kat i ofiara

Jak uwolnić potencjał wroga?

Po wypuszczeniu tekstu o Ofierze, która jest katem, dostałam duży i pozytywny odzew od Was, za co dziękuję. Dziś również podejmę ten temat, ponieważ ostatnio kilka osób zwróciło się do mnie z podobnymi pytaniami,  jak postępować wobec wrogów spotkanych w życiu, rodzinie, czy świecie wirtualnym ? W jaki sposób praktycznie przepracować „cienia”?  I czy przepracowanie go spowoduje, że program kat – ofiara zniknie ? Mam spore doświadczenie życiowe w praktyce integracji ciemnej strony, dlatego podzielę się kilkoma wskazówkami. W programie „kat – ofiara” byłam uwikłana od dziecka, i przenosiłam go też na wymiar duchowy. Dlatego trzeba zachować ostrożność w rozpoznawaniu strategii, którą się kierujemy, gdy np. chcemy na siłę pokochać oprawcę, zmienić go, czy szukać magicznych sposobów na jego odcięcie.

W rozwoju duchowym, konfrontujemy się z tym, co jest nieuświadomione i rządzi naszym życiem. Stykamy się twarzą w twarz z iluzjami, co samo w sobie jest bolesnym doświadczeniem. Bez znajomości zasady luster, będziemy mieć tendencje do obwiniania całego świata o nasze własne problemy, błędy w myśleniu.

Najtrudniej jest przyjąć, że jest w nas potencjał wroga. To pierwszy punkt programu. Drugi – to nauczyć się go używać, ale w pozytywie.

Jeśli czujesz się gotowy do pracy ze sobą – przyjrzyj się cechom osoby, która odgrywa wobec ciebie rolę kata.  Wypisz jego negatywne cechy, a następnie odwróć w pozytywie – to są potencjały ciemnej strony do uwolnienia w tobie. Dla przykładu – jeśli ktoś ciebie od dawna nęka i dręczy, to znaczy, że jest nieustępliwy i walczy o twoją uwagę. Masz wolny wybór czy wejść w jego grę czy nie. Odwrotność pozytywna to dbanie o swój spokój SKUTECZNIE. Wykazując się podobną nieustępliwością, nauczysz się odcinać od osób, które twojego czasu nie szanują. Najgorszym wyjściem jest uwierzyć w swoją misję i próbować zmieniać takie osoby – rzadko kiedy się udaje. Będziemy grzęznąć w coraz większym bagnie, a przecież naszym obowiązkiem jest kochać i chronić siebie oraz swoich bliskich, to po pierwsze. A dopiero później „uświadamiać” otoczenie dalsze, ale w sposób mądry – nie marnując energii na osoby, które są zamknięte w swoim postrzeganiu, bez zdolności do autorefleksji.

A zatem jeśli ktoś jest agresywny w stosunku do ciebie (pomimo, że cię na przykład nie zna),  to oznacza,  że i w tobie jest agresja, którą warto uwolnić i wyrazić w pozytywie – jako zdrową asertywność i umiejętność ochrony swoich granic. Osoba nienawidząca i gardząca tobą, uosabia twojego wewnętrznego krytyka i niedowartościowanie. Trzeba wtedy odkryć drugi biegun tych cech – uwolnić miłość do siebie, pomimo kompleksów. Nauczyć się robić swoje dalej, pomimo hejtera w głowie i w otoczeniu. Z czasem zauważysz postęp. Kiedyś, gdy byłeś krytykowany jako dziecko, mogłeś blokować swoją ekspresję na dłuższy czas.  Pracując nad  uwolnieniem energii jako człowiek dorosły, zauważysz z czasem, że krytyka innych zadziała mobilizująco i w efekcie będziesz mieć jeszcze większą ochotę dzielić się sobą. Akceptując odmienne zdania, dajesz sobie prawo do bycia prawdziwym, zgodnie z zasadą „żyj i daj żyć innym”. Rozumiesz, że nie jest możliwym kontrolowanie reakcji innych ludzi, i że nie jesteś w stanie podobać się każdemu. Szacunek do siebie i innych nie oznacza rzecz jasna zniżania się do poziomu, do którego niektórzy będą próbowali ściągać.

Ciemna strona uczy wychodzić z roli ofiary konkretnie, a nie naiwnie. Tymczasem niektóre osoby rozwijające się duchowo myślą, że jeśli pokochają swoich oprawców to w ten sposób przepracują „program” czy oczyszczą „karmę”.  Jest to cały czas strategia ofiary (na podobnej zasadzie działa też syndrom sztokholmski), tyle że ubrana w duchową filozofię. Otóż powiem przekornie, że nie trzeba kochać swoich fizycznych oprawców.  Czasem przepracowanie wzorca polega na tym, że odważamy się wyjść z postawy emocjonalnych masohistów i ofiar zapatrzonych w swoich katów. To krok do zmiany.

A potem, możemy pokochać to, co wrogowie w nas reprezentują. Tą właśnie energię pod postacią zdrowej asertywności i miłości do siebie warto obudzić, inaczej dotyka poprzez otoczenie. A gdy nauczymy się uwalniać ciemną stronę w pozytywie, paradoksalnie wzbogacenie jestestwa prowadzi do „odpuszczenia win”, ponieważ ta sfera została wypełniona świadomością. Pojawia się wdzięczność za tę lekcję.  Gdy poszerzamy perspektywę, pojawia się naturalna gotowość do prawdziwego wybaczenia wrogom, ponieważ dostrzegamy, że w pewnym sensie byli nauczycielami na drodze. Gdy próbujemy wrogom wybaczyć przed rozpoznaniem ich potencjałów w sobie, może się to okazać nieszczere i w dłuższym okresie czasu wzbudzić frustrację i narastającą (auto) agresję. Etapów w procesie wychodzenia z programu „kat i ofiara” nie przeskoczymy.

Na koniec mała uwaga. W praktyce integracji swojej ciemnej strony, ma miejsce pewien skok w świadomości, nadpisania starych programów „nowym” wzorcem postępowania, co nie powoduje rzecz jasna, że stary program magicznie wyparuje. Z moich doświadczeń wynika, że nic nie wyparuje, bo stajemy się coraz większą całością. I od naszej woli i intencji zależy, z jakich potencjałów będziemy świadomie korzystać. Tak rozwija się umiejętność uważnego postępowania. Podświadomość jest uwikłana w powtarzalności, ponieważ żyje przeszłością, zapisaną w pamięci komórkowej. Dlatego od czasu do czasu może przyciągać sytuacje, związane ze starymi wzorcami. To nie oznacza, że znowu coś mamy przepracować. Raczej zyskujemy wybór, z którego warto korzystać. Pamiętajmy, że ani ofiara, ani kat nie mają tego wyboru bo nie są świadomi programów wedle których działają.

Dlatego, gdy przyciągniemy kolejną sytuację w stylu kat – ofiara, zamiast analizować przeszłość, która już wiele razy  była analizowana, skupmy się na twórczym korzystaniu z potencjałów tu i teraz. Mianowicie wybierzmy sposób, w jaki skanalizować nową energię, która się do nas ponownie dobija. Z programów wychodzi się nie tylko mentalnie, ale i poprzez nowe działania, jako, że przestrzeń materialna jest polem nauki i rozwoju naszych dusz.  Osobiście, energię „przeciwnika” od dawna wykorzystuję między innymi do pisania na temat „ciemnej strony”, „kata i ofiary” jak również innych tekstów, które zrodziły się z tej inspiracji. Jak się okazało, było to bardzo potrzebne i przysłużyło się wielu osobom.  Tak właśnie wydobywamy światło w ciemności rozwijając się i wpływając pozytywnie na innych 🙂 A ty? jak uwalniasz energię swojej ciemnej strony ? 🙂

 

 

5 odpowiedzi »

  1. nie pozwalam wylewac na siebie zalow, pretensjii i zolci, nie slucham juz „przytakujaco” i zeby nie obrazic kogos, jesli ktos nie ma skrupulow w stosunku do mnie to oddaje mu to wszystko co od niego dostaje, nie milcze, nie boje sie, walcze… to jest wlasnie to swiete stawianie granic.. czasami poprostu lagodniej sie nie da, ale mam nadzieje ze coraz mniej bede musiala dzialac w ten sposob 🙂 poza tym obserwuje swoje udczucia, lapie kontakt ze soba mozliwie jak najczesciej, najwiecej do przekazania maja wlasnie te nieprzyjemne uczucia.. konfrontuje sie z nimi.. np. taka zazdrosc wiele razy stracilam poczucie wlasnej wartosci wlasnie przez zazdrosc, ale od kiedy nie ganiam siebie za takie uczucia tylko akceptuje je i przytulam siebie one mijaja, odchodza a ja pozostaje spokojna, a osoba ktorej mialabym zazdroscic wciaz zostaje moim przyjacielem.. uczucie zazdrosci wydaje mi sie jest gleboko zakorzenione jeszcze w dziecinstwie gdzie tak jak w moim przypadku, braki i nie zaspakajanie potrzeb bylo na porzadku dziennym.. teraz ja zaspakajam swoje potrzeby na tyle na ile to mozliwe.. dziekuje za ten tekst i obecnosc x

  2. Bardzo trafne uwagi i cieszę się, że słyszę głos przytomności 🙂 Dodałabym od siebie tutaj jeszcze, że wrogowie faktycznie uczą nas najwięcej – jednak jest to widoczne zazwyczaj z perspektwy czasu…. i przepracowania lekcji, które nam przynoszą. Polegają one między innymi, na opisanym przez Ciebie, Farido, rozpoznaniu ich cech w nas samych. Nie mniej proces rozpoznania jest nieco pokrętny, gdyż fatycznie treści te objawiają się „na przekładkę”. Żeby właściwie je zdiagnozować, trzeba trochę wprawy. Jak się domyślam, nazywasz to znajomością mechanizmu luster 🙂 Myślę też, że kochanie swoich wrogów jest możliwe, jednak faktycznie po tym, gdy zrozumiemy i zintegrujemy lekcję, którą nam dali. Ona polega głównie na tym, by prawdziwe, z godnością pokochać samego siebie.To czasami zajmuje ładnych parę lat, a i tak nie ma gwarancji, że wszystko co ma zostać „przetrawione” wypali się na biały popiół. Jeśli taki proces zostanie przeprowadzony z sukcesem, wówczas mamy również do czynienia ze swego rodzaju „wymianą tożsamości”. W pewnym sensie – patrzy już ktoś „inny” niż ten, który doświadczył cierpienia od swoich tzw. wrogów. Jednak niekoniecznie musi to oznaczać, że w ogóle trzeba mieć ochotę na kontakt z nimi, bądź też odnowienie relacji. Najczęściej jest tak, że rola takich ludzi w naszym życiu polega na tym, by pojawić się, dać lekcję i …. odejść. Przynajmniej takie jest moje doświadczenie … po jednej i po drugiej stronie 😉 pozdrawiam 🙂

  3. Cieszę się, że znalazłem Twojego bloga i że ktoś konkretnie i bez owijania w bawełnę podchodzi do tych tematów. Już dawno zauważyłem, że wszystko nas uczy, co do tego nie mam wątpliwości. Najtrudniejsze dla mnie było zgodzić się z tym, że w większości sytuacji postępuję w sposób przewidywalny i mechaniczny. Nie próbuję z tym walczyć a jedynie dokonywać zrozumienia sytuacji. W praktyce gdy pojawia się możliwość ustosunkowania się do doświadczanych wydarzeń umysł staje się przerażony, bo on nie jest w stanie ponieść odpowiedzialności za to, że kreujemy świat swoimi wierzeniami. Wiara i ujrzenie w drugim człowieku innej wersji siebie pozwala zmienić zachowanie tego człowieka. Gdy nie dystansujemy się od niepożądanych cech i nie projektujemy ich na innych, a jednocześnie skupiamy się a byciu tu i teraz, to człowiek z którym wchodzimy w relacje jest naturalny, a naturalny to znaczy przyjazny.
    Wszelki podział pochodzi moim zdaniem z uznania oddzielających nas myśli za prawdziwe, czyli zło nie istnieje, tak jak potwór pod łóżkiem. To nasze myśli to stwarzają.
    Wszelkie wątpliwości mają swoje źródło w myśli, która chroni samą siebie. Gdy się jej przyjrzeć można dostrzec czego się boimy.
    Zasada lustra to najsilniejsze i najlepsze narzędzie. Trudno myśli „Ja” pojąć w praktyce, że to co się wydarza jest tym czym jesteśmy, więc myśl ta powoli się rozpuszcza. Myśl nic nie wie, jedynie domniemywa, to co stanowi nas potrafi widzieć poza myślą.
    Nie ma dobra ani zła, jest tylko wiara w oddzielenie, które produkuje wrogów. A nawet język którym się posługujemy jest zbudowany tak by z natury dzielić.

    Doświadczyłem tego, że podążając za własnym głosem czasami sprawiam ludziom krzywdę, jestem dla nich tym złym. Nawet ostatnio wyrzucono mnie z pewnej społeczności, bo podważałem ich „niepodważalną” wiarę w istnienie ciemnych sił uprzykrzających im życie, więc zostałem uznany za ciemną stronę.

    Jak uwalniam energię mojej ciemnej strony?
    Staram się zrozumieć co leży u podstaw podziału i patrzeć na sprawy z jak najszerszej perspektywy.

  4. Witaj. Mam pytanie odnośnie tych odwróconych potencjałów. A jak ktoś zapewnia o dobrych intencjach a rani? jednocześnie zupełnie tego nie widząc? Ty cierpisz, a ta osoba jest zdziwiona, bo przecież to co powiedziała to chyba nic takiego… to jaka płynie z tego nauka? jaki jest ukryty potencjał, którym mam zacząć przejawiać?

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s