Wielu z nas zadaje sobie pytanie: dlaczego wybieramy na partnerów osoby niezdolne do miłości i narażamy się na cierpienie, tkwiąc w niereformowalnych związkach? Gdy rozmawiamy o ojcu bądź matce, nierzadko pojawia się wyidealizowana figura, niemająca wiele wspólnego z rzeczywistością. Niektórzy są tak zaprogramowani, by uparcie wierzyć w miłość, której po prostu nie ma. Zakochani w swoich wyobrażeniach powtarzają piękny, acz nieprawdziwy sen o uczuciu. Można wyciągnąć wniosek, że część z nas po prostu nie wie, czym jest miłość, ani nie wie, po czym ją poznać. Kosztujemy owoce zepsute, po których chorujemy, ale wciąż po nie sięgamy. Dlaczego?
Złamane dziecko to złamany dorosły. Nie potrzebujemy patologii typu alkoholizmu i przemocy fizycznej w dzieciństwie, aby dziecko wyrosło na osobę głodną uczuć, bez kręgosłupa moralnego, naiwną, wchodzącą w sidła narcyzów zarówno płci żeńskiej, jak i męskiej.
Wystarczy, że jeden z rodziców był umiejętnym, nałogowym czarusiem, lawirującym między prawdą o sobie a iluzjami, które kreował. Raz niedostępny uczuciowo, uciekający od odpowiedzialności, skupiony na sobie egoista, a innym razem zarzekający się, że kocha ponad wszystko i że rodzina jest dla niego najważniejsza. Niektórzy z Was rozpoznają w tym opisie matkę, inni ojca.
Rozmaite kłamstwa i kłamstewka, w jakich dzieci wyrastają, mieszają im w głowach. Jako osoby dorosłe mogą być niepewne swojej wartości, co oznacza, że łatwo nimi manipulować i urabiać. Wierzą w górnolotne słowa o miłości, a faktów, które im zaprzeczają, nie przyjmują do wiadomości.
SŁOWA WAŻNIEJSZE OD CZYNÓW
Przeanalizujmy przykład dziewczynki idealizującej swojego ojca. Nikt jej nie nauczył, że drugiego człowieka poznaje się po czynach, więc ona tych czynów nie dostrzega. Dla niej najważniejsze są słowa, ponieważ to nimi rodzic malował jej obraz miłości.
W niektórych środowiskach rodzinnych nie ma fizycznego dręczenia ani jawnego terroru. Jest jednak hipokryzja i przemoc w białych rękawiczkach, która każdego dnia łamie psychikę i wprowadza w pojęcie miłości wiele brudu i fałszu.
Załóżmy, że tata opowiada córce, jak bardzo ją kocha, ale gdy dziewczynka skarży się, że jest wyzywana w szkole, on nie reaguje, tylko bagatelizuje i szybko zmienia temat. Nie reaguje również, gdy jest obrażana na rodzinnej imprezie przez kuzynów. Udaje, że nic się nie stało. Zaczyna nawet żartować sobie z dokuczającymi chłopcami, jakby podświadomie solidaryzował się z nimi.
To niby miłość, ale tak naprawdę cyniczna obojętność. U dziewczynki pojawiają się sprzeczne odczucia – kocha tatusia, usprawiedliwia go, bo potrafi być dla niej miły, ale z drugiej strony pojawia się w niej nieznośne uczucie niepewności i rozczarowania. Nie rozumie tego braku lojalności z jego strony, gdy potrzebuje pomocy i wsparcia.
W dziewczynce koduje się wzorzec męskiej miłości, która opiera się na słowach, ale w chwilach próby zmienia się w zaskakującą znieczulicę. Deklaracja miłości nie idzie w parze z ochroną wartości i dbaniem o drugiego człowieka. Czym więc jest taka miłość, jeśli nie kłamstwem?
MIŁOŚĆ TO ZDRADA
Zdarzają się też hardcore’owe historie, w których ojciec mówi córce, że ją kocha, rozpieszcza jak księżniczkę, ale gdy spotka ją coś złego, staje po stronie jej oprawcy i go broni. To jest dopiero pranie mózgu, akt zdrady, zaszczepiany dziewczynkom jako relacyjna norma. Niszcząca ich wartość, czyniąca z nich w pewnym sensie ofiary syndromu sztokholmskiego.
Tata mówi o miłości, ale gdy córka jest chora i leży w łóżku, nawet się do niej nie zbliży i nie zainteresuje się, jak się czuje. Opowiada córce, że jest jego największym skarbem, ale następnego dnia „zapomina” o obietnicy, jaką jej złożył – na przykład o wspólnym pójściu do kina. Dziewczynka czeka i się nie doczekuje. Prosi, przypomina się, a on znów obiecuje, ale nigdy tego nie spełnia. Bo narcystyczny tata umie czarować pod wpływem chwili, ale nie zamierza dotrzymywać swoich słów. Nie dziwota – sam jest niedopieszczonym chłopcem w środku, bez poczucia sprawczości i zasad moralnych. Nie miał dojrzałego przykładu męskości ani obrazu rodziny, która kojarzy się z bezpieczeństwem i respektowaniem dobra jej członków.
POKOLENIOWE ZANIEDBYWANIA
Zapewne został nieraz oszukany i skrzywiony przez niedostępnego, gardzącego słabościami ojca albo wyżywającą się na dzieciach, kastrującą matkę. Ten mały chłopiec, ofiara pełnej złości i nienawiści projekcji rodziców, podobnie jak wielu innych małych chłopców i dziewczynek, nauczył się filozofii dominacji. Według niej relacja polega na podporządkowaniu i manipulowaniu otoczeniem. Władza nad słabszymi od siebie jest atrybutem, synonimem poczucia bezpieczeństwa. Bliskość kojarzy się głównie z zagrożeniem, które niesie za sobą zranienie i odrzucenie, więc do niego nie wolno dopuścić. Z kolei władza i dominacja są tożsame z więzią zależności i trwałości. Żeby kogoś zdominować, najprościej jest okłamywać go, zwodzić, grać na zwłokę. Uczynić go zależnym od wykreowanej wizji uczucia, które NIGDY nie stanie się urzeczywistnioną miłością. Dlaczego? Bo jest tylko opakowaniem, a nie esencją.
Dziewczynka, gdy jest już dorosła, niesie w sobie obraz mężczyzny, który jest dla jej podświadomości atrakcyjny. Wielu zapyta: dlaczego tak dobra dziewczyna wybiera tak źle?
DLACZEGO DOBRZY LUDZIE WYBIERAJĄ ŹLE?
Podświadomość nie zna pojęcia dobra ani zła. Tego uczy się odróżniać świadoma, refleksyjna część człowieka. Podświadomość kieruje się automatyzmem – to, czego została nauczona, jest dla niej „dobre” i to odtwarza cały czas. Jeśli nauczyła się, że miłosna więź to huśtawka przyciągania i odpychania, w efekcie narastające niespełnienie pomimo narastających wysiłków, będzie w takich relacjach tkwić, dopóki świadomy umysł nie rozpozna programu cierpiętnictwa i nie zacznie wybierać inaczej.
Zatem dla kobiety, która wychowała się w towarzystwie emocjonalnych oszustów, atrakcyjnym (z poziomu nieświadomości) będzie czaruś mącący w głowie i przysparzający cierpienia.
Nawet jeśli na poziomie rozumu kobieta nie chce powtarzać piekiełka z dzieciństwa, to i tak je wybierze z poziomu zakochania i motylków (przypominających idealizację i uwielbienie rodzica z wczesnego dzieciństwa).
Podobnie jest w przypadku mężczyzn wybierających kobiety na wzór narcystycznej i dramatycznej matki, którą muszą nieustannie zadowalać i ratować z opresji.
Dlatego duchowy rozwój człowieka opiera się na głównym fundamencie, jakim jest umiejętność odróżniania, co jest zdrowe i dobre, a co szkodliwe. Co jest kłamstwem, a co prawdą. W ten sposób łamiemy automatyzmy z dzieciństwa, do jakich mamy skłonność.
Kobieta przez długi czas nie zauważa, że słowa, którymi jest karmiona w relacji nie mają nic wspólnego z prawdą, tylko zatrzymują ją we śnie, usypiając jej czujność. Wchodzi w ofiarną rolę na podobieństwo matki, która nie wyciągała konsekwencji od męża, tylko godziła się na jego lawirowanie i manipulowanie sprzecznymi komunikatami. Dla świętego spokoju starała się za dwoje, by choć trochę zneutralizować brak zaangażowania męża. Ale to jest najgorszy przykład kobiecości, jaki mogła dać córce. Nauczyła ją przyzwolenia na zaniedbywanie siebie i usługiwanie ludziom, którzy nie mają nic do zaoferowania, jeśli chodzi o wartości.
Dziewczynka, gdy jest już kobietą, nie zna innego modelu relacji niż bycie urabianą przez lata i na koniec wydojoną z sił witalnych. Jest sfrustrowana, gdy dochodzi do niej, ile czasu straciła, biorąc kłamstwa za prawdę i czekając na ich spełnienie.
MODELE TOKSYCZNYCH ZACHOWAŃ OJCA I MATKI
Wiadomo już, dlaczego niektórzy z nas nie potrafią wyciągać konsekwencji, gdy po raz setny okazuje się, że partner albo partnerka nie dotrzymał(a) słowa i nie wziął (wzięła) odpowiedzialności za zasady w związku, które były ustalane. Pierwszymi, którzy złamali naszą psychikę, byli dysfunkcyjni rodzice. Ojciec, który notorycznie unikał odpowiedzialności w relacjach z potomstwem, i matka, która się na to wszystko zgadzała, lub na odwrót.
Płeć nie ma znaczenia, liczą się wzorce zachowań. Ludzie, którzy byli razem, ale drastycznie siebie zaniedbywali i oszukiwali na każdym kroku – taki posiadamy program relacyjny.
Model toksycznej współzależności, zamiast pełnego szacunku partnerstwa, to rzeczywistość większości naszych rodziców. Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które zdaje sobie z tego sprawę.
OJCIEC UCIEKAJĄCY OD RODZINY
Dysfunkcja wyrządza też krzywdę chłopcom dorastającym w takich rodzinach. Uczą się od ojca, że kobietę nie należy traktować poważnie – wystarczy parę czarujących wizji, by ją urobić, rozkochać, wykorzystać jej potrzebę uczuciowej przynależności. Naobiecywać i grać na zwłokę – to się nazywa manipulacja. Uczą się egoizmu od ojca, który prowadzi w pewnym sensie podwójne życie. Urządza sobie rzeczywistość tak, by być jak najmniej zaangażowanym w życie rodziny, a jak najwięcej lokować swoje zasoby na zewnątrz. Taki mężczyzna woli dłużej zostać w pracy czy spotkać się z kolegami, niż iść z córką do kina. Ale będzie jej to obiecywać w nieskończoność, traktując ją jak osobę niespełna rozumu, kłamiąc w żywe oczy każdego dnia.
A potem dziewczynki wyrastają na wygłodniałe uczuciowo kobiety, które dla paru pięknych obietnic są gotowe oddać siebie na tacy i pozwolić zjadać swoje serce po kawałeczku.
Najgorsze jest to, że ich podświadomość i cielesność działają w opozycji do umysłu. Takie kobiety są podatne na czar narcystycznych mężczyzn, bo tylko przy nich uruchamia się biochemia mózgu zwana zakochaniem. Przy nich rozkwitają i czują, że mogą przenosić świat na rękach. Nie zdają sobie sprawy, że to pozorny rozkwit, zwiastujący wyzysk i psychiczne załamanie, które nastąpią zaraz potem. Nie wiedzą, że to powtarzany program niespójnego, egoistycznego ale pełnego wdzięku ojca. Gra pt. „zasługiwanie na miłość” i skoki dopaminowe.
Tego ojca kochają i bronią cały czas, bo kim by były bez tej wizji miłości? Broniąc tej wizji, będą wybierać ten typ mężczyzn, odtwarzając ciągle tę samą historię.
A mężczyzn czynu, duchowo silnych, którzy nie oszukują słowami, ale kreują prawdę w dłuższym okresie czasu, nie chcą dostrzec. Ten typ „nie działa” na nich. Ich kompas energetyczny i figura archetypowa Animus manifestują się w zniekształceniu.
Kultura tylko utwierdza ich w tym błędzie, ponieważ wiele powieści i filmów skierowanych do kobiet i dziewczynek opiera się na nieuzasadnionym i niemającym nic wspólnego z rzeczywistością romantyzmie. Historie o odmienionych przez naszą miłość bad boyach i bad girls powinny być zakazane, ponieważ zaprzeczają faktom o manipulantach i narcystycznym rysie osobowości.
Warto w końcu obudzić się z zafałszowanych wizji miłości, niezależnie od płci. Im bardziej komuś wierzymy na „słowo”, tym większą władzę nad sobą mu oddajemy. Czas najwyższy przedefiniować, czym jest miłość i relacja z drugim człowiekiem. Nie dawać się nabierać na kreowany wizerunek, rozmaite „bajery” i „miłe słówka”, tylko patrzeć, co człowiek wybiera i co robi. Uczyć tego nasze córki, by nie powtarzały błędów kobiet z poprzednich pokoleń, które dawały się nabrać na gesty i obietnice budzące ich serca, ale usypiające zdrowy rozsądek.
ODCZAROWAĆ RODZICA I POJĘCIE MIŁOŚCI
W tym celu należy odczarowywać figury rodziców, a tym samym pierwotne modele relacyjne, do jakich posiadamy skłonność. Kim staje się kobieta, która w końcu przed sobą przyznaje, że NIE BYŁA WCALE KOCHANA PRZEZ TATUSIA, TYLKO CAŁE DZIECIŃSTWO OSZUKIWANA?
Taka kobieta staje się w końcu wolna, przebudzona, odporna na wpływy czarodziejów. Samodzielnie myśląca i wybierająca dla siebie dobrze. Podobnie jest u mężczyzn, którzy również postanowili odczarować figury ojca i matki. Dokładnie przyjrzeli się zniekształceniom relacyjnym, jakimi się kierowali, będąc toksycznymi albo pasywnymi. I również stwierdzają na koniec tego procesu, że nie potrzebują już relacji, w których istnieje oszukiwanie, uzależnienie, dominacja i obustronne wykorzystywanie.
Czy to oznacza, że romantyczna miłość nie istnieje? Istnieje, ale być może objawia się inaczej, niż zostało nam to pokazane w dzieciństwie i w kulturze. Szalone i dramatyczne perypetie uwodzicieli i kochanków, które kończą się miłosnym happy-endem, albo ryzykowne oddanie się w objęcia czarnemu charakterowi i wiara, że się zmieni, gdy pokażemy mu dobro, nie są romantyczne, tylko naiwne. To wpadanie w sidła narcyzów, a nie miłość.
JAK OKREŚLIĆ MIŁOŚĆ?
Miłość to może być czuły wzrok mężczyzny albo kobiety, gdy podaje nam herbatę po wielu latach wspólnej podróży przez życie. Wierność i szczerość w obliczu trudów codzienności. To obraz dwóch staruszków podpierających się nawzajem, spacerujących w blasku słońca. Którzy nie muszą nic mówić, ale ich obecność i lojalność jest świadectwem miłości i spełnienia zasad, które sobie kiedyś obiecali. O miłości możemy mówić, gdy łączy nas z mężczyzną albo kobietą coś więcej niż tylko bajera, czarowanie, uniesienia i drogie prezenty. Do czego nam one? Przecież to nie one świadczą o wartości człowieka. Mimo to, wciąż tego szukamy jako wyznacznika relacji, narażając się na błędny wybór.
Romantyczność kojarzy nam się z gestami i rytuałami „urabiającymi” drugiego człowieka. A przecież jedno z drugim nie ma wiele wspólnego. Miłość to wspólne, duchowe wartości i stworzenie razem bezpiecznej przystani, w której widzimy siebie i słyszymy. Romantyczna miłość nie ma nas odrywać od ziemi w stronę iluzji. Ona ma nas uduchawiać i motywować, czyli pokazywać nam, że drugi człowiek jest naszym prawdziwym przyjacielem, wiernym towarzyszem, któremu możemy ufać na dobre i na złe. Zarówno gdy świętujemy sukcesy, jak i zmagamy się z trudnościami. Przy takim człowieku możemy pracować i odpoczywać, wzrastać oraz konfrontować się z demonami w sposób bezpieczny.
Miłość – ta autentyczna, a nie odgrywana – jest rzadkim skarbem, który nie przytrafia się każdemu. Ale warto ją docenić, gdy się pojawi. W tym celu spotkamy wiele atrap, które ją udają, ale w środku są jedynie zwinną ułudą, zwodzeniem i rozkochaniem, by móc później żerować na czyimś oddaniu i wierze. Dotyczy to obu płci. Manipulanci potrafią bardzo umiejętnie rozbudzać nasz żar i tęsknotę za uczuciem. Ani się obejrzymy, a już sprzedajemy wszystko w zamian za tę aktorską grę.
Zgadzasz się z tym? Przeżyłeś/aś taką historię?
❤
Farida Sorana
Jestem psycholożką, trenerką rozwoju osobistego i duchowości.
Pomogę Ci w następujących tematach:
- Integracja Cienia, praca z programami umysłu, podświadomość i jej energie, przebudzenie
- Osiąganie celów życiowych w zgodzie z duszą, uzdrawianie relacji ze sobą i z otoczeniem
- Wychodzenie z kryzysów, odnalezienie na nowo sensu – uwolnienie światła w ciemności
👉 Chcesz umówić się na sesję online?
Odkryj więcej z Ciemnanoc.pl
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: relacje i związki, rozwój osobisty, Uzdrowienie relacji



Dochodzi 5 rano – przeczytałem Twój esej i co tu dużo ględzić – prawda mówi sama za siebie. Jest tylko jeden chujowy bagaż, który potrafi odepchnąć na dzień dobry posującego do kobiety mężczyzne i na odwrót. Dajmy na to nabrałaś, się na jakiegoś czarusia, który ani Cię nie widział inside, ale wiedział, że jak dobrze nauczy się w zdania wplatać słowo partnerstwo – to kobieta już odpala sen pt. wreszcie jest szansa na true love i takich sytuacji są hordy obecnie. Najbardziej żal tych chłopaków i dziewczyn, którzy nie manipulują i są mili nie aktorsko tylko z natury, a w oczach kobiety czy mężczyzny mogą wzbudzać potraumowe skojarzenia – typu, jest miły – czarny film ( pewnie kolejny czaruś z 4 litrami toksyn w krwioobiegu ) i ten chłopak czy dziewczyna o uczciwych intencjach – jeśli dana osoba nie przepracowała swojej naiwności – stoją w pozycji ,, żebym Cię pokochał ( ała ) udowodni mi , że nie jesteś czarusiem podszytym krokodylem / lub urokliwą Mery, która szuka seksualnego parobka i wyposażenia mieszkania. Dlatego zawsze byłem i jestem praktykiem – wchodzenia od razu na głeboką wodę czy wysokie góry z akcją – zrzucamy maski i pancerze i wchodzimy w dialog na zasadzie równorzędnych podmiotów, akceptujemy się w wadach z jakości cieszymy i bez szukania dziury w całym czy – bo sama całość jest dziurą patrząc z wyższej meta perspektywy. Ale w obecnych kulturowych realiach – jakiegoś pato-pseudo feminizmu, gdzie ultra idiotki machają pseudoteczowymi flagami i skrobanke traktują jak wizytę u dentysty, a do tego czują się ofiarami patriarchatu na etacie. Kiedy ten rzekomy patriarchat w zdrowym wydaniu typu ,, kobiety i dzieci pierwsze” przy tonącym okręcie to jest max 10 % z kobietami tak samo. Niektórzy mieli farta inni nie. U mnie zawsze był akcent na kochanie – co do wzorców ojca i matki / był zdrowy balans matka nieco nadopiekuńcza, ale lojalna / ojcec stanowczy – w kasze dmuchać sobie nie dawał, ale żaden tyran – godziwy Tata. Czyli mój punkt wyjściowy – nie był, chcę być kochany – bo na tyle kochałem siebie, że chciałem tą miłością generować jakości i podlewać kobiecość jak ogród – ciesząc się jego / jej kwitnieniem.. Ale moje afirmacje najcześciej trafiały na plagę próżnoty, która brała to zainteresowanie i dostrzeganie kobiecych jakości, jako zdrową wewnętrzną samczą matrycę związkową – tylko brały to na zasadzie. No przeci łaski ani ameryki nie odkrywasz – bo fakt, że jestem zajebista tylko potwierdzasz, choć potem gdy już się znudziłem i lala znalazła sobie innego frajera i ten tej zajebistości nie dostrzegał – traktując ją wprost proporcjonalnie, jak ona niego. Były gorzkie żale – że tak naprawdę to tylko Ciebie kochałam. Na co odpisywałem – możemy się przyjaźnić afektów brak. I po 2-3 tygodniach wylatywałem ze znajomych za brak frajerskiego powrotu do afirmowania próżnoty takiej czy innej Mery, z mentalem – Ty chuju, jak śmiesz mnie dalej nie ubóstwiać. Przyjaźnią to ja gardzę. No i co począć – łechtało to mnie do wesołości.. W czasach syndromu zostawionego psa – miałem sporo takich sytuacji, tak banalnie schematycznych, że w moich oczach ratował mnie tylko fakt samo zrozumienia wygojenia tego syndromu – co kończyło się skutkiem odwrotnym od zamierzonego. Bo z obu stron był rodzaj handlu. ja perfidnie wyrzucony na śmietnik – chciałem się podreperować jako samiec, a lala wchłaniała moje autentyczne dostrzeganie jej uroków – przy lekceważeniu wad / bo te ma każdy ( do teraz tak to widzę – acz rozrózniam już czy kobieta jest samoświadoma i przynajmniej stara się z tymi wadami nie przeginać ). Reasumując pragnienie kochania z absurdalnym założeniem mierzenia kobiety własną miarą pt. skoro moje pragnienie bezinteresownego kochania spotka się z analogicznym jej to przy uczciwym dialogu będzie niemal love perpetum mobile 😉 A tu chuj – brak wybredności mnie gubił. Pragnienie kochania przymykało oko na to, że tu żadnego dialogu nie będzie.. I tyle. Na dziś żeńsko męska przyjaźń, która niczego nie zakłada i nie wyklucza – zdrowy podmiotowy tandem. Żyzna gleba – a jeśli bezimienny z Szechiną będą mieli gest, zawsze któraś z przyjaźni może zapłonąć kwitnieniem serca.. Przy całkowitym braku ciśnienia na takowe – przy swobodnej otwartości na taki rozwój wydarzeń. Sacrum o free will, jako aksjomat + dobra wola i wzajemny szacunek dla odmienności. Styka 🙂
Wow ! No tak. I ja jestem na tej drodze … gdzie dochodzę do wniosku takiego jak Ty. Tylko akurat startowałam z pozycji nadającej która za tylko mnie kochaj dałaby się pokroić. I teraz myślę sobie że w tych porąbanych czasach po prostu lepiej być samemu albo się przyjaźnić i świadomie zakochać lub nie . Ale lovebombing który mi się przydarzył dwa razy skończył się dramatem i zrytą psychika.
Zbudować relację ze sobą <3 – to jest ten brakujący fundament. Jak uczysz się dobrze siebie traktować, to już nie szukasz związku z ludźmi, którzy manipulują. Nie chcesz już wchodzić w rolę ofiary, ani kata dla siebie.
Mam mieszane uczucia do Twojej wypowiedzi. Świadomy gość z poczuciem własnej wartości, wie czego szuka w życiu, twardo stąpa po ziemi, wymagający, ale zdaje się świadomy czego w życiu potrzebuje. Wrażliwy i wyrozumiały, a kiedy trzeba potrafi tupnąć nogą. Niby wszystko ok, biorąc pod uwagę, że kręcę się po tym świecie, prawie lat 40, to wiem, że wad też pewnie człowiek doszukał by się nie mało. Sama je mam, nie można mieć w życiu wszystkiego. Połowę z tych lat, które już mam za sobą, wzbogacają doświadczenia z próby wychowania dzieci na dobrych i szczęśliwych ludzi, a że dorastać zaczęłam późno, to miałam okazję robić to wspólnie z własnym dziećmi, ze względu na okoliczności, ja uczestniczyłam w przyspieszonym, intensywnym kursie, żeby zminimalizować straty w procesie dorastania dzieci. Podjęłam świadomą decyzję, równym krokiem najpierw wprowadzę ich w dorosłość, a dopiero zacznę się rozglądać za swoim szczęściem. Co istotne, nigdy nie zwatpiłam w tę decyzję, jednak w tym całym „planie na życie” zapomniałam o jednym, doświadczenia zmieniają perspektywę.
Stąd mieszane uczucia, po przeczytaniu Twojej wypowiedzi, skąd w tym dojrzałym, pewnym siebie człowieku, tyle krytycyzmu do kobiet, nie wiem rzecz jasna, czy do wszystkich, opieram się na tym, czym chciałeś się podzielić. Utwierdzona we własnych odczuciach, co do relacji, które obserwuje wśród rówieśników, popartych własnymi doświadczeniami, jestem pewna dwóch istotnych kwestii. Moje szczęście życiowe przez prawie 20 lat, zmieniło się o 180 stopni, zmieniły się priorytety, „wymagania” co do człowieka z którym dobrze by było przejść wspólną drogę w stronę starości, są na zdecydowanie niższym poziomie. Nie jest to wynikiem lęku, a większą świadomością, posiadanych własnych wad i ludzi wokół, wiem że nie mam takiej mocy sprawczej, ani zapędów, żeby wymuszać na innych określone zachowania, bo nie podoba mi się to w nich.
Świadoma również własnych wad, naleciałości z 18 lat życia samej, w stosunku do samej siebie nie umiem odpuścić, bo wiem że mimo pracy włożonej w przepracowanie niedoskonałości, jest to warte tego żeby nikomu, nie uprzykrzyć życia. A to doskonały wstęp do tego, aby samemu się unieszczęśliwić.
Żeby osiągnąć założony cel, najlepiej nie angażować w to nikogo.
Jest wielu niestety osób, udających uduchowionych i dorosłych, a w praktyce zawziętych, agresywnych w stosunku do kobiet i gardzących nimi, chcących ich cały czas pouczać i mówić, jakie mają być – oczywiście „dla ich dobra”, czyli w białych rękawiczkach. To zjawisko obserwowane od dawna – jest naprawdę wiele strategii manipulacji kobietami, wpędzania ich w poczucie winy, by je sobie podporządkować, zmusić do zmiany. Odwrotnie zresztą też. Dojrzałego człowieka można poznać po tym, że zajmuje się sobą i szanuje granice drugiego człowieka. „Nie” znaczy „nie”. Dla chłopca czy dziewczynki „nie” to zaproszenie do nieustannego krytykowania, a nawet stalkowania i oczerniania drugiej strony, co jest już przemocą. Łątwo wyczuć protekcjonalny ton cżłowieka, który tak naprawdę buduje swoją wartość przez dewaluowanie drugiej płci
Podczas niedawnej (2.07) kłótni z „moim” jeszcze wtedy narcyzem
(4l rollercoastera emocjonalnego, 3.5l córka, ja próbująca „zasłużyć na miłość”) powiedziałam mu:
„Wiesz, najbardziej szkoda mi tych wszystkich porządnych mężczyzn, którzy, mimo najszczerszych intencji, będą przeze mnie podejrzliwie traktowani, bo przecież:
„miły, dobry i empatyczny teraz równa się gwarantowane piekło emocjonalne i przemoc psychiczna za jakiś czas”
…
Coś w tym jest niestety. Kobiety, które znam, po relacjach z narcyzami i praniu mózgu jakiego doświadczają od dzieciństwa (rodzina, kultura, środowisko) przestają ufać innym ludziom, ale też sobie. To trudny temat odbudowania swojej wartości i samooceny niezależnej od ról, w jakie próbuje nas wtłoczyć otoczenie.
Ta inklinacja czynienia z kobiet ofiar na etacie. A ten narcyzm u kobiet i związane z tym manipulacje – chłopaki nie znają nawet tak perfidnego levelu perfidii. Piszę ogólnie patrząc po ludziach i parach, które znam, z doświadczeń.. A co do Miłości – dla Szechiny nie ma sytuacji nie możliwych.. Uczciwość wobec siebie i drugiego podmiotu w dialogu. Jeśli nie traktujesz go podmiotowo sama odbierasz sobie prawo do jakościowego traktowania. Takie są uniwersalne matryce bez których przejścia – można najwyżej fantazjować o Miłości zamiast dać jej żyzny grunt wewnętrzny na początek – braterso-siostrzaną sztamę, która niczego nie zakłada z góry i niczego nie wyklucza. Ale jesli dana osoba nie jest zdolna do takiego przyjacielskiego pogadania o trudach życia bez maskarady – to szkoda czasu.
Brak dialogu – jeśli obie strony / potencjalna para nie pozna siebie wzajem od dziecka z traumami, trudnościami, radościami, tęsknotami – to po 2-3 latach / dziś już pewnie po roku domek z kart się sypie. Na poziomie tak banalnym z introwertycznki i ekstrawertyka lubiące spędy miłości nie da – potrzebne jest pokrewieństwo natur, zainteresowań i kluczowa jakość dialog dwóch integralnych podmiotów w namiocie spotkania ( alegorycznym ). Najbardziej mnie przeraża ten strach kobiet wyjścia poza teatr – na zasadzie bądź jaka jesteś naprawdę i zaczynamy się poznawać często przez podobne traumy, pragnienia etc. Co do eseju – jakościowa Sorana..
Ta inklinacja czynienia z kobiet ofiar na etacie. A ten narcyzm u kobiet i związane z tym manipulacje – chłopaki nie znają nawet tak perfidnego levelu perfidii. Piszę ogólnie patrząc po ludziach i parach, które znam, z doświadczeń.. A co do Miłości – dla Szechiny nie ma sytuacji nie możliwych.. Uczciwość wobec siebie i drugiego podmiotu w dialogu. Jeśli nie traktujesz go podmiotowo sama odbierasz sobie prawo do jakościowego traktowania. Takie są uniwersalne matryce bez których przejścia – można najwyżej fantazjować o Miłości zamiast dać jej żyzny grunt wewnętrzny na początek – braterso-siostrzaną sztamę, która niczego nie zakłada z góry i niczego nie wyklucza. Ale jesli dana osoba nie jest zdolna do takiego przyjacielskiego pogadania o trudach życia bez maskarady – to szkoda czasu.
jovialexactly28bd8c433a – to Pantagruel aka Rafał Rzepka