Podczas ciemnej nocy życia dochodzi do nas, jak bardzo jesteśmy samotni i zduszeni w środku, pomimo posiadania relacji rodzinnych. Budzimy się z kokonu iluzji i uzmysławiamy sobie, że nigdy w związkach nie było miejsca na naszą prawdę i oddech.
Znasz to ? Gdy lękasz się swojej mocy, wikłasz się w relacje z ludźmi, którzy tej mocy nie akceptują, a nawet czują się nią zagrożeni. Kiedy szczerze wyrażasz siebie, oni oczekują twojej uległości. Reagują zaprzeczeniem, a nawet próbują Cię uciszyć, gdy tylko odważysz się postawić granice w sprawach dla Ciebie ważnych – mimo że obiektywnie nikogo tym nie krzywdzisz.
Jak to się zaczęło?
Gdy wynieśliśmy z dzieciństwa niską samoocenę i brak poczucia bezpieczeństwa, bardziej zależy nam na aprobacie otoczenia niż na wierności sobie. Rezygnujemy z siebie, z wyrażenia potrzeb i granic „dla świętego spokoju” albo „żeby nie odeszła / nie odszedł”.
Czy na takich fundamentach da się zbudować coś prawdziwego i trwałego?
Ciągłe poświęcenie, ustępowanie czy uleganie komuś jest wyniszczające i dalekie od partnerstwa. To może prowadzić do destrukcji. Wszak krzywdzimy siebie i drugą osobę, gdy pozwalamy, żeby relacja przypominała układ rodzic-dziecko. W takich układach jedna strona dominuje nad drugą.
Partner czy partnerka – jak sama nazwa wskazuje – nie powinni pełnić roli rządcy ani poddanego we wszystkich obszarach życia. Współudział obu stron w emocjonalnym drenowaniu przypomina bardziej mechanizm uzależnienia niż świadomy związek.
Partnerstwo
Partnerstwo to współpraca, docenienie kompetencji i zaufanie drugiej osobie. Sztuką jest rozwijać siebie i jednocześnie pracować nad relacją. Wymaga to korygowania zachowań, które są raniące – zarówno swoich, jak i drugiej osoby. Nie da się uniknąć bólu, jeśli tworzysz związek z drugim człowiekiem, ale złotym środkiem pozostaje asertywność.
Asertywność to komunikowanie swojego sprzeciwu z zachowaniem szacunku dla siebie i drugiego człowieka. Przykładowo, zamiast powiedzieć „jesteś zła”, możesz powiedzieć „twoje zachowanie mnie zabolało i nie zgadzam się na takie traktowanie”. Mamy prawo oceniać czyny drugiego człowieka, ale nie jego wnętrze. Przecież na trafną ocenę intencji potrzebujemy zazwyczaj więcej czasu.
Piękna i bestia
Ludzie emocjonalnie dojrzali popełniają błędy, ale są gotowi przekraczać swój egoizm i dawać sobie nawzajem wsparcie. Zauważają swoje mechanizmy obronne i potrafią powstrzymać się od „ataku” na drugą osobę, gdy ta nieświadomie uruchamia ich triggery.
Z czasem obie strony poznają swoje „demony” i oswajają je – tak jak w bajce o Pięknej i Bestii. Okazuje się, że nasze bestie nie są tak straszne, pod warunkiem, że wiemy, jak sobie z nimi radzić. Żeby uporać się z cieniami i urazami z przeszłości, które czasem wybijają, trzeba rozwijać autorefleksję. Autorefleksja to w zasadzie najważniejsza rzecz, bez której nie da się tworzyć autentycznego porozumienia z innymi.
Tymczasem część osób tworzy relacje pragmatycznie – opierając je na zależności, a nie na szczerej rozmowie, w której trzeba odsłonić swoje zamiary. Niektórzy ludzie żyją niejako w wyparciu swojego wnętrza, utożsamiając się z maską, zwaną personą. Gdy nie są w stanie budować bliskości, próbują w inny sposób uwikłać drugą osobę np. przez dobra materialne lub manipulację. Niektórzy wprost mówią o zniewalaniu drugiej płci siłą, tak jak działo się to kiedyś w historii ludzkości.
Wielka próba i kryzys relacji
Żyjemy w czasach wielkiej próby, ponieważ obie płcie mogą w większym stopniu decydować o sobie. To weryfikuje sposób, w jaki traktujemy drugą płeć. Okazuje się, że nosimy pustkę w sercach i ta pustka rządzi naszymi motywami miłości. Oczekujemy, że druga osoba zapełni naszą dziurę, ale to się nigdy nie wydarzy. Druga osoba nie jest obiektem, tylko podmiotem.
Do tej pustki przyczyniły się z pewnością pułapki romantycznych wierzeń, których sami staliśmy się ofiarami. Uwierzyliśmy w piękne słowa kogoś, nie wiedząc, że to tylko wyuczona i cyniczna strategia rozkochiwania. Tragiczne skutki wykorzystania obserwowaliśmy też w relacjach naszych rodziców. Nie dziwi zatem, że część z nas nie chce powtarzać ich losu.
Wielu z nas przekonało się, że fakt, że ktoś szuka relacji z nami, nie oznacza jeszcze, że mu uczuciowo zależy. Może pragnąć niesymetrycznej korzyści i tego, co ochoczo dajesz, bo tak zostałeś wytrenowany w dzieciństwie (dysfunkcyjna matka, niedostępny ojciec). Taka osoba może na przykład wykorzystywać relację do dowartościowywania się, udowadniając, że jest „lepsza”, co objawia się regularną dewaluacją i krytyką twojej osoby.
Na początku zupełnie się tego nie spodziewałeś. Dopiero po okresie miłosnych uniesień przychodzi ten etap relacji, gdy poznajesz prawdziwe oblicze człowieka. Wtedy możesz zdecydować, czy go kochasz pomimo wad, czy kochałeś tylko wyobrażenie.
Aspekty miękkie i twarde
Osobę zintegrowaną poznasz po tym, że ma uświadomione swoje słabości i kompleksy, więc nie musi nikomu nic udowadniać. Szuka w relacji partnera, a nie kogoś, nad kim mogłaby się pastwić. Pod takim zachowaniem nierzadko kryje się lęk przed obnażeniem własnej wrażliwości. Osoba, która nie radzi sobie z lękiem, ucieka albo atakuje pierwsza, zanim sama zostanie zraniona.
Dlatego właśnie otwarcie się na aspekty tzw. miękkie wymaga większej odwagi niż jakiekolwiek machanie mieczem. Niestety, w naszej cywilizacji – autorefleksja, inteligencja emocjonalna, empatia, wrażliwość, bezpieczna komunikacja, regulacja emocjonalna – dopiero teraz zaczynają być szerzej komunikowane i doceniane.
Wcześniej o sukcesie jednostki przesądzały aspekty twarde, takie jak decyzyjność, siła przetrwania, bezwzględność, zorientowanie na cel, zadaniowość, wytrwałość, strategiczność, waleczność, przebojowość itp.
Przeżywamy kryzys relacji, bo część z nas nie jest w stanie zaimponować wyłącznie zasobami, które posiada, a które w dawnych czasach wystarczały do bycia atrakcyjnymi. Dziś uczymy się nowych rzeczy w porównaniu z przodkami, którzy mieli inne wyzwania.
Nie ma w tym niczyjej winy, że kryteria atrakcyjności się zmieniają. Doświadczamy plusów i minusów dobrobytu społecznego, na który pracowały pokolenia przed nami.
Emocjonalna więź w miejsce trybu przetrwania
Można zauważyć, że w związkach partnerskich stawiamy coraz bardziej na emocjonalną więź, przyjaźń i wzajemność, a nie na zapewnienie sobie przetrwania, jak kiedyś.
Tylko jak poznać osoby, które kierują się tym pierwszym?
Właściwe osoby – nadające się do dłuższej i satysfakcjonującej relacji – poznajesz po tym, że akceptują Twoją moc i nie czują się nią zagrożone. Same osiągnęły taki poziom szczerości ze sobą, że pragną tego dobra także dla ciebie.
A nawet paradoksalnie… są dumne z tego, że żyjesz i spełniasz się wielowymiarowo, a nie tylko wisisz na ich aprobacie i realizujesz schemat służalczości w zamian za uczuciowe ochłapy.
Te uczuciowe ochłapy znamy dobrze z relacji z ludźmi zatrzymanymi na etapie dzieciństwa i współzawodnictwa. Dla takich osób relacja staje się polem rywalizacji:
„Nie pozwolę Ci być lepszym, bo Twoja lepszość będzie dla mnie zagrożeniem.”
„Muszę nieustannie testować swoją siłę na Tobie, bo nie jestem jej pewny w sobie.”
Znacie to, prawda? Na przykład rywalizacja w związku damsko-męskim. Kto jest bardziej wrażliwy, a przez to szalony, kto jest bardziej logiczny, a przez to ma zawsze rację. Kto więcej zarabia, więc rządzi, a kto jest bardziej opiekuńczy z natury, więc powinien zajmować się dziećmi i domem. Cóż, XXI wiek, a wciąż nie umiemy zrozumieć, czym jest partnerstwo kobiety i mężczyzny oraz tzw. płeć społeczna.
Zbiorowa integracja Animy i Animusa
Kultura przez wieki ograniczała możliwość rozwijania potencjałów jednostki w zgodzie z jej faktycznymi talentami. Zamiast tego zmuszała ludzi do odgrywania ról sztywno przypisanych przez system, wspierając głównie tych, którzy posiadali władzę i pozycję na szczycie hierarchii.
Dziś mamy powiew większej wolności i różnorodności, ale to nie oznacza, że nasze demony zniknęły.
Mężczyźni coraz częściej uczestniczą w wychowywaniu potomstwa, co może uwalniać i uzdrawiać ich emocjonalność, czyli tzw. „wewnętrzne dziecko”. Bycie ojcem może pogłębiać ich męską tożsamość i sprzyjać większej otwartości na mówienie o tym, co czują, co ich boli i co ich dotyka. Niestety, część populacji wciąż nie akceptuje tej wrażliwości, ponieważ mentalnie jest w starej epoce „twardych mężczyzn, którzy nie płaczą”.
Kobiety zaś zyskały nieporównywalnie większy dostęp do edukacji i samorealizacji zawodowej niż kiedykolwiek w historii ludzkości. Mają głos i obecność publiczną, choć wielu osobom to się nie podoba.
Istnieją ludzie zaborczy i zazdrośni, w których szczególnie wyraźnie ujawnia się cień zbiorowy. Czują niepokój i złość, widząc, że inni robią to, co chcą, i są spełnieni. Być może sami w środku nie dają sobie takiej wolności, dlatego wolą odbierać ją innym?
Moim zdaniem będzie dochodziło w tym obszarze do coraz większego rozwarstwienia – na ludzi postępowych i współodczuwających, którzy wyprzedzają swoją epokę, i ludzi traktujących empatię jak słabość, którzy pragną, by wróciły stare czasy brutalności, w których mogliby się wykazać.
Cień zbiorowy
Mity kulturowe z jednej strony pomagały rozwijać tożsamość, a z drugiej przez tysiąclecia utrwalały ograniczające wzorce. Ich dziedzictwem są między innymi wielopokoleniowe traumy, zdławiony krzyk i agresja wynikająca z frustracji oraz braku możliwości realizowania tego, co w duszy wołało. Warto zobaczyć, że wciąż wybijają nam trucicielskie przekonania – w relacjach, w postrzeganiu płci przeciwnej, a nawet w stosunku do siebie. Mamy zalew niechęci i odrzuceń z wielu stron, co wskazuje na pewien mentalny regres.
To eskalacja cienia zbiorowego, która zmusza nas do szukania prawdy o sobie, a także o swojej poszerzonej męskości i żeńskości. O tym właśnie opowiada psychologia głębi, dlatego warto przytoczyć jej perspektywę, bo pomimo zmieniających się czasów pozostaje niezwykle uniwersalna.
Jeśli mężczyzna dewaluuje kobiecość, może jednocześnie pozostawać w konflikcie z tymi jakościami własnej psychiki, które reprezentuje Anima. Męskość, która ma dostęp do swoich uczuć i cech miękkich, może tworzyć bardziej satysfakcjonującą relację z żeńskością – zarówno w obrębie własnej psychiki i cielesności, jak i w relacjach z partnerkami.
Podobnie jest u płci żeńskiej. Jeśli kobiety walczą z mężczyznami i odrzucają wszystko, co kojarzy im się z męskością, mogą pozostawać w konflikcie z tymi aspektami własnej psychiki, które symbolizuje Animus. Taki konflikt może zubażać relację zarówno ze sobą, jak i z mężczyznami.
Dlatego mizoandria, podobnie jak mizoginia, może być przejawem rozszczepienia i braku kontaktu z podstawowymi figurami własnej tożsamości.
Integracja psychiki i dojrzewanie do relacji
Psychologia głębi C.G. Junga opisuje Animę, Animusa, Cień i Jaźń jako archetypowe aspekty psychiki uczestniczące w procesie indywiduacji. Oczywiście nie muszą się ujawniać w naszym doświadczeniu w sposób linearny (po kolei). W żywym procesie archetypy przenikają się i wzajemnie uruchamiają.
W praktyce mężczyzna otwarty na swój pierwiastek żeński może rozwijać jakości tradycyjnie wiązane z tym biegunem – współpracę, empatię, intuicję i dostęp do własnych uczuć – co poszerza jego możliwości poznawania świata.
Kobieta otwarta na archetyp męski uczy się krytycznego myślenia, samodzielności i odwagi w działaniu, co pomaga jej adaptować się do rzeczywistości.
Paradoksalnie integracja Animusa może prowadzić kobietę do uwolnienia kobiecości, a kontakt mężczyzny z Animą może umacniać jego męskość. Jedno nie wyklucza drugiego. Proces zachodzi symultanicznie – każda z tych jakości może odsłaniać kolejne warstwy Cienia, a praca z Cieniem pogłębia kontakt z drugim człowiekiem.
Integracja powyższych jakości daje poczucie pełni i pozwala wyjść poza schematy narzucone przez kulturę. Tyle że takie postrzeganie człowieczeństwa – jako rozwijającej się całości – wciąż jest rzadkością.
Dlatego tylu jest ludzi, którzy boją się płci przeciwnej. Sami nie osiągnęli jeszcze wystarczającej pewności siebie w obrębie własnej płciowości.
Wybór innych jakości
Ego z nierozwiązanymi kompleksami próbuje sobie tę moc udowodnić, umniejszając płeć przeciwną, zamiast wziąć się za własny rozwój i rozpoznanie projekcji, które tę moc zniekształcają.
Jednakże, im bardziej przekraczamy ciasne horyzonty kultury, tym mniejsza potrzeba atakowania kogokolwiek. Wiemy, że już i tak straciliśmy dekady życia na walkę z wiatrakami.
W młodym wieku uczymy się relacji, popełniamy błędy i poznajemy siebie oraz innych. Z wiekiem stawiamy na emocjonalną dojrzałość, rozumiejąc, że lepiej być samemu niż być wyniszczanym przez otoczenie. Jeszcze lepiej jest znaleźć odpowiednią osobę, która wyznaje te same wartości, i z nią dzielić chwile szczęścia i smutku. Na taką osobę warto poczekać. Ludzie świadomi – niezależnie od płci – potrafią się dogadać i tworzą plemię
Zintegrowany człowiek
Znamy zintegrowanych mężczyzn – silnych psychicznie i z otwartym sercem. Ich wrażliwość jest dopełniona asertywnością, co dla wielu kobiet jest inspirujące i pociągające. Kobiety zintegrowane są równie racjonalne i niezależnie myślące, a jednocześnie empatyczne i troskliwe. To nie są dziewczynki szukające podpórek, tylko kobiety pełne sprawczości i mocy.
Tak naprawdę kompetencje relacyjne obu płci w dużej mierze się pokrywają, choć mogą być inaczej wyrażane. Podobnie kompetencje matki i ojca nie muszą być przeciwstawne – często dotyczą tych samych obszarów troski, ochrony, wsparcia i stawiania granic, choć mogą przejawiać się w odmienny sposób.
Można więc powiedzieć, że osoba dorosła po prostu potrafi korzystać z potencjałów twardych i miękkich, w zależności od potrzeby i sytuacji. Nie jest idealna, ale jest prawdziwa. Pewność siebie, która naturalnie wynika ze spójności wewnętrznej między myślami, czynami i czuciem, może budować atrakcyjność tej osoby.
Wzorce siły i empatii
Mężczyźni i kobiety uczą się ważnych umiejętności od swoich matek, ojców, nauczycieli i mentorów. Obie płcie uczą się zarówno wzorców siły, jak i empatii – żaden z tych zasobów nie jest zarezerwowany wyłącznie dla jednej z nich.
W mechanizmach uczenia przez obserwację uczestniczy między innymi układ neuronów lustrzanych. W języku psychologii głębi można powiedzieć, że kontakt z realnymi reprezentantami określonych jakości ułatwia rozpoznawanie i integrowanie odpowiadających im treści archetypowych.
Bolesnym momentem procesu odzyskiwania siebie jest wybór bycia samemu, bo dokonuje się selekcja wśród znajomych, gdy zaczynasz mówić szczerze i z szacunkiem – i wymagać tego samego w zamian. Na szczęście zintegrowani ludzie istnieją i będzie ich coraz więcej, bo poprzednia epoka i jej kłamstwa odchodzą.
Ale wszystko zaczyna się od pierwszego kroku: decyzji, że wybierasz siebie, bo nikogo nie krzywdzisz swoimi wartościami: prawdą, godnością, spokojem ducha. Zamiast iluzji, która tylko z zewnątrz wygląda bezpiecznie, wreszcie stawiasz na autentyczność i ludzi, z którymi możesz rozmawiać swobodnie o tym, co myślisz, i jak się czujesz.
Bycie szczerym nie oznacza bycia doskonałym i świetlistym, wręcz przeciwnie. To obnażenie siebie, także w swoich wadach i słabościach. Oczywiście nie musisz bezwarunkowo przyjmować słabości drugiego człowieka, bo nie jesteś jego rodzicem. Ale wystarczy, że go nie odrzucasz, tylko wspierasz w procesie zmiany.
Duchowa miłość
Postanawiasz być czule obecny przy nim, ale nie ratować go przed konsekwencjami. Dajesz mu przestrzeń na pracę, jaką sam musi wykonać. Świadoma obecność, dialog i ciągły wybór tego człowieka składają się moim zdaniem na obraz duchowej miłości.
Tak kończy się nasza ciemna noc, gdy nie tylko widzimy swoje cienie, ale i światło, które je tworzy. Biorąc za to odpowiedzialność, łatwiej nam też objąć i zrozumieć drugiego człowieka w tym samym procesie. Wszak poczucia bliskości i bezpieczeństwa nie budujemy wtedy, gdy wszystko się dobrze układa i jesteśmy w fazie motylków i idealizacji, ale wtedy, gdy zaczynają się pojawiać trudności i rozbieżności.
Gdy oboje postanawiamy przejść przez ujawnione cienie, zbliża nas to do siebie i buduje głębszy fundament związku.
Człowiek dorosły, który docenił wewnętrzną wolność i towarzyszącą jej odpowiedzialność, potrafi uszanować tę samą wolność u drugiego człowieka. W ten sposób, przyjmując własny cień, rozjaśnia w tym miejscu cień zbiorowy – dokłada cegiełkę do wspólnego dobra.
❤
Farida Sorana
Jestem psychologiem, terapeutką, a także autorką książki o archetypie Cienia i procesie stawania się Całością – Mandala Cienia . Pomagam przejść przez kryzysy i ciemne noce, odkrywać siebie i swoją Drogę. Od 15 lat towarzyszę klientom w procesach przebudzenia i transformacji życia.
Potrzebujesz wsparcia i chcesz umówić się na sesję online?
Napisz emaila na psycholog@farida.pl
albo wyślij formularz : farida.pl/sesje-online
Odkryj więcej z Ciemnanoc.pl
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.



