duch i ciało

CIAŁO – TWÓJ DROGOWSKAZ

 

unnamed

Są dni, kiedy nasze ciało czuje się gorzej. Rosnąca wrażliwość i otwieranie się na  podświadomość, powoduje odbiór objawów psychosomatycznych, jakie towarzyszą każdemu rozwojowi. Dlaczego ? Ponieważ rozwój świadomości dokonuje się dzięki wyłanianiu wiedzy z nieświadomości, a symbolem nieświadomości jest ciało. Dlatego zdarza się często, że gdy konfrontujemy się z jakimś cieniem i sytuacją kryzysową, stan nierównowagi i niewiedzy, uwięzionych emocji i potencjałów manifestuje się w ciele fizycznym. To normalne zjawisko i nie można mu zapobiegać. Jeśli nie jest to poważna choroba, tylko objaw okresowej niedyspozycji, potraktujmy ją spokojnie, z czułością, bez ciśnienia. Bądźmy wdzięczni swojemu ciału za to, że jest świątynią dla ducha, i jego okrętem życiowym. Za to, że tak wiernie daje nam znaki, co należy zmienić w swoim życiu i co pokochać w sobie.

Od dzieciństwa miałam różne uporczywe dolegliwości cielesne, które były związane z nerwicą i stanami dezintegracji. Jedne mijały bezpowrotnie, inne wracały. Np. bóle gardła wracały, bo są wpisane w cienia, którego mam, a który jest ściśle związany z wyrażaniem siebie. Kiedyś się bardzo niepokoiłam a także złościłam na siebie samą. Biegałam zarówno po lekarzach, jak i bioenergoterapeutach, nie mogąc sobie poradzić z uporczywym kaszlem.  Zmagałam się z nim przeszło 10 lat. Był to, jak się okazało objaw psychosomatyczny. Wtedy zaczęłam stosować techniki relaksacyjne itp, ale w dłuższym okresie czasu nie odnotowałam rezultatów. Nic dziwnego, działały doraźnie, nie sięgając przyczyny, która u mnie była ściśle związana z nieuświadomioną potrzebą „mówienia”. Kaszel minął jak ręka odjął dopiero wtedy, gdy rozpoczął się u mnie kontakt z Jaźnią i nabrałam odwagi do mówienia o swoich doświadczeniach duchowych. Wcześniejszy kaszel był symbolem blokady we mnie – jakaś część mnie pragnęła mówić, a inna część ją blokowała z różnych powodów. Te różne powody to były kompleksy, niedowartościowanie, brak wiary w siebie, brak miłości własnej,  a także lęk przed tym, co powiedzą inni.

Obecnie nie mam kaszlu, ale zauważyłam, że co jakiś czas pobolewa i ściska mnie gardło, gdy tłumię w sobie słowa. Gdy z jakichś powodów nie mogę być w pełni sobą i wyrażać siebie. Staram się uważnie do tego podchodzić i reagować. Uwalniać to, co wyłania się z podświadomości. Kiedyś myślałam, że rozwój duchowy zapewnia nieustanną błogość, spokój i zdrowie, ale praktyka weryfikuje takie fałszywe założenia. Rozwój duchowy nie chroni człowieka przed nim samym, ale pozwala zrozumieć przyczynę dyskomfortu i radzić sobie z nim. To powoduje napięcie i wzrost świadomości.

Symbolicznie, pod kątem uwięzionych potencjałów, można przeanalizować każdy objaw psychosomatyczny, który dotyka nasze ciało. Naszą powinnością jest odczytać ten znak i wyjść z biernej postawy. Jesteśmy rodzicem dla naszego ciała i bierzemy za nie odpowiedzialność. Tym jest nasze dojrzewanie duchowe – gotowością do oczyszczania podświadomości z blokad, które symbolizują nasze własne ograniczone schematy myślowe. Dlatego, gdy domyślamy się, co w nas pragnie się uwolnić, idźmy za tym. Do tego potrzeba woli i odwagi, ale każdy ma je w sobie. Nie czekajmy, aż życie nas zmusi do działań, przed którymi uciekaliśmy. Ucieczka ze strachu przed cieniem, a w głębszej perspektywie – światłem, które ten cień tworzy, czyli własną duszą, która pragnie się uwalniać, jest daremna. Blokada stanie się coraz większa i cięższa w ciele, im bardziej próbujemy się od niej odgrodzić. W końcu zamanifestuje się też w otoczeniu dalszym (ciało dalsze), zmuszając do konfrontacji  i uwolnienia cząstki siebie – aktywności, miłości do siebie, odwagi do nowego działania, poszerzenia siebie w kolejnym obszarze rzeczywistości.

16 odpowiedzi »

  1. dziś dowiedziałam się, że mam grzybicę układu pokarmowego i generalnie grzybica zaatakowała moje całe ciało, co to może oznaczać? Zmagam się z tą nawracającą grzybicą już prawie rok.
    Dodam, że od ponad 1,5 roku przechodzę okres odkrywania siebie i uwalniania, bardzo mocno podniosłam swoją samoświadomość, ale dalej popełniam błędy choć o wiele łatwiej mi przychodzi akceptacja siebie, a wręcz mam coraz wyraźniejsze poczucie harmonii.
    Będę wdzięczna za podpowiedź.

    • Duchowość nie chroni przed chorobami. W artykule pisałam o objawach psychosomatycznych, czyli jakby „urojonych”. Grzybica to konkretna przypadłość i należy ją leczyć równie konkretnie. Z puntu widzenia symboliki, dla mnie grzybica całego ciała, czyli ogarnięcie pasożytami odczytywałabym jako zniekształcenie, przez które ciało odbiera ducha, który je wypełnia.

    • Takie objawy jak grzybica czy pasożyty, to nieumiejętność stawiania innym granic, pozwalasz każdemu wejść z butami w swoje życie i nim kierować, powinnaś być asertywna i stawiać granice, wtedy tak jak w życiu fizycznym tak w odniesieniu do ciała nikt nieproszony nie będzie miał nad Tobą władzy i nie będzie się rządził na Twoim, ani ekspansywnie zasiedlał . To w skrócie 🙂

      • Dzień dobry Cieszę się, że tu trafiłam, dziękuję i podziwiam! Przyłączam się do prośby Magdaleny A dążenie do samo destrukcji, myśli samobójcze, nawracająca depresja? Zaczęłam dzisiaj czytać Twojego bloga, powoli staram się ze zrozumieniem. Czy na blogu jest coś odnośnie Twin Flames? Czy Twoim zdaniem to bujda czy ma coś wspólnego z prawdą? Pozdrawiam

        • Witaj 🙂 o depresji, autodestrukcji, śmierci w wymiarze duchowej przemiany itd tutaj napisałam : https://ciemnanoc.pl/2015/12/10/nie-boj-sie-depresji-znajdz-skarb/
          jesli chodiz o bliźniacze połówki, mam na to takie spojrzenie, że naszym dopełnieniem będzie zawsze Jaźń. Dla kobiety Bóg, dla mężczyzny Bogini 🙂 psychologia nazwała to animusem i animą. W każdym razie w wymiarze mistycznym, tą drugą, boską połówkę projektujemy na innych ludzi, stąd idealizacje jakie się zdarzają w zakochaniu 🙂 widzimy drugą osobę przez filtr naszej duchowej, doskonałej połówki 🙂
          Ponieważ Bóg i Bogini są nieskończeni, to i my się rozwijamy w nieskonczoność, dlatego na każdym etapie rozwoju inny człowiek może odegrać rolę drugiej połówki 🙂 Możemy w swoim życiu mieć kilka osób, które uznalibyśmy za rezonującą „połówkę”. Na końcu jest i tak śmierć, i wracamy do tej naszej duchowej połówki z jakiej się wydzieliliśmy i której całe życie szukaliśmy w ludziach 🙂

          • Dziękuję Ci bardzo ❤ Zarwałam wczorajszą noc zaczytując się w twoim blogu, tak bardzo się cieszę,że tu trafiłam.. Czytałam między innymi o depresji i zastanawiam się (może znasz odpowiedź i umiesz mi pomóc) czy powinnam leczyć się farmakologicznie? Po przeczytaniu twoich tekstów mam trochę poczucie, że biorąc leki uciekam przed cierpieniem.. A może powinnam to przyjąć, pozwolić sobie na smutek Z drugiej zaś strony nie jestem pewna czy bez nich sobie poradzę, (zaczęłam je brać ponieważ pojawiały się częste myśli samobójcze). Proszę napisz co o tym myślisz. Dziękuję Pozdrawiam

  2. Wiele osób polecało mi Twoją stronę, ale omijałam ją szerokim łukiem, właściwie z przyczyn dla mnie niezrozumiałych. W dalszym ciągu wielu pojęć, spraw nie rozumiem, bo są mi ekstremalnie obce. Ale ku mojemu zdziwieniu coraz bardziej mi bliższe, zaczytuję się niesamowicie. Dziękuję!

  3. Cześć Farida! 🙂 Przeczytałam dopiero może ze cztery Twoje artykuły i już widzę, że Ty i Twoje ‚poglądy’ rezonujecie ze mną 😉 Może zle to okresliłam nazywając poglądami, bo nie są to tylko przekonania, ale także jakiegoś rodzaju wiedza 🙂 Twoją stronę polecił mi Aleksander Dejev 🙂 No ja zmagałam się w życiu z wieloma czynnikami psychosomatycznymi….od dzieciństwa z nerwicą, która potem przeobraziła się w poważniejszy rodzaj nerwicy- mianowicie nerwicę natręctw (Boże co to za zmora była) 😉 Dzisiaj patrzę na to z dystansem, ale wtedy nie było mi do śmiechu. Ponadto od dziecka byłam depresyjnym typem, odbierana nadzwyczaj poważnie jak na dziecko….uchodziłam za rozsądną i dojrzałą a tak naprawdę dręczył mnie smutek związany z nierozumieniem świata i Boga…. wychowałam się w takiej kulturze w jakiej wychowałam, poczucie istnienia Siły Wyższej było we mnie zawsze, ale zasady i wierzenia, które zostały mi przekazane zniekształciły bardzo obraz Boga taki jaki zawsze współgrał z moimi wewnętrznymi przekonaniami. Tyle że wtedy one były jeszcze nieuświadomione. Te wewnętrzne przekonania zostały głęboko zakopane przez czynniki zewnętrzne….a te depresje i nerwice podejrzewam, że były wynikiem podążania wbrew samej sobie…. też od dziecka często, bo parę razy do roku dosyć intensywnie chorowałam na gardło…w dzieciństwie byłam bardzo skryta, tłumiłam emocje i bałam się co kto o mnie pomyśli jeśli moja prawdziwa natura albo kwestie poglądowe wyjdą na jaw….żyłam tak przez wiele lat…nie będę opisywać publicznie jakie miało to w początkach mojego dorosłego życia skutki, ale powiem tylko tyle że tragiczne…. był czas kiedy bardzo zle działo się w moim życiu a ja czułam jakby ciężar ‚przeznaczenia’ przygniatał mnie… nie rozumiałam tego, ale czułam, ze to wszystko dzieje się po coś, że to musi się stać, bo na pewno to zło które tak bardzo mnie przygniotło jest tylko właśnie tym cieniem, ponieważ przez lata uciekałam przed światłem mojej duszy… a ona mnie goniła, a cień narastał- wyrósł do tak kolosalnych rozmiarów, że myślałam iż nie będę w stanie z pod niego już nigdy wyjść…. kwestie duchowe rozstrzygałam już od dzieciństwa ale prawdziwe apogeum nastąpiło w wieku ok 20 lat, kiedy zaczęłam trafiać na rózne zródła o duchowości….czulam się jak rozerwana na pół- wtedy z jednej strony tkwiłam jeszcze w tradycji i wierzeniach mi przekazanych, ale one nigdy nie miały pozytywnego wydzwieku w moim zyciu,a z drugiej szukałam siebie i tak się pogubiłam, tak się bałam odejść od tego co przez lata mi nie służyło, bo co ludzie powiedzą itd. dużo czasu mi zajęło, żeby to ogarnąć i jeszcze nie jestem nawet w połowie drogi…ale to jaka byłam jeszcze 3 lata temu a teraz to dla mnie wielki przeskok, bo moje myślenie zmieniło się o jakieś 180 stopni…. byłam czarnowidzem, wszsytkim sie marwtiłam moje obawy były często irracjonalne a wystarczyło po prostu nabrać odwagi i odejść od tego co mnie niszczyło a miało rzekomo pomóc…każdy ma swoją drogę na danym etapie i nie da się tych etapów czasem przeskoczyc…to co służy jednemu w danym momencie nie koniecznie musi pomóc drugiemu, ale na pewno nie pomoże to gdy będziemy oszukiwać samych siebie, usprawiedliwiać swoje defekty- braki i spychać je do podświadomości, bo potem w sposób niszczący będa one kierowały naszym życiem. Trzeba mieć odwagę powiedzieć : tak jestem taki i taki, ale chcę to w sobie zmienić, chcę sie rozwijać chcę być światłem które będzie oświetlało drogę nie tylko mi ale również innym… chcę również swoim światłem rozpalać świato w innych które z jakiejś przyczyny wygasło…wiem że mam sporo do naprawy nadal, ale potrafię spojrzeć na wiele kwesti mojego życia z ogromnym dystansem i ciągle uczę się tego dystansu. Po prostu zrozumiałam że najwyży czas stanąć twarzą w twarz ze swoimi wewnętrznymi demonami… bo nie można przed nimi uciec…demona pokonasz tylko wtedy gdy przestaniesz się go bać, a wtedy demon złagodnieje i stanie się Twoim wewnętrznym Aniołem- przewodnikiem…. ja tak to widzę i takie spojrzenie bardzo mi pomaga w życiu codziennym 🙂 Jest pięknie i moja głowa w tym żeby było jeszcze piekniej 🙂 Wszystkim którzy mają ogromne problemy czy to problemy emocjonalne- duchowe czy zdrowotne i znajdujecie się w sytuacji bez wyjścia powiem cytatem: „kiedy Bóg zamyka przed wami drzwi to otwiera okno” – dzisiaj wiem że tak jest. To w jakiej sytuacji byłam kiedyś….myślałam, ze nigdy więcej szczerze się nie uśmiechnę, przestałam marzyć- ‚umarła’ moja dusza- byłam tylko żywymi zwłokami- dzisiaj cięszę się każdym dniem…. doceniam to co mam, zmieniam się bardzo powoli ale dążę do spełniania marzeń które we mnie odrzyły- kiedyś przed całą tą tragiczną sytuacją stać mnie było tylko na marzenia- teraz powoli je spełniam, czasem warto dotknąć dna, żeby intensywnie się od niego odbić i wypłynąć na powierzchcnię. 🙂 Pamiętajcie, że zło które was dotyka nie jest karą za ‚grzechy’, jest tylko wskazówką, że nie żyjecie zgodnie ze sobą, ze swoim prawdziwym Ja 🙂 Miejcie odwagę wyrażać siebie- niech inni mówią co chcą, niech się wyśmiewają, niech szydzą…. co was obchodzą tacy ludzie, którzy niszczą zamiast wspierać, oni nie są wam potrzebni- lepiej podążać swoją drogą a wtedy na tej drodze znajdą się odpowiedni dla was ludzie, którzy może też będą drogowskazem dla was w waszej wędrówce przez życie a wy będziecie drogowskazami dla nich 🙂 Czasem kiedy następuje przełom w naszym życiu, kiedy zaczynamy się zmieniać i ludzie dostrzeegają, że nie można nami już tak łatwo manipulować to zaczynają się od nas oddalać, wtedy następuje spustoszenie wokół naszej osoby, ale to dobry znak, bo przestrzeń wokół nas się oczyszcza i robi miejsce na nowych – wartościwoych ludzi- nie ma więc co sie tym przejmować 😉 Czasem możemy poczuć się samotnie, możemy mieć watpliwości, a czy ja jednak przyadkiem nie jestem arogancki , zbyt mocno wpatrzony w siebie- czasem może być i tak- jeśli jednak czujesz od wewnątrz swojej duszy że robisz dobrze znaczy jest ok- dzieję się tak jak ma się dziać- następuje rozwój sytuacji i to jest dobre 🙂 Pozdrawiam 🙂 Życzę miłego dnia! 🙂

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s