duchowość i rozwój osobisty

Kryzys miłości

Photo by Andre Furtado on Pexels.com

Relacja miłosna inspiruje do przekroczenia rozmaitych schematów na temat płci i relacji. Zwłaszcza, jeśli partnerem/partnerką jest osobowość diametralnie od nas różna. Proces docierania się bywa trudny, nierzadko bowiem przybiera formę „ścierania się ” charakterów. Na początku wrzeszczą nasze mechanizmy obronne z lęku przed bliskością, która kojarzy się traumatycznie.  Z jednej strony pragniemy więzi, z drugiej nie jesteśmy do niej zdolni. Rozbijanie muru wymaga czasu. Im dłużej osoby mieszkają ze sobą,  realizując życiowe plany i wspólnie przechodząc przez trudne sytuacje – tym bardziej się zbliżają, bo to w czynach zawiera się świadectwo miłości i zaufania. Słowa między ludźmi bywają bolesne, ale jakie to ma znaczenie, gdy jest zbudowany fundament – świadomy wybór bycia ze sobą – pomimo obopólnych wad, zalet, traum, ciężkich przeżyć,  nawyków, odmiennych zainteresowań etc. W zasadzie budowanie więzi można podzielić na dwa etapy – spotykanie się i poznawanie, a potem zamieszkanie i dzielenie wspólnego czasu/przestrzeni. W pewnym sensie zamieszkanie ze sobą jest jak poznawanie się od nowa, bo obie strony obnażają siebie w codzienności 🙂

Nie, nie mam zamiaru Wam opowiadać tutaj o cukierkach. Wystarczy że wokół bombardują nas obrazami wyidealizowanej miłości. Wierzyłam w nią, ale potem zrozumiałam, że traciłam swój czas. Wielu z nas odkryło już, że miłością nie jest zauroczenie (bo ono mija) ale świadomy wybór i odpowiedzialność. Nieraz zostaniemy doprowadzeni do ostateczności. Z czasem odpuszczamy nawet obietnice typu : „do końca życia”, „na zawsze” itd. Nie dajemy sobie gwarancji – bo nie ma ona sensu, jest zaklinaniem przyszłości, której nie znamy. Naszą gwarancją jest  otwartość na siebie tu i teraz. Akceptacja własnej i cudzej wolności wyboru. Gotowość do przekraczania własnych demów. Tyle i aż tyle. A demonów jest tyle, ile zranień i rozczarowań w naszym życiu. Czyli po 40stce – cały legion 🙂 Poczucia bezpieczeństwa nie zbudujemy na obietnicach/przysięgach drugiej osoby, ale na byciu uważnym w relacji i świadomym przechodzeniu przez kryzys.

WIARA W IDEAŁ

Nasza dusza urzeczywistnia się, gdy połączymy ducha (ideał) z cielesnością (realiami) co wymaga korekty jednego i drugiego, by mogły zgodnie się dopasować. Dlatego naszą rolą w tym wymiarze, jest bycie stwórcami, „rzeźbiarzami” miłości. „Poszerzanie” jej wymaga także akceptacji ograniczeń. Bo czasem otrzymujemy „z góry” piękne przekazy na temat danej osoby, czujemy jej boską duszę, ale niewiele ma to wspólnego z rzeczywistością. Gdy „ja” nie dorasta do wyższej świadomości, zatrzymując się na wyuczonych skryptach emocjonalnych, wtedy nie materializuje się połączenie, a głęboka przepaść między ludźmi.

Niektórzy są gotowi przejść przez emocjonalne piekło i dojrzeć do relacji, a niektórzy nie. Warto uszanować każdy wybór, bo nie wszystko możemy kontrolować z poziomu duchowego spojrzenia. Nie każdy przecież pragnie osobistej przemiany, dlatego relacja się rozpada,  gdy jedna ze stron unika inicjacji w dorosłość. Czasem bywa przeciwnie, mianowicie dwie osoby nie chcą wcale związku ze sobą, a mimo to jakaś siła napędowa dąży do rozbicia murów między nimi. Okazuje się tedy, że są gotowe do miłości, ale o tym nie wiedziały – to wychodzi dopiero w praktyce.

KONTROLA

Gdy nasze umysły zaćmiewa strach, odpalić się może program: „Ujarzmię cię pierwszy, zanim ty mnie”. Kontrola bierze się między innymi z przekonania, że ktoś odejdzie od nas, gdy będzie wystarczająco autonomiczny i suwerenny.  Dlatego robimy wszystko, by go uzależnić od siebie – ekonomicznie, psychicznie, seksualnie. Widać to w podejściu niektórych ludzi, którym się wydaje, że gdy będą utrzymywać drugą osobę i spełniać jej wszystkie zachcianki, kupią sobie jej lojalność i wierność. Ale też możliwość pastwienia się nad nią, gdyż w tej sytuacji jest bezbronna, zdana tylko na niego.

Poniżenie drugiego człowieka jest destrukcyjną strategią utrzymania go przy sobie. Bo gdy uwierzy on w swój brak wartości, nasza obecność staje się dla niego wyróżnieniem, „nagrodą”. Oczywiście do czasu.

Są to rozmaite metody przemycania psychicznego okrucieństwa i tresury. Duchowe spojrzenie na człowieka uczy nas, że w zasadzie nie musimy „stawać na głowie”, by zatrzymać go przy sobie. Tyle energii poświęcamy na zbudowanie iluzji i jej atrakcyjności, że w końcu wszystko runie. Będziemy musieli zmierzyć się z samym sobą, z dziurami, jakie przez nas przemawiają. Przyjdzie czas, że dotkniemy wolności z osobą, którą wybierzemy świadomie i która zrobi to samo – z pełną odpowiedzialnością. To otwiera parę na wyższy poziom potrzeb, od tych znanych z dzieciństwa.

Przy takiej osobie poczujesz spokój. Ten sam, który poczułeś w swym wnętrzu, gdy postanowiłeś odetchnąć od wszystkich ról, jakie zagrałeś w swym życiu. Rozpaczliwe wołanie o miłość zastąpi jej urzeczywistnienie, najpierw w stosunku do siebie. Niby to takie proste – dbać o ciało i higienę psychiczną, o zdrowe granice z otoczeniem. Wymaga to szczerej komunikacji, nie tylko empatii, ale też asertywności. Tylko szanując siebie w praktyce, możemy prawdziwie szanować innych.

Gdy nie rozpoznaliśmy własnych upiorów, zdarza nam się uciekać od znajomości trudnej, która budzi nasze lęki. Robimy unik, szukając czegoś przeciwnego, co kojarzy nam się z bezpieczeństwem i jest to zrozumiałe. Ale okazuje się to cukierkiem pustym w środku.

MIŁOŚĆ UROJONA

Obieramy też inną strategię, mianowicie garniemy do ludzi, którzy nie są zainteresowani naszymi względami i mówią nam to wprost. Mimo to, nie potrafimy tych słów uszanować i dalej staramy się o ich uwagę, znajdując ku temu różne powody (na przykład wiara w przeznaczenie, w karmę, w zmianę tej osoby, czy rzekome „uzdrowienie jej blokad”).  W ten sposób  znów narażamy się na zranienie i odrzucenie, w nieświadomym mechanizmie, którego jesteśmy więźniem. 

Obsesyjna miłość karmi się uwagą – nieważne jaką, więc każda próba jej wzbudzenia, nawet jeśli to będzie kolejna odmowa, jest dla takiej osoby sukcesem i motywacją, by dalej prowadzić swoją grę. 

Bolesnym jest zrozumienie, że nie ma się żadnej kontroli nad człowiekiem, którego upchaliśmy w rolę swojego wewnętrznego teatru. Ta osoba się NIE ZMIENI, to tylko my możemy zmieć stosunek do samych siebie i otworzyć na zupełnie nową jakość relacyjną. Zwrócić sobie wolność od obsesji i zacząć wreszcie żyć prawdą, a nie urojeniem.

UCIECZKA OD TRAUMY

Inną pułapką jest odgrodzenie się od bolesnej tkanki w nas samych, co powoduje, iż szukamy ludzi na zasadzie zaspokojenia deficytów, za które jeszcze nie wzięliśmy odpowiedzialności. Innymi słowy,  poszukujemy w innych tego, co powinniśmy najpierw w sobie wydobyć, by stworzyć zdrową relację. Ale, czy to prowadzi do spełnienia? Z czasem pojmujemy, iż kierujemy się brakiem i narosłymi wokół niego tarczami. Gdy je rozbijemy – docieramy do skarbu – mianowicie otwieramy się na relację, która poruszy nasze „demony”, ale są one tylko atrapą, krzykiem dzieciństwa. Nie muszą mieć nic wspólnego z negatywnymi intencjami, które przypisujemy tej osobie.  Ona jest po prostu sobą i obiektywnie nie czyni nam krzywdy.  Dzięki niej odkrywamy zaniedbane obszary własnego „ja” i uczymy się przekraczać sferę komfortu.

Dla przykładu – spotkaliśmy człowieka, który jest bardzo towarzyski, w przeciwieństwie do nas. Jego ekstrawertyzm będzie nas drażnić, jako że my przyjęliśmy wobec świata i ludzi przeciwną postawę (np.  w wyniku traumy relacyjnej). Ale co stoi na przeszkodzie, by uszanować odmienną naturę partnera/partnerki, a nawet z niej skorzystać, wychodząc troszkę ze skorupy ? Czy faktycznie odmienność stanowi zagrożenie? Zazwyczaj boimy się cech, których nie znamy, nie uzewnętrzniamy w codziennym życiu, głęboko stłumiliśmy, nie umiejąc wydobywać z nich pozytywów.

Podkreślam to, ponieważ istotnym jest rozróżnienie naszych nadinterpretacji od faktycznej przemocy psychicznej. Zdolność obiektywnego spojrzenia nabywamy z czasem, im bardziej potrafimy się zdystansować do własnych odczuć, co nie oznacza ich bagatelizowania.  W relacji jaką opisuję, to w naszej głowie tworzą się projekcje. Po ich przekroczeniu, gdy upadnie moc każdej z nich,  otworzymy się na pełne przeżywanie i spełnienie w związku – albowiem nie tylko staliśmy się całością, ale przyjęliśmy w ten sposób całość drugiego człowieka.

Przyjdzie czas, gdy ponownie zanurzymy się w otchłani, która dzieli nas od człowieka pasującego do nas, ale o tym jeszcze nie wiemy. Bywa, że dochodzimy do tej prawdy stopniowo, odkrywając iż nie możemy znaleźć sobie szczęścia z partnerami/partnerkami, których wybieraliśmy cale życie, pod wpływem ucieczki od traumy. Jak się później okaże – ucieczka od traumy prowadzi w samą jej paszczę.

GRA W GONIENIE KRÓLICZKA

Droga do dorosłości jest wyboista. Zarówno mężczyźni uczą się zrzucać swe tarcze/miecze, jak i kobiety. Dojrzałość jest stanem, w jakim nie potrzebujemy używać emocjonalnych gier, które poznaliśmy z wcześniejszych związków i relacji. Nie musimy być gonionym króliczkiem, ani udawać niedostępną księżniczkę, by zmusić księcia do forsowania wieży.

Gdy gramy „niedostępnego” rozkochujemy osobę w grze, jaką prowadzimy, a nie w osobowości, którą ukrywamy. Gdy gra się skończy, przestaniemy być dla tej osoby atrakcyjni.

Gdy postępujemy w niezgodzie ze sobą, udając na przykład niedostępną kobietę, która ogólnie nie wykazuje inicjatywy, tylko jest bierna (mimo, że bardzo chce postąpić inaczej), budujemy relację fałszywą. Co z tego, że damy komuś to, czego on chciał (gonienie króliczka), jeśli nie idzie za tym prawdziwe poznanie wnętrza. Gdy zaś jesteśmy sobą, łamiąc pewne stereotypy społeczne (chyba najpopularniejszym jest „kobieta ma być zdobywana, mężczyzna ma zdobywać”) dokonuje się naturalna selekcja – osoby niezainteresowane odchodzą, a ludzie, którzy szukali takiej jakości, jaką sami reprezentujemy, zostaną. Oszczędzamy czas i energię, gdy wybieramy prawdę.

GNIEW JAKO ODCIEŃ MIŁOŚCI

Jesteśmy tylko ludźmi, dlatego przyjmijmy, że czasem nam „odwala”. Czujemy złość na partnera czy partnerkę, bo nie daje nam czegoś, co sami dajemy, albo po prostu najzwyczajniej oczekujemy. Bliskość buduje się w długim czasie, i na pewno reakcje obronne oraz towarzyszące im emocje – są czymś normalnym. Jeśli przenosimy je w dialog, zdając sobie sprawę, że to nasze – stanowi to oznakę dojrzałości. Dojrzałością moim zdaniem nie jest dążenie do stanu, w którym nie ma trudnych emocji. To drugie jest takie idealistyczne, i może to właśnie generuje konflikt. W końcu rozumiemy, że:

„Staram się być super, a nie wychodzi, bo jednak nie jestem taki. I dobrze, nie muszę być. Ale nie muszę z tego powodu karać osobę, z którą jestem w relacji.”

Jeśli zaakceptuję siebie z tym całym emocjonalnym chaosem, łatwiej mi będzie zaakceptować partnera/partnerkę, który też ma swoje bagaże i swoje piekła. Niektórzy z nas uciekają od relacji, w których są sporne kwestie. Łatwiej zrobić unik, niż budować na zgliszczach. Z czasem przekonujemy się, że gniew jest także odcieniem miłości. Dopóki ją czujemy, dopóty jest szansa na jakąś zmianę (w nas samych również). Oczywiście wymaga to pewnej szczerości w ocenie sytuacji. Wiadomym jest, że drugiej osoby nie zmienimy podług własnej wizji. Ale możemy jej dać czas i przestrzeń by rozwinęła swoje zalety, a nawet do pewnego stopnia skorygowała szkodliwe nawyki. Miłość wymaga cierpliwości oraz mądrego ukierunkowania. Nie ma rzeczy niemożliwych dla niej, o czym świadczą historie ludzi, którzy dokonali inspirującej przemiany.  Wystarczyło, że ktoś ich pokochał i uwierzył w nich. Zobaczył w nich coś, czego sami jeszcze w sobie nie widzieli. 

Rozwijamy się przez relacje, bo przy rozmaitych osobach odkrywamy potencjały i możliwości. Miłość jest szansą odkrycia skarbów i strzegących je smoków. Jest w pewnym sensie „wyjściem z siebie” na rzecz nowych obszarów „ja” i „my”.

Cieniem miłości nie jest złość, tylko obojętność. Złość może być dowodem zaangażowania, którego nie umiemy wyrazić konstruktywnie, tylko używamy sposobów wyuczonych w dzieciństwie. Lepiej jest jednak porozmawiać o tym, co nas złości, niż udawać „twardych” albo też wypierać emocje, bo zaburzają obraz miłości. Niektórzy z nas nie wytrzymują takiej konfrontacji, i uciekają w używki, co też jest zrozumiałe. Przyjdzie jednak czas, gdy wszelkie „ucieczki” od trudnych emocji przestaną „działać” i nie pozostanie nic innego jak zmierzyć się z tym najbardziej demonicznym ale i rozwojowym obszarem relacji.  

PARTNERSTWO

Przemiany zachodzące na poziomie ludzkich dusz owocują jednoczeniem męskiego i żeńskiego pierwiastka w harmonii, zarówno w kobiecie, jak i mężczyźnie. W ten sposób przekraczamy wzory płciowe na rzecz prawdziwej tożsamości. Warto podkreślić, że dotarcie do swej prawdziwej tożsamości pomoże nam budować relację partnerską, opartą na autentyczności. Partnerstwo jest rozwaleniem kajdan – sztywnych, kulturowych ról kobiecych i męskich na rzecz szerokiej gamy człowieczeństwa, gdzie zarówno kobieta, jak i mężczyzna mogą się zachowywać swobodnie, wybierając taki model życia, który jest zgodny z wnętrzem. Nie musi być zgodny z archaizmami kultury/religii, ale nie może też nikogo upokarzać. W relacji partnerskiej, zarówno kobieta jak i mężczyzna dają sobie wsparcie w chwili kryzysu i wymieniają się zadaniami w zależności od potrzeby i sytuacji.

Nie potrzeba tu innych dowodów „miłości”,  poza tym, co najważniejsze – obecnością  na dobre i na złe. Obecność nie wymaga ciągłego przebywania ze sobą, bardziej chodzi o lojalność i szczerość. To na nich wznosi się pałac przyjaźni. Warto podkreślić, że przyjaźń jest manifestacją duchowej świadomości obu stron, a nie tylko jednej. Dlatego pozwalamy komuś być obnażonym i nie czujemy pokusy jego zranienia, by udowodnić sobie władzę nad nim. Samych siebie również nie podajemy na tacy, robiąc z siebie ofiarę „do zjedzenia”, pragnąc mistycznej totalności w wyniku tegoż poświęcenia.

Zdrowym jest posiadanie osobistej, suwerennej przestrzeni – wtedy nie przeszkadzają nam cudze pasje i potrzeby naturalnego oddalenia się, by potem zbliżyć znowu. Dzieje się tak co jakiś czas. Dopasowując się do tego rytmu, możemy harmonijnie tętnić z przestrzeniami innych ludzi, tworząc atmosferę pokoju i różnorodnej jedności.


46925607_124136928487548_242617123388522496_n33erffffffdfafFINISH

Farida Sorana

Jestem trenerką rozwoju osobistego i duchowości, pomagam w pracy z podświadomością i jej programami, obszarem cienia, snami, odnajdywaniem wewnętrznej nawigacji, osiąganiem celów życiowych. Więcej 

Chcesz umówić się na sesję telefoniczną ze mną? Napisz: farida.sorana@gmail.com 🙂

Kategorie: duchowość i rozwój osobisty, miłość, relacje i związki, rozwój osobisty, Uzdrowienie relacji

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s