłani przypomni „oświeconemu” że jest nie tylko Synem Nieba, ale też dzieckiem Matki Ziemi.  I póki żyje, daremnym jest pełna identyfikacja z niebiosami, albowiem nie połączy w ten sposób ducha z ciałem, korony z korzeniami. Jesteśmy w swej naturze powołani do jedności, przez układanie pozornych przeciwieństw w harmonię.

Śmierć oznacza tutaj unicestwienie wszystkich pięknych  kłamstw, w które uwierzyliśmy,  na rzecz  faktów o rzeczywistości. Tak wygląda pozorny „upadek” duszy w ziemski padół. Już nie nakarmi się energiami boskimi, ale musi znaleźć spełnienie tutaj, na tej planecie. Dorosnąć do roli kreatora. Przenieść iskrę ducha z niebios na Ziemię.  Rozpalić jej podziemne ognie.

PRZYJĘCIE NIEDOSKONAŁOŚCI

Perspektywę jestestwa poszerzamy albo zawężamy w zależności od potrzeby. Zawężenie nie oznacza odrzucenie czegokolwiek, jedynie przejście od ogółu do szczegółu, by lepiej zrozumieć mozaikę „ja” a następnie mozaikę „my”. Zatem, to nie tylko aktualne światło (co wiemy o sobie i jesteśmy gotowi ujawnić), ale również cień (to, czego w sobie nie tolerujemy i ukrywamy) prowadzi do rozleglejszego oglądu Jaźni.

Nie obędzie się tu bez przyjęcia stanów trudnych w sobie, rozpuszczenia potrzeby ich wypędzania, kontrolowania, egzorcyzmowania, zalewania tonami białego światła. Nasze słabości – niezaakceptowane przez rodziców, mistrzów duchowych, czy partnerów życiowych – będą bowiem najwierniejszymi nauczycielami miłości do siebie. Nauczą lojalności, aż staniemy się dla siebie najukochańszą mamą, tatą, dzieckiem, głównymi mistrzami swojego  życia.

Akceptując swe niedoskonałości można wejść w niedoskonałe relacje z innymi ludźmi, bo wykazujemy się po prostu większą wyrozumiałością. Bez tego – realizujemy jedynie własną pustkę (nałożoną na bliźniego) i uzależnienia emocjonalne (brak miłości zastępujemy więziami niewolniczymi). Oczywiście wyrozumiałość nie wyklucza asertywności tylko z nią współgra. Gdy dobrze rozumiemy siebie i bliźniego, możemy postawić granice z szacunkiem, nie agresywnie.

SŁABOŚĆ I MOC, KORZENIE I KORONA

Ze słabości wyzwala się moc. Jedno bez drugiego nie istnieje. Negując jedno, unicestwiamy drugie. Gdy próbujemy wyzwalać moc bez przyjęcia jej podstawy – słabości – możemy latać w przestworzach świetlistego ducha, myśląc, że uchroni nas przed upadkiem. Niestety, niezaakceptowany mrok ściągnie w materię brutalnie, pokazując to wszystko, co z siebie odkroiliśmy, a co jest potrzebne do ziemskiego wyrazu duszy.

Innymi słowy, nie jest celem duchowości utrzymanie się na wysokiej gałęzi drzewa życia,  wmawiając sobie, iż jest się „koroną” – ponad „ziemskie padoły”. Cel jest bardziej złożony, obejmuje także utożsamienie się z jego najgłębszymi korzeniami wzrastającymi w mroczne podziemia.  To rodzi oczywiście pozorny konflikt na początku samorozwoju. Zaczynamy się gubić, co jest szkodliwe dla nas, a co nie. Odkryjemy, że nie wszystko co białe jest dobre, i nie wszystko co ciemne – złe.

EMOCJE

Emocję możemy sublimować, ale warunkiem jest dopuszczenie jej do psychiki i wybór właściwego działania oraz komunikacji. Nawet gniew może być słuszny i motywować do lepszych zmian. Staje się częścią naszej duchowości, ucząc świadomego przeżywania i reagowania w trudnych chwilach. A na przykład zazdrość – pokazuje obszar w jakim jesteśmy niespełnieni i zamiast z nią walczyć, można skupić się na na działaniach wypełniających lukę, która ją stworzyła. Udawanie, że jest się ponad tym – prowadzi tylko do mielenia własnej iluzji.

Emocje odbierane jako „negatywne”, konfrontują z prawdą, której nie chcemy przyjąć. Motywują do działania i do zrzucenia różowych zasłon.  Perspektywa fałszywa kusi bujaniem w obłokach w stanie tylko „pozytywnych”, „błogich” doznań. Ten stan – o czym każdy adept się przekona – jest niemożliwy do osiągnięcia w dynamice życie. Daremnym jest zatem dążenie do niego za wszelką cenę, bo jest stratą czasu, iluzorycznym w istocie celem, mimo, iż wielu w niego wierzy i z tym kojarzy tzw. „oświecenie”.

ROZPOZNANIE POTRZEB

Takie jest doświadczenie ludzi, którzy dotarli do wolności myślenia i odczuwania. Jedyną religią, jesteś ty sam – na poziomie pogodzenia ze sobą, gdy nie ranisz siebie, ani innych. Rozwijającego talenty i pragnienia duszy, która w ten sposób doświadcza siebie w ziemskich formach.  Potrzeby duchowe i cielesne tworzą obraz boski, bez wyrzekania się ognia i wody, ale w ich miłosnym przymierzu. Wszystko co jest w twej naturze, jest potrzebne do wyrażenia siebie w tym życiu, ale ty decydujesz czy w konstruktywnej, czy destrukcyjnej formie.

Konstruktywna forma wyrazu jest wtedy, gdy rozumnie ją wybieram, zdając sobie z tego, iż jest oryginalną częścią większego tła, a nie jej zaprzeczeniem. Jeśli jakąś potrzebę od siebie oddzielam, wróci do mnie pod postacią przymusu. Stworzy piekło, z którym kiedyś się zmierzę. Jeśli uznam potrzebę i znajdę dla niej najlepszą formę realizacji – stanie się częścią duchowego wyboru. Załóżmy, że jestem samotnikiem, wiele lat tkwiąc w odosobnieniu, z powodu lęku przed relacjami. Samotność znuży się w końcu, stanie się przymusem, albowiem nie stworzyłam innej opcji jej zrównoważenia. Gdy zaś posiadam bliskość przyjaciół i cieszę się nimi, samotność okazuje się darem. Można cieszyć się nią świadomie, gdy nastaje jej czas – wtedy skupiam się na budowaniu bliskości ze sobą.

SPEŁNIENIE

Jesteśmy stworzeni do tego, by osiągać szczęście na wielu polach naszego jestestwa.  Tak w skrócie – wyróżniamy potrzeby fizjologiczne, seksualne, bezpieczeństwa emocjonalnego, uczuciowej bliskości, wyrażenia siebie (twórczości), społeczne – dzielenia się z innymi, zawodowe (spełnienie na polu pracy), duchowe (poszerzenie świadomości przez zrozumienie siebie i świata).  Oczywiście każdy będzie je spełniał inaczej. Różnimy się  także tym, że poszczególne potrzeby mają dla nas odmienną ważność i hierarchię. 

Spełnienie jest oparte na realizowaniu wielu potrzeb, a nie tylko jednej, jak głoszą niektóre radykalne ścieżki duchowe (np. pragnienie Boga przeciwstawia się pragnieniom „cielesnym”, te drugie uznając nie tyle za podrzędne, ale nawet za niepotrzebne). Tymczasem, mówiąc prosto – głodny myśli o chlebie i nie zastąpi go niczym innym. Dopiero syty, może pomyśleć i zająć się innymi sprawami.

Duchowość jest w pewnym sensie dążeniem do wyższej świadomości ciała. Sublimacją  aspektów jego natury, a nie wyrzekaniem się któregokolwiek z nich. Jeśli się czegoś wyrzekamy to tylko dlatego, że nie umiemy z niego korzystać, i kojarzy nam się z cierpieniem. Rozpoznanie swych potrzeb i spełnienie ich w sposób zgodny ze swoją naturą, jest realizacją miłości własnej, najwspanialszym powrotem do siebie. Z pustego i Salomon nie naleje – jak bowiem kochać kogoś zdrowo i troszczyć się o niego, jeśli nie mamy miłości do siebie i nie wiemy, jak się sobą zaopiekować?

Miłość własna jest podstawą zdrowych relacji z bliźnimi i światem. Jeśli nie dbamy o swoje potrzeby, wtedy miłość do kogoś będzie  kosztem naszej  samorealizacji, wiec trudno tutaj mówić o partnerstwie i towarzyszącej jej synergii, raczej zastępuje ją uzależnienie, czy  niepotrzebne poświęcenie.


46925607_124136928487548_242617123388522496_n33erffffffdfafFINISH

Farida Sorana

Jestem trenerką rozwoju osobistego i duchowości, pomagam w pracy z podświadomością i jej programami, obszarem cienia, snami, odnajdywaniem wewnętrznej nawigacji, osiąganiem celów życiowych. Więcej 

Chcesz umówić się na sesję telefoniczną ze mną? Napisz: farida.sorana@gmail.com 🙂

Kategorie: archetyp cienia, duch i ciało, duchowość i rozwój osobisty, Praktyka duchowa, przebudzenie, pułapki duchowości

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

1 odpowiedź »

  1. Wesprzyjmy górali i zapalmy w oknach Światełko Nadziei, by rozpalić odwagę w sercach ludzi i zobaczyć ilu nas jest.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s