duchowość

Umysł w stanie medytacji, czyli nauka panowania nad sobą

p2

Na podstawie osobistej i wieloletniej praktyki wgłębiania się w nieświadomość oraz poznawania różnych energii Jaźni, odkrywamy, że w rozwoju duchowym niezbędną jest umiejętność panowania nad emocjami. Nie jest to wcale łatwa sztuka, gdy wchodzimy w nieświadomość zbiorową, mając do czynienia z energiami potężniejszymi, niż to, co poznaliśmy dotychczas.  Osobiście mogę stwierdzić, że żadna energia, nawet ta zbiorowa – nie jest odrębna od Jaźni, ponieważ umysły ludzkie zawierają się w umyśle zbiorowym, stąd przepływ między duchem a duszami. Możemy oczywiście demonizować to zjawisko i lękać się go, ponieważ jest to dla ego – świadomości ograniczonej – niepoznana sfera. A przecież w rozwoju duchowym chodzi o to, by swoje myślenie i tożsamość poszerzyć o wszystko, co wyłania się z nieświadomości,  i co wzbogaca naszą świadomość, ogarniając coraz większe podziały w sobie i w świecie.

Dlatego w praktyce duchowej, medytacja to podstawa. Oczywiście nie chodzi mi o to, by medytować godzinami w pozycji lotosu. Dla mnie medytacją jest utrzymanie stanu uważności w stosunku do wydarzeń, myśli i emocji, które się pojawiają. Umysł nie ulega im, jeśli taką podjął decyzję, tylko się im przygląda, zachowując dystans. Zachowanie dystansu nie oznacza tłumienia czy wypierania. Pozwalamy danej emocji być w umyśle, ale to my decydujemy czy dawać jej ujście na zewnątrz. Niestety zdarza się, że osoby wchodzą w duchowość bez podstawowej nauki panowania nad emocjami. To owocuje tym, że praca z umysłem i tym, co z niego wyłazi, może je przerosnąć. Będą mieć tendencje do wypierania negatywu z siebie i projektowania go na innych, zamiast wziąć za niego odpowiedzialność i zrozumieć sens przemiany w sobie.

O ile w różnych terapiach chodzi właśnie o to, by uwolnić i przepracować emocje z dzieciństwa, często pozwalając im na eskalację, wykrzyczenie i utożsamienie się z dzieckiem, na co nie mogliśmy sobie pozwolić wcześniej, tak duchowość  jest kolejnym poziomem pracy ze sobą. Wewnętrzne dziecko musi w pewien sposób „dorosnąć” w człowieku. Temu służą techniki wyciszania umysłu, panowania nad emocjonalnością i zrozumienie odbić lustrzanych, zasady projekcji  (jest to przypisywanie bliźniemu wyimaginowanych, negatywnych cech, których on sam obiektywnie nie przejawia, ale które okazują się wypartą prawdą o nas) . Jest to zdecydowanie poszerzenie swojego myślenia, które zobowiązuje do dojrzałego podejścia zarówno do siebie jak i do otaczającego świata.

Niezrozumienie negatywu, który towarzyszy życiu powodować może wylew żalu, histerii, roszczeń,i innych emocji z dzieciństwa, przenosząc je na wymiar duchowy i obwiniając go o zło. To duchowość niedojrzała. Łatwo wpadamy też w jakieś zabobony, związane z tym, ze negatyw i różne zjawiska duchowe to objaw czegoś „odrębnego” od świata ludzi, mianowicie Reptilian, wampirów, Szatana, demonów, egregorów, inkubów itp. Albo co gorsza, obarczamy swoim stanem psychicznym osoby z naszego otoczenia, którym przypisujemy rzucanie klątw, uroków i tak dalej, uciekając od odpowiedzialności za swoje życie wewnętrzne i zewnętrzne. Ucieczka od odpowiedzialności za duchowe zjawiska, których doświadczamy,  jest postawą dziecinną.

Niestety, można myśleć, że się rozwijamy duchowo, tymczasem rozwijamy swoje ego i  emocje. To skutkuje tym, że możemy mówić wiele o miłości i filozofii, a najmniejszy kryzys życiowy wytrąca nas z równowagi. Szukamy przyczyn złego samopoczucia na zewnątrz i  wpadamy w paranoje walk światła z ciemnością, albo walki z innymi ludźmi, którym przypisujemy nieprawdziwe duchowe zagrożenie i zło.  Kreujemy się na „oświeconych”, a w praktyce mamy tendencje do dowartościowywania się kosztem innych, szukania kozłów ofiarnych i urządzania polowania na czarownice, obrzucania innych błotem, żeby pokazać swoją wyższość. Są to oczywiście zachowania wewnętrznego, nieprzepracowanego, zakompleksionego dziecka  i cienia, nad którym po prostu nie panujemy, dlatego projektujemy go nieświadomie na innych ludzi i „złe duchy”, z którymi mamy potrzebę walczyć.

Osobę świadomą i prawdziwie rozwijającą się duchowo, poznać można po mądrości, wynikającej z życiowej praktyki i otwartym sercu – pełnym współczucia stosunku do drugiego człowieka. Człowiek, który poznał i zintegrował swoje demony, nie ma potrzeby atakowania ani dowartościowywania się niczyim kosztem, ponieważ dotarł do światła w sobie i zapełnił na tym poziomie pustkę. To oczywiście nie oznacza roli ofiary, ale też nie oznacza roli oprawcy. Prawdziwe światło potrafi siebie obronić, ale nie dąży do gaszenia innych świateł i walki z nimi, wręcz przeciwnie. Dąży do rozświetlania otoczenia. Człowiek duchowy akceptuje ludzi odmiennych, którzy idą inną drogą, bo wie, że mają do tego pełne prawo.

Człowiek dojrzały akceptuje różnice międzyludzkie, ponieważ odnalazł je w sobie, właśnie dzięki pracy z cieniem (czyli tym co „dzieli”), choć może ten proces nazywać inaczej. W swej istocie wszyscy mówią o tym samym, bo duchowość jest uniwersalnym procesem dojrzewania do miłości. Tym okazuje się dorosłość – wyjściem z dziecięcych zachowań ego. To właśnie dzieci mają tendencje do braku refleksji, wytykania innych palcem, wyśmiewania, oczerniania, nękania i innych niedojrzałych zachowań, które potem przenosimy w życie dorosłe, i co gorsze – w życie duchowe. Poznanie swoich demonów  w czasie wgłębiania się w nieświadomość naprawdę wiele uczy o pułapkach duchowych i hipokryzji, której ulegamy, nie wiedząc o tym.

Wiele razy podkreślam, że nie da się w rozwoju przeskoczyć etapów. Jeśli nie popracujemy z emocjami z dzieciństwa, nie rozpoznamy wzorców, którymi kierujemy się w relacji z ludźmi, to przeniesiemy je później na duchowość i relację z Jaźnią, nie akceptując jej „ciemnej strony”. Dlatego ezoteryka pełna jest paranoicznego podejścia do szeroko pojętego zła i negatywnych zjawisk, które przecież towarzyszą każdemu rozwojowi. Demony są źródłem napięcia i zmian, motywacją do doskonalenia. Duchowość nie uchroni przed cieniem, ale pozwoli go zrozumieć na poziomie mistycznej jedności, którą jesteśmy na najwyższym poziomie bytu. Jednak do takiego podejścia trzeba dojrzeć. Zarówno „byt duchowy” jak i każdy człowiek, z którym masz ochotę walczyć, którego nienawidzisz i  z jakiegoś powodu cię drażni, MIMO, ŻE OBIEKTYWNIE NIC ZŁEGO CI NIE ZROBIŁ, też jest częścią ciebie, tą nierozpoznaną.  Człowiek nie panujący nad emocjami i nie rozumiejący zasady projekcji,  może ulec własnej toksyczności, dając jej ujście w stosunku do otoczenia, nie potrafiąc rozróżnić co jest obiektywną prawdą, a co jedynie iluzją wytworzoną przez umysł. Cień przez niego przemówi a on, bez zachowania dystansu, uzna je jeszcze za słuszne zachowanie. To dlatego wokół nas jest tyle hejtu, oczerniania, i mowy nienawiści, także i pośród osób, które zajmują się duchowością.

Są tacy, którzy atakują ludzi przyjaznych, próbujących im pomóc, bo nie mogą znieść ich światła, kierując się zazdrością i potrzebą niszczenia tego, co dobre. Atakowani w tym wypadku reprezentują  jasne potencjały, domagające się zjednoczenia w atakujących.

Pułapek ego i własnych demonów jest wiele w rozwoju duchowym. Najgorsza jest nieświadomość tego, jak postępujemy wobec siebie i bliźnich, wybielanie swojej agresji, ponieważ nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, kiedy ciemna strona przez nas przemawia.

Reasumując – nie da się wejść w duchowość i pracę z umysłem, bez  utrzymania go w stanie medytacji – to znaczy uważności oraz dystansu do emocji i myśli, które wcale nie muszą świadczyć o faktach, za to mogą być źródłem iluzji. Duchowość to umiejętność bycia mądrym rodzicem w stosunku do wewnętrznego, czasem rozbrykanego dziecka. Mądry rodzic nie pozwoli mu wejść na głowę, tylko potrafi go wychować na pełną miłości i empatii istotę. Tym jest nauka panowania nad sobą, ale zaznaczam – nie tłumienia i walki wewnętrznej, która w dłuższej perspektywie także jest wyniszczająca. Duchowość uczy równowagi poprzez rozpoznanie obu biegunów w sobie i ich świadomego używania, a nie bycia wykorzystanym przez własne negatywne emocje i  demony.

8 odpowiedzi »

  1. Bardzo ciekawy artykul! Mam wrazenie, ze najtrudniej mi obserwowac swoje mysli i uczucia bez wypierania ich.
    A propos cienia – jak sie dowiedziec co we mnie jest cieniem i jak zmienic na pozytyw w przypadku gdy np. denerwuja mnie pedofile czy gwalty? Slysze o tym w tv lub czytam i to mnie boli, czuje wscieklosc. Czyli to porusza cos we mnie. Tylko czy to znaczy, ze mam zaakceptowac, ze ja bym byla tez zdolna do takich czynow? Czy tez cos innego? I jak to przekuc na dobro w zyciu/przemienic?

    • Witaj 🙂 pedofilia jest jedną z największych zbrodni ludzkości. Kiedyś ludzi nie poruszała… dlatego była normą w niektórych kulturalch. Moim zdaniem słusznie że dziś nas porusza, i uwrażliwia na problem. Nie szukałabym tutaj cieni na siłę, poza tym żeby zrozumieć boski wymiar każdej perwersji, bo nic nie dzieje się bez przyczyny. W wymiarze boskim mamy ducha i ciało. Duch to świadomość, rodzic, a ciało to nieświadomość, dziecko. Duch w rozwoju człowieka wchodzi w ciało, wypełnia je sobą. O ile ten akt jest boskim aktem miłości, tak człowiek powielać to może dosłownie i w zniekształceniu przez pryzmat niewiedzy, nie panując nad sobą. Stąd biorą się wszelkie zbrodnie i zło – z nieświadomości i nie panowania nad popędem.
      Jak przekuć w dobro ? mozesz zaangażować się w pomoc ofiarom pedofilii. Uwrażliwiać innych na problem. Rozpowszechniać wiedzę o tym. Sposobów na szerzenie dobra jest mnóstwo 🙂

  2. Zgadzam się z tym co piszesz. Wielokrotnie wpadałam w pułapki ego – „jestem oświecona i wiem lepiej” ignorując kogoś, czy wyrzygując na innych swoją frustrację, agresywnie reagując. Brałam lekcję i przepraszałam, uczyłam swoje harde dziecko pokory i wdzięczności. Właśnie dzięki Tobie, Farido to zobaczyłam, że mam w sobie siłę, aby się wychować i dojrzeć, wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje rany. Dziękuję ❤

  3. Jestem hejterką. Odkąd pamiętam zawsze byłam – osoby mocno sponiewierane przez życiowe traumy, po prostu nimi są. Nie znaczy to, że nieustannie szukam okazji gdzie tu się wyrzygać – wprost przeciwnie – większość mojego życia poświęciłam na pracę z gniewem i jak dotąd jest to dla mnie ciężka, tragiczna i niekończąca się opowieść. Czasem już nie mam sił, ale wierzę, że w końcu ta czarna, toksyczna chmura kiedyś się rozejdzie. Po prostu dobrze rozumiem dlaczego ludzie są wściekli i co się dzieje w ich duszach, kiedy dopada ich ślepa furia. To jest bardzo potężny demon. Ciężko prowadzić go na smyczy, ciężko żyć z takim pitbullem w jednej skórze. Najczęściej ta bestia prędzej czy później człowieka na różne sposoby niszczy eskalując jadem na zewnątrz – albo do środka, załatwiając jego psychikę dowolnym uzależnieniem i psychicznym rozpadem. Ale nic, codziennie wstaję i zaczynam „tresurę” od nowa. Jednak od wczoraj znalazłam ten blog i czuję, że jestem w domu. Mam wrażenie, że w końcu udało mi się odnaleźć magiczne drzwiczki i kluczyk. Teraz jeszcze tylko właściwa strona grzyba i w końcu może jakiś progres… Pozdrawiam.

  4. Witaj 🙂 Z tym dystansem jest chyba najciężej :/ I odnoszę wrażenie, że nie tylko u mnie. Ludziom ciężko jest się zdystansować. Ciężko „wyjść z siebie” i stanąć z boku i przyglądać się swoim emocjom, jakimś sytuacjom. Wszyscy dążymy do wewnętrznego spokoju, ale jak go osiągnąć? 😀
    Pozdrawiam 😉
    PS. Bardzo ciekawy i wartościowy wpis 😉

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s