Otwierasz telefon i widzisz, jak ktoś niewiele od ciebie starszy zarabia w miesiąc tyle, ile ty zarobisz przez trzy lata. Pije kawę nad oceanem, otoczony wianuszkiem adoratorów i mówi, że pracuje dwie godziny dziennie, bo posiada dochód pasywny. I że „kiedyś też był tam, gdzie ty teraz jesteś”. Pokazuje kurs, formułę, sekret, technikę. Otwiera przed tobą drzwi z napisem „każdy może”, i tym zdaniem przekonuje cię, że tzw. przebudzenie to samoistne przyciąganie wszystkiego, czego tylko sobie wymarzysz.
Jeszcze chwilę wcześniej żyłeś swoim normalnym, mozolnym życiem, a teraz coś w tobie szepcze, że być może żyłeś źle, bo za wolno i za skromnie? Być może pominąłeś jakieś istotne wtajemniczenie?
To, co poczułeś, ma swoją nazwę w psychologii: FOMO, czyli fear of missing out, „strach przed tym, co nas omija”. To pojęcie spopularyzowane przez Patricka McGinnisa, a w 2013 roku opisane empirycznie przez Andrew K. Przybylskiego i współautorów, którzy zdefiniowali je jako „wszechogarniający lęk, że inni mogą przeżywać bardziej satysfakcjonujące doświadczenia, podczas gdy nas tam nie ma”.
Mówiąc prościej, FOMO to wewnętrzne przekonanie, że gdzieś poza moim życiem dzieje się coś istotniejszego, ciekawszego i bardziej dochodowego, a ja właśnie to przegapiam.
Badania wiążą wysoki poziom FOMO z obniżoną satysfakcją z życia, gorszym samopoczuciem, niższą samooceną, większym napięciem psychicznym i kompulsywnym sprawdzaniem mediów społecznościowych.
Mechanizm domyka się w błędne koło, ponieważ im bardziej boję się, że coś tracę, tym częściej zaglądam w telefon. A im częściej tam zaglądam, tym więcej dowodów na to, że inni faktycznie żyją „lepiej”. Kultura przerostowego rozwoju, w tym czarodzieje od przyciągania wielkich pieniędzy, miłości i zdrowia – doskonale trafia w ten egzystencjalny niepokój.
Polega to na tym, że nie sprzedaje ci rzetelnej wiedzy o możliwościach i ograniczeniach, tylko ulgę od FOMO. Ulga, jak w każdym uzależnieniu, jest pozorna, ponieważ zaraz pojawi się kolejna oferta, „ostatni moment”, kolejne „wejdź, zanim cena pójdzie w górę”.
Kupujesz kurs, ale stajesz się klientem własnego lęku i deficytu.
Współczesna kultura sprzedaje tożsamość i obietnice bez odpowiedzialności. Nie przekazuje ci mało atrakcyjnej wiedzy, wymagającej żmudnej pracy, tylko mistyfikację szybkiego „przebudzenia”. W tej narracji człowiek jest nieaktualną wersją siebie – sprzed poznania „sekretu” i technik przyciągania. Wystarczy, że zapłaci i uwierzy w technikę manifestowania, a uwolni się od mentalno-energetycznych blokad. Przebudzi się i będzie miał wszystko: pieniądze, miłość, sens, podróże, ciało, sukces. Ta opowieść jest bardzo naiwna, ale posiada kuszącą prostotę bajki, w której bohater po pewnej inicjacji staje się kimś zupełnie innym.
Zapominamy o tym, że jako dorośli ludzie nie żyjemy w bajce, tylko w rzeczywistości psychicznej, biologicznej i społecznej, która ma swoje ograniczenia.
NIE KAŻDY MA TALENT DO WSZYSTKIEGO
Pierwszym ograniczeniem jest prosty fakt, że nie każdy ma talent do wszystkiego. Wiem, że to zdanie brzmi dzisiaj niepoprawnie, bo odbiera nadzieję. Ale zauważmy tutaj poznawczy błąd, który zamiast przebudzenia daje kolejne zagubienie. Dlaczego?
Bo człowiek, który wierzy, że może wszystko, nie szuka tego, do czego naprawdę został archetypicznie powołany.
Natomiast szuka tego, co aktualnie jest modne i co przynosi szybki zarobek, nawet jeśli nie ma to żadnego związku z jego osobowością i umiejętnościami, sposobem myślenia i naturalną wrażliwością. Po roku, dwóch, trzech, gdy nic z tego nie wynika, nie obwinia kultury, tylko siebie. Czuje się ofiarą własnej rzekomej małości, niedoskonałości, oporu, blokady. A wtedy otwiera się kolejny rynek: terapii blokad, pracy z lękiem przed sukcesem, „uzdrów pieniężne traumy”.
Wszystko po to, żebyś nie zauważył najprostszej rzeczy:
To nie ty jesteś zepsuty, tylko ta droga nie jest twoja.
C.G. Jung w Czerwonej Księdze pisze surowo: „Biada tym, którzy żyją według cudzych wzorców! Życie nie jest z nimi. Jeśli żyjesz według jakiegoś wzorca, żyjesz życiem tego wzorca; ale kto ma przeżyć twoje życie, jeśli nie ty sam?”
Trudno o trafniejszą diagnozę naszych czasów. Cała gospodarka rozwoju osobistego, w jej masowej, kursowej, insta-odsłonie, opiera się dziś na zachęcaniu cię, żebyś żył według czyjegoś modelu. Namawia cię do naśladowania czyjejś biografii i metody wzbogacania się. A model, jak wiadomo, jest tylko jednym z możliwych przykładów istnienia, nie zaś instrukcją obsługi twojej duszy.
Dusza zawiera unikatową wersję twojej ścieżki, myślenia i czucia, rozwinięcie archetypu, z którym czujesz się związany.
BARIERY WEJŚCIA NA RYNEK I KONKURENCYJNOŚĆ
Druga prawda, o której kultura natychmiastowości nie chce mówić, to istnienie barier wejścia. Tam, gdzie bariery wejścia są niskie, nie potrzeba lat nauki, doświadczenia, kwalifikacji, intuicji, talentu, dlatego panuje tam tłok. Każdy może otworzyć sklep z modnymi przez chwilę produktami, każdy może nakręcić kurs o produktywności, a w wielu obszarach alternatywnych terapii i metod rozwoju próg wejścia jest bardzo niski, bo nie są one regulowane przez państwo.
W tych przestrzeniach nieregulowanych, konkurencja zwykle szybko rośnie, a zarobek staje się o wiele trudniejszy, niż sugerują reklamy kursów. Najwięcej zarabia garstka osób, które dotarły tam wcześniej i teraz sprzedają innym instrukcje wejścia.
Tam zaś, gdzie bariery wejścia są wysokie, potrzeba formalnych kwalifikacji, mistrzowskiego oka, zaufania klienta budowanego dekadami. Człowiek ze specyficznymi zdolnościami może wypracować w dłuższym okresie czasu pozycję i stabilny dochód. Dlaczego? Ponieważ niewielu jest w stanie zrobić to samo. To prawo specjalizacji rynkowej działa cicho, bez fanfar, bez webinarów, bez „Top 10 sekretów”. Nikt o tym nie powie, bo na cierpliwości i specjalizacji nie zbuduje się żadnego viralu.
Ta zasada wymaga jednak poznania siebie, a tego dzisiejsza kultura instynktownie się boi. Bo człowiek, który poznał siebie, nie ulega manipulacjom reklamowym, trudniej się na nim zarabia i trudniej go kontrolować.
Poznanie dotyczy mocnych stron i słabości, predyspozycji i ograniczeń, naturalnej smykałki, rodzaju inteligencji, wrażliwości. To pracochłonny i niewygodny proces, ponieważ wymaga rezygnacji z fantazji, że jesteś tym, kogo właśnie podziwiasz. Być może nie jesteś przyszłym milionerem, przedsiębiorcą, influencerem, gwiazdą TikToka, mówcą motywacyjnym. Ale jesteś za to zdolnym fachowcem w swej dziedzinie, wnikliwym tłumaczem, świetnym rzemieślnikiem, cierpliwym ogrodnikiem, opiekuńczym nauczycielem itd.
W tradycji jungowskiej indywiduację opisuje się jako proces stopniowego stawania się sobą, czyli wydobywania swej niepowtarzalnej całości spod nacisku nieświadomych wzorców, persony i zbiorowych oczekiwań.
WSZYSTKO CO TRWAŁE, WYMAGA PRACY I CZASU
Trzecia prawda dotyczy tego, jak w istocie powstają rzeczy trwałe. Większość stabilnych rzeczy w życiu, zarówno tych zawodowych, jak i tych prywatnych, powstaje przez ciężką pracę, konsekwencję, codzienne szlifowanie warsztatu w dziedzinie, w której jest się specjalistą.
Oznacza to, że pisarz pisze latami, zanim jego zdanie zaczyna nieść specyficzną wartość i styl. Lekarz uczy się przez dekady, zanim jego diagnoza nabiera większej pewności. Budowniczy musi postawić kilka domów, zanim nabierze mistrzowskiego wyczucia w sprawach, których nie da się nauczyć z książek. Terapeuta pracuje na sobie przez wiele lat, bo wie, że narzędziem jego pracy jest to, co w sobie przepracował. Stolarz po dwudziestu latach wie o drewnie rzeczy, których nie znajdziesz w żadnym podręczniku. Te zawody, które wymagają wielu lat praktyki, nie pasują do tempa, w którym dziś każe nam się oddychać i wmawia się nam, że to sukces.
Czy to oznacza, że magia nie istnieje? Też nie 🙂
Synchroniczności i tzw. cuda zdarzają się w życiu, nikt temu nie zaprzeczy. Niespodziewane awanse, ważne spotkania, rozwiązania problemów, których nikt nie planował. Cud jednak, z samej definicji, jest wyjątkiem od reguły. Nie jest strategią ani planem na życie. Budowanie egzystencji na oczekiwaniu cudu manifestacji – jest tak naprawdę formą rezygnacji z życia, bo polega na ciągłym odsuwaniu odpowiedzialności za to, co robię – w kierunku jakiegoś przyszłego skoku kwantowego, który ma mnie magicznie odmienić.
Tymczasem to, co tu i teraz robię, jest materiałem, z którego życie tworzy się w sposób rzeczywisty i skuteczny. Uziemienie należy połączyć z wizją, wtedy jest równowaga między duchem a ciałem.
Jest jeszcze jedna myśl, którą warto sobie przyswoić, zwłaszcza wtedy, gdy patrzymy na sukcesy celebrytów i czujemy, że za mało osiągnęliśmy. Większość z nas nie należy i nie będzie należeć do tzw. elit. Pogodzenie się z tym, nie jest poniżające, tylko oswobadzające. Słynne, nonszalanckie „bieda jest stanem umysłu” to kłamstwo i wyraz głębokiej pogardy wobec ludzi, którzy nie mieli szczęścia urodzić się w zamożnych rodzinach. Bo warto to podkreślić, że wielu bogaczy, do których pragniemy się porównywać, nie weszło w dorosłe życie z pustymi rękami. Mieli kapitał, rodzinne koneksje, edukację w odpowiednich szkołach i znajomości. Mieli za sobą całe pokolenia ludzi, którzy już coś dla nich wypracowali.
Nasze porównywanie się do nich – w dobrej wierze, że wystarczy „popracować nad sobą” – jest porównywaniem dwóch skrajnych pozycji startowych. Jeśli wszedłeś w dorosłe życie bez kapitału i sieci kontaktów, bez bezpiecznego mieszkania i wsparcia od rodziców, a mimo to przetrwałeś, utrzymałeś się, coś zbudowałeś (relację, zawód, poczucie wartości), to jest to twój sukces. Nie musisz go pomniejszać przez porównanie z kimś, kto wystartował w życie z większymi zasobami finansowymi.
Powinniśmy nauczyć się doceniać pracę każdego człowieka i jego wkład w społeczność. Nie oceniać przez pryzmat posiadanych pieniędzy, tylko wartości moralnych i zasad, które budują zaufanie i szlachetność. Tego zawsze uczyła duchowość, ale gdzieś po drodze o tym zapomnieliśmy.
W duchu jungowskiej myśli można powiedzieć, że życie wymaga nie doskonałości, lecz pełni. Pełnia to coś zupełnie innego niż sukces w kategoriach kultury kursowej. Pełnia to poznanie i przyjęcie swoich zdolności razem z ich ograniczeniami, bo talentów nie da się wykazać wszędzie, tylko w określonych dziedzinach. Dlatego naszym głównym zadaniem jest odnaleźć te obszary i specjalizacje, w których zdolności mogą dojrzeć. Jeśli jesteśmy dobrzy w tym, co robimy – nie musimy tego porzucać, tylko dlatego, że reklamy krzyczą, że można osiągnąć większy sukces w innych dziedzinach.
Zasada jest prosta: jeśli posiadasz zdolności w jakimś kierunku, to właśnie ten kierunek trzeba sprawdzić i zacząć realizować. Szukanie czegoś, czego nie masz, to strata czasu.
Nieustanne podważanie swoich umiejętności i przebranżawianie się pod wpływem mody i pokusy większych zarobków, nie jest dowodem elastyczności ani odwagi, tylko formą auto zdrady i ucieczki przed własną ścieżką. Własna ścieżka wydaje się po prostu za mało spektakularna w porównaniu z reklamami w mediach społecznościowych. Ale tak działa iluzja, która nas porywa, bo przez chwilę w nią wierzymy.
Od wielu lat pracuję z klientami, widząc wyraźnie tę pułapkę przeniesioną na rozwój osobisty i duchowość. Ludzie, którzy zapisali się na kursy obiecujące im wyrwanie z dotychczasowego życia, po latach prób i nieudanych zmian zawodowych wracają do tego, kim byli wcześniej. Wracają zmęczeni, zubożeni, czasem zawstydzeni, ponieważ kultura nauczyła ich, że powrót do siebie jest rezygnacją. Tymczasem powrót do siebie jest kluczowym momentem, w którym dorosłe życie buduje w nas odpowiedzialność.
Przestajesz pytać „kim mógłbym być, gdybym był kimś innym” i zaczynasz pytać „co mam zrobić z tym, kim jestem”.
Zasada jest prosta, choć nieefektowna. Idziesz krok po kroku, szlifujesz to, w czym jesteś dobry, i zostawiasz w spokoju światy, które nie są twoje. Z czasem zauważasz, że życie nabiera większego bezpieczeństwa i trwałości. Tego nie da mistyczny skok kwantowy i obietnica cudów. Tego, co wypracowałeś w zgodzie ze sobą, nie odbierze ci żadna iluzja. Skuteczność jest miarą prawdy.
Trwałość bierze się z bycia w zgodzie ze sobą, a nie z bycia w zgodzie z trendem. Za odkrywanie swojego mistrzostwa jesteś odpowiedzialny ty sam. Możesz korzystać ze wskazówek i dostępnej wiedzy, ale nie zmienisz się w kogoś innego.
Warto spojrzeć na całą tę kulturę szybkich obietnic z odrobiną dystansu. Wielu ludzi w nią wierzy, bo tęskni za szybką i pozbawioną wysiłku odmianą. Dystans rodzi się ze zrozumienia, że życie nie jest projektem do zoptymalizowania w trzy tygodnie. Jest powolnym, pracowitym, cichym procesem stawania się tym, kim jesteś pod kompleksami, lękiem i auto-sabotażem.
FOMO traci wtedy swoją moc na rzecz prawdziwej transformacji, opartej na znajomości siebie i swojej ścieżki.
Oznacza ona, że nie chcesz już rezygnować z miejsca, w którym czujesz się dobrze, nawet jeśli nie zarabiasz ogromnych pieniędzy i nie podróżujesz po świecie kilka razy w roku. Świadoma zgoda na obrany kierunek, rytm dojrzewania i granice talentu staje się przywilejem człowieka, który przestał gonić innych i zaczął z większą odpowiedzialnością troszczyć się o to, co już zbudował. Nie rozprasza się na inne kierunki, bo coraz lepiej rozumie, co jest dla niego ważne i co naprawdę powinien pielęgnować.
Przebudzenie to nauka wierności sobie, a nie cudzym wizjom przebudzenia. To także szacunek dla człowieka, który trzyma się swojej ziemi i nie potrzebuje górnolotnych manifestacji, by jego życie miało sens i godność.
Zgadzasz się?
Farida Sorana
Jestem psycholożką, terapeutką, autorką książki „Mandala Cienia” . Pomagam przejść przez kryzysy i ciemne noce, odkrywać siebie i swoją drogę. Od 15 lat towarzyszę klientom w procesach przebudzenia i transformacji życia.
Potrzebujesz wsparcia i chcesz umówić się na sesję online?
Odkryj więcej z Ciemnanoc.pl
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: duchowość i rozwój osobisty, przebudzenie, Rozwój Świadomości



Bardzo dziękuję za ten niezwykle mądry artykuł, który dał mi wreszcie odpowiedź na męczące mnie od dawna pytanie, kim jestem, jaki jest mój cel, jaki jest mój największy talent. To było prawdziwe przebudzenie.
Dziękuję również <3
Piękny i bardzo potrzebny artykuł. Dziękuję bardzo.
Dziękuję również i pozdrawiam 🙂
Dziękuję za tę głęboką analizę pułapek, które niestety czekają na nas wszystkich niezależnie od wieku. Choć w obecnych czasach, najbardziej narażeni są młodzi ludzie siedzący w mediach społecznościowych, scrollujący i porównujący się. Dziękuję również za to, że opisałaś ten mechanizm w niezwykle szczery i bolesny sposób. Gdyż, tylko małymi krokami, konsekwencją, życiem w uważności, akceptacją siebie i świata, można żyć spokojnym szczęśliwym życiem.
Dziękuję również i pozdrawiam 🙂
Wyjątkowo mądry test, na miarę tego o przekłamaniach dotyczących zasady lustra. Dziękuję, on naprawdę był potrzebny.