emocje

Czy przebudzenie uwalnia od negatywnych emocji?

To jeden z mitów duchowości, że przebudzenie ma rzekomo otwierać na stan nieprzerwanej radości, błogości i lekkości. Niektórzy święcie wierzą w to, że negatywne emocje po prostu znikają, bo wszystko zostało już przepracowane, uwolnione, zintegrowane. A człowiek odtąd manifestuje wyłącznie dobro, spotyka samych oświeconych ludzi, bo sam jest oświecony. Wszystko idzie jak z masła, to znaczy przeszkody same usuwają się z drogi.

Nic bardziej mylnego.

To jedna z naiwnych bajek, które mają napędzać ludzi będących w kryzysie. Dać im kolejną pożywkę i nadzieję, że dzięki jakiejś technice duchowej odzyskają stuprocentową kontrolę nad losem.

Ciemność nie znika, bo jest tłem, na którym konstytuuje się światło świadomości.

Integracja Cienia polega na zejściu w głąb siebie i na przyjęciu tych warstw, których wcześniej nie chcieliśmy widzieć, ani słyszeć. Objęcie nieświadomości nie sprawia, że ona magicznie wyparowuje. Ona trwa dalej, tyle że przestaje być wypierana. Umysł zyskuje z nią żywy, bezpośredni kontakt. Nieświadomość indywidualna łączy się z nieświadomością zbiorową, dlatego człowiek nie będzie miał kontroli nad jej istotą, ale może ją prześwietlać i zmieniać jej energie w twórcze dzieło, o czym za chwilę.

Paradoksalnie, emocje tzw. „negatywne” mogą u człowieka rozwijającego się pojawiać wyraźniej, a nawet częściej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie musi to oznaczać regresu, lecz może świadczyć o tym, że psychika odzyskuje dostęp do treści dotąd odsuwanych.

Niektórzy podczas procesu pytają mnie z niepokojem, czy to regres? Czy to normalne, że cofają się do „niskich wibracji”, skoro mieli przecież iść w stronę światła?

Gdy pracujemy nad międzypokoleniowymi wzorcami i sztucznymi rolami zbudowanymi już w dzieciństwie, uwalniamy wielką moc zamrożoną przez urazy i rany. Ta moc nie jest łagodna ani biała, tylko ognista, intensywna, zbuntowana. To zew życia w swojej najczystszej esencji.

Dzięki odzyskiwaniu kontaktu z czuciem możemy wreszcie reagować tu i teraz autentycznie, a nie z opóźnieniem przefiltrowanym przez głowę.

Znacie zapewne trudne sytuacje z życia, w których dopiero po kilku dniach od toksycznego zdarzenia albo dopiero na terapii dowiadujecie się, że zostaliście skrzywdzeni, wykorzystani, zmanipulowani. W przebudzeniu rozpoznajecie to od razu, bo ciało przestaje milczeć. Skoro wiecie to od razu, zyskujecie wybór tu i teraz. Możecie wycofać się, zanim stracicie kawałek siebie albo narazicie na kolejne zranienie.

Trauma zapisuje się nie tylko w narracyjnej pamięci, lecz także w reakcjach układu nerwowego, napięciu, odruchach obronnych i sposobie przeżywania świata. Dlatego gdy zaczynamy znów czuć lęk, złość, rozdrażnienie, sprzeciw, odpychanie, nie musi to być oznaką upadku, lecz może świadczyć o wzroście świadomości w obszarze, do którego wcześniej umysł nie miał dostępu.

Kiedy zaczynamy czuć dyskomfort i sprzeciw w duszącej, wypracowanej od dziecka roli, to jest sukces. Ciało przekazuje komunikaty niewygodne dla umysłu, przyzwyczajonego do dziecięcej pasywności. Dzięki temu człowiek może zdać sobie sprawę z tego, że w jakiejś relacji przekraczana jest osobista granica, że gra kogoś innego, albo działa z kalkulacji, a nie ze szczerości. W negatywnych odczuciach może ujawniać się to, co Winnicott nazywał fałszywym self. Dopiero gdy go poczujemy, możemy się zreflektować i wybrać inaczej.

I to jest sedno. Przebudzenie prowadzi do pełniejszego kontaktu z umysłem, ciałem i duchem. Wraz z uważnością poszerza się wachlarz świadomego wyboru, który wcześniej był dla nas uśpiony, zamrożony, schowany za kurtyną Cienia.

Błogość istnieje, ale nie jest miernikiem

Stany błogości są prawdziwe, ale nie są wieczne. Nie pojawiają się też u każdego przebudzającego się adepta. Nic nie szkodzi, bo nie są one celem duchowości, ale jednym z jej możliwych skutków.  Gdy przebijemy się przez warstwy nieświadomości, naturalnie otwieramy się na głębię Jaźni. Przez chwilę dane jest nam mistyczne doświadczenie wszech-miłości, opiekuńczości tej duchowej Obecności, z którą jesteśmy połączeni, a zarazem stanowimy wobec niej osobny podmiot w dialogu miłości. Ale ten szczytowy moment doświadczenia transcendencji mija. Potem wracamy do siebie.

Kluczowy jest ostatni etap duchowości, zwany uziemieniem. Uziemienie polega na tym, że zataczasz koło i znowu jesteś tylko człowiekiem w tej twardej, brutalnej niekiedy rzeczywistości.

Zmienia się jednak twoja świadomość, wiedza o sobie, stosunek do cielesności i materii. Po dotknięciu Źródła, czy jak kto woli, boskiego pierwiastka, nic już nie jest takie samo.

Miernikiem tej przemiany nie jest całkowity brak negatywnych emocji, lecz zdolność ich obejmowania. Traktowanie z szacunkiem tej części nas, która wreszcie dostała kontakt z „ja” i poczuła się na tyle bezpiecznie, że w ogóle ośmiela się dawać sygnały. Pozwalamy sobie na dostęp do ciemnej strony „ja”, bez której nie ma integracji i przebudzenia człowieka jako Całości.

Na koniec jeszcze małe sprostowanie, bo prawda zwykle leży między biegunami. Nie chodzi w praktyce integracji o zalewanie się emocjami ani o stawanie się niewolnikiem Cienia. To drugi kraniec tej samej pułapki wyparcia. Chodzi o równowagę, tzw. złoty środek, który jest drogą do wolności i zarazem odpowiedzialności.

Uczymy się nie być głuchym na własną ciemność ani nie być przez nią rządzonym, lecz trwać w żywym, świadomym dialogu z nią, podobnie jak ze swoją jasnością, czyli cechami uświadomionymi.

Przebudzenie jest powrotem do ludzkiego doświadczenia w jego pustce i jego pełni. Rozwój świadomości obejmuje więc dwa bieguny: konstruktywny i destruktywny. Błędem dualizmu jest wiara, że da się odciąć od bieguna niszczycielskiego. On powstał także dla celów adaptacji na Ziemi, ponieważ życie i śmierć są odbiciem tej samej Miłości, która nas stwarza, rzeźbi, a także uwalnia z danej formy przez jej zniszczenie.

Podobnie w ujęciu jungowskim archetypy nie są jednoznacznie dobre ani złe. Niosą potencjał zarówno twórczy, jak i destrukcyjny, dlatego integracja treści archetypowych wymaga otwarcia się na ich rozmaite przejawy i uczenia się, jak korzystać z nich wtedy, gdy są potrzebne. Tym jest mądrość – umiejętność używania różnych narzędzi dla ochrony dobra.

Praca nad sobą prowadzi do większej pojemności „ja” i tym samym poszerzenia się wachlarza możliwości. Chodzi o to, które energie wybierzesz i urzeczywistnisz w życiu.

Dlatego wiele tradycji duchowych i filozoficznych mówiło o człowieku jako o istocie, która na podobieństwo Stwórcy współtworzy rzeczywistość na ziemi. Gdy rządzi nim nieświadomość, jego tworzenie może stać się źródłem cierpienia, szkody, okrucieństwa. Gdy odzyskuje kontakt ze swoim wnętrzem, może działać bardziej autentycznie, przewidująco i w imię wartości wyższych, które są przekroczeniem ślepych odreagowań.

Duchowość nie jest oparta na nagradzaniu człowieka rozwijającego się, wręcz przeciwnie, otwiera go na większą otchłań i większą świadomość siebie w tej otchłani. Tym jest usamodzielnienie.

Zgadzasz się?

❤️

Farida Sorana


Jestem psycholożką, terapeutką, autorką książki o archetypie Cienia i procesie stawania  się Całością – „Mandala Cienia” . Pomagam przejść przez kryzysy i ciemne noce, odkrywać siebie i swoją Drogę.  Od 15 lat towarzyszę klientom w procesach przebudzenia i transformacji życia.

👉 Potrzebujesz wsparcia i chcesz umówić się na sesję online?

Grafika wektorowa Poczty elektronicznej, obrazy wektorowe ...Napisz emaila na psycholog@farida.pl albo wypełnij formularz:

farida.pl/sesje-online 🙂


Odkryj więcej z Ciemnanoc.pl

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: emocje, Integracja cienia, Praktyka duchowa, przebudzenie, pułapki duchowości, Rozwój duchowy, rozwój osobisty

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Zostaw odpowiedź