Integracja cienia

Uwolnienie od schematu myślowego

free1

Dziś będzie bardziej ezoterycznie. Ostatnio odbyłam kilka rozmów z młodą i początkującą w tym temacie osobą, która bała się własnej, stworzonej iluzji.  Otóż była uzależniona od oczyszczania swojej aury przed energetycznymi „pasożytami”, które czuła niemal każdego dnia. Wyjaśnienie, że te „pasożyty” to część niej, część jej nieświadomości okazało się przełomowe. Gdy ta osoba zrozumiała, że to w pewnym sensie iluzja, i że nie musi mieć wcale „czystej” aury, bo to tylko schemat, odetchnęła z ulgą. Po paru dniach gruntowania tego tematu, objawy psychosomatyczne zmniejszyły się. Widać postęp dzięki zmianie perspektywy i poszerzeniu myślenia, choć to oczywiście nie koniec pracy ze sobą. Pomyślałam sobie, że napiszę parę słów o schematach, do których się zbytnio przywiązujemy, i które mogą nas blokować przed pełnym doświadczeniem siebie.

Wiele jest w dyskursie duchowym dosłownie pojmowanych stwierdzeń typu „wyrzeknij się ego” , „walcz z ciemnością”,  „zniszcz demony”, „wznieś swoje wibracje”,  „myśl tylko pozytywnie”, a najlepiej „nie myśl, nie bądź i stań się pustką” :). Wtedy wszystko co odbiega od danego schematu „oświecenia”, staje się „demoniczne”. No i tak  pogłębiają się konflikty wewnętrzne… efektem mogą być paranoje, egzorcyzmy, modły, jakieś wypędzania bytów, niekończące „wypalania karmy” i „usuwanie programów” podświadomości, budowanie ochrony przed samym sobą, odcinanie „podczepień” i inne rzeczy, które tak naprawdę dzieją się w naszym umyśle. Warto zrozumieć, że wszystko czego doświadczamy w sferze niefizycznej jest częścią nas samych.

Niestety, poczucie oddzielenia umysłu od tego, co niezrozumiałe, czy „ciemne” w nas rodzi iluzję i zagrożenie. Gdy przywiązujemy się bowiem za bardzo do danego schematu pozytywnego „stanu” jaki powinien osiągnąć umysł, doświadczyć możemy jego przeciwieństwa, ponieważ umysł lubi „grę”.

Najlepiej moim zdaniem zrelaksować się, zaakceptować swoje jasne i ciemne myśli, nie popadać w paranoję z powodu tych drugich. Nie trzeba walczyć z myślami ani energiami, bo wtedy mogą stać się natrętne. Nie ma sensu również „wyzbywać się” emocji negatywnych, bo to po prostu niemożliwe w dłuższym okresie czasu. Warto za to je zaakceptować i zrozumieć w sobie, zapanować i oswoić „smoka” zyskując wybór – czy przejawić go na zewnątrz czy nie. Pozbawiając się tego wyboru, bo chcemy za wszelką cenę myśleć i czuć pozytywnie, popaść możemy w zniewolenie schematem i brak równowagi, który będzie prowokował to, co odrzucamy z siebie.

Stan pełni dla mnie, to zgoda na istnienie jasności i ciemności w swoim umyśle, bez nerwowej walki i niekończących analiz „dlaczego mam taką myśl”, albo taką emocję, która „przeszkadza mi w rozwoju”. W rozwoju duchowym odkrywamy, że to co „przeszkadza” też ma prawo być…zmieniamy stosunek do tego, a wtedy to zjawisko przestaje być wielkim problemem, ale też w magiczny sposób nie znika. Z czasem może się wyciszyć i harmonizować. Tym jest dla mnie rozwój świadomości, poszerzaniem siebie, a nie okrajaniem z rzeczy, których nie rozumiemy. Najłatwiej bowiem odrzucić, najtrudniej zintegrować i zapanować nad daną cząstką siebie. Każde okrojenie stworzy  iluzję „demona”, który będzie dążył poprzez „nękanie” umysłu do ponownego zjednoczenia.

Dlatego jeśli czujesz potrzebę odganiania co jakiś czas jakichś wrogich bytów, modlenia się, żeby chronić przed „złą energią”, odprawiania rytuałów by „uciszyć demony” itd., wiedz, że to gra umysłu, w którą wpadłeś. Mówię to z własnego doświadczenia, ponieważ sama zakotwiczona byłam w takim dualistycznym myśleniu przez wiele lat. Teraz wiem, że każdy schemat myślowy, który przyjmiemy z czasem pokaże zarówno prawdę jak i swoją iluzję, zmuszając tym sposobem do nieustannego poszerzenia perspektywy.

Dlatego warto przyjrzeć się swojemu „cieniowi”, przed którym mamy potrzebę „egzorcyzmowania” , i zrozumieć, że to po prostu wyparta część naszej duszy. Jawi się obco, właśnie dlatego, że jest oddzielona od naszego jestestwa, wiec przybiera formę wroga. Jak go włączymy w nasze terytorium, staje się sojusznikiem, naszym potencjałem. O tym paradoksie mówi wiele ścieżek, choć nie zawsze wprost. Ale praktyka moja i wielu innych ludzi, których znam, pokazuje, że jest to prawda. Nie ma sensu  czegokolwiek się wyrzekać, bo każda rzecz jest niezbędna dla całości. Liczy się jej zastosowanie, które zależy od stanu świadomości. Nie warto walczyć ze swoją własną ciemną stroną, tylko prześwietlić ją świadomością i wypełnić miłością, bo tego ona potrzebuje.

 

19 odpowiedzi »

    • Od dziecka byłam nękana koszmarami o śmierci (również własnej). Przez wiele lat śmiertelnie – nomen omen – się ich bałam. Bywały okresy, że bałam się zasypiać. W pewnym momencie, zmęczona tym doszczętnie, postanowiłam posłuchać, co te sny mają mi do powiedzenia. Po prostu zaczęłam je zapisywać i analizować w psychoterapii. Po dwóch latach koszmary ustąpiły a ja miałam piękny sen, w którym usłyszałam imię swojej duszy. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Zrozumiałam, że życie to ciągła zmiana i nie ma sensu szukać poczucia bezpieczeństwa w czymkolwiek poza sobą (a jako silny Byk jestem materialistką i w materii tego bezpieczeństwa poszukiwałam). Dzięki temu poznałam fantastycznego faceta, mojego obecnego męża i ojca mojego dziecka. On z kolei jest typowym Skorpionem. Gdybym nie przebyła wcześniej tej drogi oswojenia śmierci i przemijalności nigdy nie zaznałabym tak pełnego i szczęśliwego związku ze swoim dokładnym przeciwieństwem 🙂

      Dla kontrastu powiem też, że był moment, w którym miałam tak natrętne myśli samobójcze, że potrzebowałam egzorcyzmu. Pomógł, jednak tylko na chwilę. Uratował mi życie, ale pracę i tak musiałam później wykonać sama.

      • Dokładnie Beato, zintegrować swojego cienia każdy musi sam…a podróż wewnętrzna wymaga czasu zanim dotrze sie do duszy, swojego skarbu ❤ pozdrawiam serdecznie ❤

  1. Też miałem nerwicę na punkcie czystości aury, czystości energetycznej, a dokładniej miałem kompleks tego, że nie jestem wystarczająco czysty energetycznie, więc inni mnie odrzucą, bo nie będą czuć się komfortowo w mojej obecności. Odgrywa się u mnie w tym wypadku schemat z dzieciństwa i lęk związany z tym, że rodzice mnie odrzucą i nie będą mnie lubić jak będę ukazywać swoje tzw. negatywne emocje, jak gniew, niezadowolenie, frustracja, żal itp.

    Albo miałem (mam?) lęk że przez swoje negatywne myśli mogę komuś zaszkodzić bo czytałem w ezoterycznych artykułach, że wg fizyki kwantowej ludzie są nierozdzielną całością i każdy na każdego wpływa i że wpływa się również na innych myślą i emocją. I zaczęły się znów odtwarzać schematy z dzieciństwa, bo nie chciałem by ktokolwiek przeze mnie cierpiał, więc zacząłem czuć dużą obawę przed tym swoimi negatywnie zabarwionymi myślami o innych ludziach. W najgorszych wizjach mogłem nawet kogoś zabić tym, że źle o nim pomyślę, naczytałem się też historii o magach i klątwach, co zaczęło wzmagać mój lęk.
    Czytałem o wampirach energetycznych i bałem się że ktoś będzie mnie oskarżał o to, że nim jestem, bo będzie przeze mnie źle się czuł.

    A moje wielkie lęki związane z tym, że mogę komuś zaszkodzić myślą okazały się moją wypieraną nerwicą z przeszłości, moimi wypartymi lękami. Kiedy się ich wyparłem z siebie to musiałem je gdzieś usytuować, znaleźć dla nich jakieś uzasadnienie racjonalne.

    A ta perspektywa której tak się boję, że komuś zaszkodzę, to dochodzę do tego, że jeśli rzeczywiście w jakiś sposób ‚zaszkodziłbym’ komuś czy wpłynął negatywnie na kogoś, to chodzi o to że byłoby to w relacji z drugą osobą, czyli ta druga osoba też miałaby w tym swój udział, uczestniczyłaby w tym tak samo jak i ja. Taki schemat relacji oprawca – ofiara, gdzie oboje odgrywają role najczęściej w sposób nieświadomy.

    Oczyszczanie u mnie to taka forma wsparcia, pomoże poczuć się lepiej, stanąć na nogi, ale nie rozwiąże żadnych problemów, bo one prędzej czy później i tak powrócą jeśli nie zostaną zrozumiane.

    Wydaje mi się, że moje lęki w dużym stopniu mają źródło w braku aprobaty i zrozumienia rodziców wobec moich emocji, które być może ich przerażały bo sami nie rozumieli swoich emocji.

  2. @KuHarmonii
    Czytając Twoja wypowiedź miałam wrażenie, że mówisz o mnie… Identyczne mam odczucia. I też uważam, że wszystko to bierze się z dzieciństwa, wszystkie nasze doczesne bolączki. Ja trochę obwiniam o to dzieciństwo, rodziców i tych, którzy wyrządzili mi we wczesnych latach jakąś krzywdę… Czuję niechęć i żal do tych ludzi…. Ale zaraz pojawia mi się też myśl, że może moja dusza ma taką właśnie „cierpiącą” energetykę i dlatego wybrała taką rodzinę, zwyczajnie wpasowała się w ten schemat niedoskonałości bo jest właśnie przestraszona…i dlatego tego też doświadcza pojawiając się tu na Ziemi. I może to nasze późniejsze lata mają nam pomóc w tym aby to wszystko uleczyć i zrozumieć i przestać się bać i zmienić schemat (energetykę) duszy… Ja cały czas szukam odpowiedzi. Pewnie jak każdy …

  3. ok a ja mam pytanie co do tego, ze czuję ucisk na sercu… na klatce piersiowej jakby tam coś było, coś mnie przygniatało… Gdzieś się pojawia, że to poczucie winy, że jeszcze komuś nie wybaczyłam, że mam wybaczyć… Denerwuje mnie to że to czuję i chciałabym się tego pozbyć. Chciałaybm poczuć w końcu ulgę na sercu, której nie czuję i jak mam to interpretować? Prześwietlam swoją podświadomość swoje przekonania, na temat tego jak ma wyglądać moje życie. Ciągle uważam, że mi czegoś brakuje do pełni szczęścia, chociaż mam świadomość, że to iluzja, co z mantrami i ich mocą?
    Dziękuję za odpowiedź

    • a może po prostu chodzi o pragnienie zdrowej miłości ? kochaniu siebie, innych ? Mantry to tabletka przeciwbólowa a nie prawdziwe uzdrowienie. To drugie – to realizacja życiowa tego potencjału, który domaga sie ujścia w twoim serduszku.

      • Dzięki :)A czy w duchowości naprawdę trzeba nauczyć się wybaczenia? Czy trzeba wybaczać? spotkałam się z różnymi opiniami, takimi, że jak się wybacza, to stawia się siebie nad tym któremu trzeba wybaczyć. Czyli ja wybaczam Tobie, byłeś katem, teraz ja jestem nad Tobą zwyciężam wybaczeniem. Tak można to rozumieć albo wybaczam Ci jako bratu, jesteśmy równi. Spotkałam się też z określeniem ego duchowe albo ego nie dualne… Nie rozumiem tego ego nidualnego… Czy to sorat? Poza tym, nie wiem jak można dzielić ego, wg mnie ego jest jedno, tylko zabiera się je w różne przestrzenie.
        Nie wiem… Czasem jestem zmęczona tą pracą ze sobą i tym wszystkim…. Da się iść od tego na urlop? ostatnio zauważyłam, że żyję tak, że nie mogę czegoś nie zauważyć. Tylko nie wiem za bardzo jak to tłumaczyć…
        Wiem, że chciałabym aby mój brat mnie w końcu uszanował, a on mnie nienawidzi za to jaką byłam dla niego siostrą… Tylko ja miałam w stosunku do niego kiedyś takie same odczucia jak on do mnie. Zresztą oboje pałamy do siebie toksyczną milością…. I to się przekłada na moje relacje z facetami… i zaniża gdzieś moje poczucie wartości…. A najlepsze jest to, że sytuacje z nim, zaraz znajdują swoje odwzorowanie w przestrzeni z jakimś facetem…, który się pojawia i mówi to co ja czuję lub myślę i traktuje mnie jak mój brat… Czy mam porównywać??? Przecież to można zwariować, bo okazuje się, że jestem zewsząd otoczona moimi ojcami albo braćmi albo sobą….xD

        • z doświadczenia wiem, że samo wybaczenie drugiej osobie, dać może ulgę, ale nie rozwiązuje problemu. Dana osoba dalej może być toksyczna bo ma swój wolny wybór. Czasem trzeba umieć postawić granice, nie pozwolić się więcej poniewierać – czasem to jest lekcją dla nas, oprócz lekcji wybaczenia. Czasem gdy postawimy komuś granice to dopiero wtedy coś do niej trafia. A czasem trzeba się też rozstać na jakiś czas , żeby coś dokonało się w nieświaodmości. Różne są scenariusze w toksycznych relacjach ale wiem napewno, że samo wybaczanie, afirmowanie, otaczanie miłością, nie zawsze jest skuteczne i wystarczające. To trochę czasem też takie łudzenie się na siłę..

  4. Osobiście korzystam z terapii, bo próbując samodzielnie pracować nad sobą, bez profesjonalnej pomocy, tylko cały czas tkwiłem w swoim błędnym kole.

    Kiedyś wierzyłem, że mogę sam przepracować swoje problemy, tym bardziej kiedy natykałem się na różne metody rozwojowe, które dawały mi nadzieję na to, że jednak być może nie muszę cierpieć. Natykałem się na obietnice, że moje problemy i cierpienia znikną, kiedy zacznę stosować proste formułki, zalecenia, bądź też będę robić to co każą (zalecają) twórcy metody. Schemat zawsze wyglądał bardzo podobnie. Najpierw wielki entuzjazm, że znalazłem metodę-cud, która da mi ukojenie którego tak bardzo poszukuję, a później rozczarowanie kiedy okazywało się, że obietnice w konfrontacji z rzeczywistością okazywały się sprytnymi marketingowymi lub emocjonalnymi manipulacjami.

    Wiara w to, że człowiek może sam sobie poradzić ze swoimi problemami jest złudna.

    „Zdrowy wstyd informuje nas, że mamy swoje ograniczenia. Przypomina, że człowiek nie jest wszechmocny. Być człowiekiem znaczy mieć ograniczone możliwości. Z definicji. Nikt z nas nie ma, i mieć nie będzie, nieograniczonej mocy. Nieograniczona moc, jaką nam obiecują liczni współcześni guru, to
    oszustwo. Wzywając nas do odkrywania w sobie nieograniczonej mocy, sobie tylko nabijają kabzy, nie nam. Przemawiają do naszego fałszywego Ja, „wstrzeliwują się” w nasz toksyczny wstyd. Człowiek nie jest istotą o nieskończonych możliwościach. Jest z natury ograniczony. Kto tego nie uznaje, naraża się na poważne kłopoty.”
    John Bradshaw „Toksyczny wstyd”

    • dokładnie, w ezoteryce jest mnóstwo oszustów oferujących „moce”. Bazują na naiwności ludzi i zabobonach. Etapów sie nie przeskoczy, psychoterapie są skuteczne w poukładaniu siebie, a potem , jesli jest taka potrzeba wkracza się w duchowość i ta duchowość już jest inna niż wcześniej, jest zdrowa, a nie łatwowierna. Polega na samodzielności i wzieciu odpowiedzialności za siebie, a to wyklucza już naiwność i wiarę w moce.

      • Będąc w totalnym chaosie szukałem pomocy i trafiłem na ezoterykę, ten lukrowany świat aniołków przepełnionych miłością. Myliłem jakieś ezoteryczne bzdury z prawdziwą duchowością, miałem nadzieję że poukładam się dzięki temui, chyba nawiwnie w to wierzyłem, ale mój chaos i pogubienie się pogłębiały.
        Tak jak zaznaczasz, nie tędy droga, najpierw potrzebna terapia by zrobić ze sobą porządek, a dopiero później można zajmować się duchowością w zdrowy sposób.

        Dziękuję za artykuły odnajduję w nich siebie. Niekiedy Twoje artykuły ratowały mnie przed totalnym pogubieniem w tym moim chaosie. Dzięki!

  5. Bardzo inspirująca strona 🙂 Podczas czytania nasunęło mi się jedno- jak to jest z problemami z realnymi bytami? Gdy osoba praktykująca złapie „podczep” to tak jakby ta potrzeba oczyszczenia pochodzi z zewnątrz i rzeczywiście warto się tego pozbyć, przynajmniej ja tak to widzę. A jak Ty uważasz- wtedy to też rodzaj manifestacji z wnętrza tylko w takiej postaci czy rzeczywiście oczyszczanie jest potrzebne w niektórych przypadkach? 🙂

    • realne byty ? byty o których mówisz z natury są niefizyczne, a więc należą do wymiaru duchowego, który przenika umysł człowieka, jest jego częścią. Zatem odbiór bytów jest subiektywny, zależy od stanu świadomości. Podam przykład – kiedyś bawiłąm sie w różne odprowadzania duchów, energii i takie tam. Łapałam podczepy, odprowadzałam i był spokój. A potem znowu coś się przyczepiało. Ja te byty czułam , widziałam, i na serio myślałam, ze to coś odrębnego. Taka zabawa w kółko. Dopiero jak wyszłam z tej perspektywy, zrozumiałam, ze wszystkie byty to przejawy (postacie) mojego ducha, przestałam ich doświadczać jako podczepy. Skończyło się. Z tego wniosek dla mnie był wyraźny – odbiór tzw. bytów (ducha) zalezy od stanu świadomości. I tą perspektywkę propaguję. Każdy byt duchowy niesie wiedze o mnie samej, życiu świecie, bo duch to po prostu dla mnie świadomość, umysł zbiorowy, w którym zawiera się mój umysł. Tak to widzę na dzien dzisiejszy 🙂

      • Hmm, czyli tak jakby uważasz, że Wyższa Jaźń jest przejawem jakby Boskości, tej pierwotnej energii wszechświata i jako, że ta energia jest we wszystkim to u samych korzeni każdy jest w pewnym sensie wszystkim? Muszę przyznać, że podzielam częściowo ten pogląd, ale dopiero teraz spojrzałam na byty duchowe z takiej perspektywy 😮 Dzięki, bardzo interesujące spostrzeżenie, i pomocne 🙂 (przełączyłam się na inne konto)

  6. Jakiś czas temu dotarła do mnie angielska sentencja, którą w wolnym przkładzie na polski można ująć tak: „Stresu nie wywołuje to kim jesteś, tylko to, kim myślisz, że powinieneś być” 🙂 Bardzo się cieszę, że piszes o takich rzeczcah, Farida 🙂

  7. Witam. Przepraszam, że pytanie zadaje pod tym postem, niestety nie wiem jak można się inaczej z Tobą komunikować. Czytam od jakiegoś czasu Twoje wpisy ale jest ich bardzo dużo a tytuły nie zawsze mówią wprost. poszukuje informacji lub wpisu o poczuciu winy. Dwa lata temu związałam się z psychopatą- po 5 miesiącach wzięłam ślub…Udało mi się wydostać po 2 latach ale i tak życie zatruwa mi poczucie winy- były sygnały- dlaczego więc w to weszłam mając dziecko? Jak mogłam być taką egoistką… Radzę sobie ze wspomnieniami, ze stratą ale nie mogę poradzić sobie z poczuciem winy

    • wiesz co, każdy żałuje błędów popełnionych w życiu…ja też zaufałam psychopatom.. i też rozwaliło mi to życie. Ale czas pokazuje, że takie doświadczenie bywa lekcją. I w ten sposób warto do tego podejść. Duchowość uczy, że nie ma przypadków, że to my jestesmy odpowiedzialni za wybory, a skoro powiedzieliśmy a, to trzeb apowiedzieć b. Teraz masz inną świadomość swojego wyboru i mądrzejsza o doswiadczenie, napewno zdołasz teraz rozpoznać psychopate na kilometr. Wczesniej nie byłaś w stanie, bo skąd mogłaś mieć taką wiedzę… do przodu kochana ❤

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s