Dotarcie do Wyższego Ja

Znajdź boski plan w sobie, a życie samo go ucieleśni

12036547_1717847368444326_6126508025562700946_n

Zbliża się Nowy Rok. To czas odejścia starego i narodzin nowego czasu. Narodziny symbolizują nową przestrzeń życiową, szanse i pomyślność w realizowaniu marzeń. Wielu ludzi robi w tym czasie listę zadań. W tej liście wymienione się cele w rozwoju osobistym, zawodowym, uczuciowym. Osobiście, zapał do ich realizacji miałam zazwyczaj tylko w styczniu 🙂 Często jest tak, że mało co się z tej listy spełnia, a życie idzie w zupełnie innym kierunku. Dlaczego więc człowiek ma cykliczną potrzebę robienia tego ? W moim przypadku  dlatego, że nie ufałam wyższemu prowadzeniu, nie ufałam swojej własnej przyszłości.

Plany mogą być odbiciem nie tylko niewiedzy ale i ograniczeń ego. Tymczasem rozwój duchowy zawsze te ograniczenia pokonuje. Dlatego człowiek dojrzewający ma ogólnie zarysowany cel, który wypływa z serca i Duszy, ale szczegóły pozostawia mądremu życiu. Wie, że w przyszłości może mieć inny stan świadomości i wiedzy. W związku z tym potrzeby, jak i wiele okoliczności naturalnie ulegają zmianie, zgodnie z naturą życia, które jest ruchem, płynięciem. Dlatego warto się skupiać na tym, co jest do zrobienia tu i teraz. To, co obecnie wypływa z wnętrza, jak i otoczenia zewnętrznego, jest kreacją gotową do wcielenia w życie.

Żyjemy w kulturze, która gloryfikując indywidualność, odrębność i moc twórczą jednostki na różnych poziomach życia, trochę zapomina o tym, że człowiek istnieje w ramach szerszych sił. Świadomość człowieka (ego) funkcjonuje w ramach szerszej świadomości – nadświadomości – Ducha. Z kolei Ciało człowieka (podświadomość) istnieje w ramach szerszej Materii – życia, świata fizycznego czyli łona Bogini Matki. W jeszcze szerszym ujęciu, Materia jest lustrem Ducha, projekcją Jego umysłu. Jest Jego świątynią i ucieleśnieniem. Przestrzenią Jego wyrażenia się.

Człowiek funkcjonując na granicy obu nieskończonych w swej istocie światów – Ducha i Materii, zachowuje się jak ich niesforne ale i zalęknione dziecko. Próbuje swoich rodziców wytresować, nagiąć do swojej woli, wejść na głowę, zaklinać w rytuałach, zasłużyć na ich miłość, otrzymać dobroć i pomyślność. Innymi słowy, wybłagać cukierki. Znamy to z wychowania każdego dziecka, prawda? Ale nie zauważamy tego, że człowiek dorosły, w kontakcie z nieobliczalnym Rodzicem – Duchem i Materią, powtarza te same wzorce z dzieciństwa.

Wzorce te, są oparte na głębokim lęku przed cierpieniem. Są niewiedzą o naturze duchowej Matki i Ojca. To rodzi nerwicę duchową , ezoteryczną czy religijną. Człowiek próbuje wybłagać czy zaprogramować w różny sposób szczęście, bo nie wierzy w to, że Duch jest Umysłem Inteligentnym i może Go kochać jak swoje dziecko. A przecież Wyższa Jaźń, jako wewnętrzny Rodzic, obraz Boga, wie najlepiej, co jest dobre dla człowieka, bo jest świadomością wyższą i mądrzejszą od ego. Człowiek nie wierzy również w to, że czasem wystarczy nic nie robić, by zostać poprowadzonym we właściwym kierunku, ku swojemu powołaniu – Duszy. O tym paradoksie opowiada chociażby film „Cube”, w którym osoba niepełnosprawna, nie robiła nic by się uratować z morderczej pułapki. I jako jedyna z całego zespołu ludzi, została uratowana. Oczywiście nie chodzi w życiu o to, by dosłownie nie robić nic, bo człowiek jako przedłużenie „Góry”, ma być jednocześnie działaniem Ducha w Materii. Chodzi o zaufanie do Niego i do Niej, o czym opowiadam w wielu moich artykułach.

Jak to działa w praktyce? Opowiem na własnym doświadczeniu. Stosowałam kiedyś różne techniki programowania swojej podświadomości na określone cele. Uprawiałam magię, programowałam amulety, stosowałam różne energetyczne rytuały, odwołując się do żywiołów i bytów duchowych, by osiągnąć spełnienie swoich planów. Przekonałam się, że niektóre z tych rzeczy się wydarzały a niektóre nie. Wśród rzeczy, które się wydarzały, większość prędzej czy później rozpadała się jak domki z kart. Nie rozumiałam dlaczego tak się dzieje i nerwowo szukałam kolejnych sposobów na osiąganie celów, nie widząc zupełnie tego, jak wielki brak zaufania, lęki i pragnienie kontroli przemawiały przez moje intencje.

Ostatecznie, na dnie mojej osobistej ciemnej nocy, wiele rzeczy na różnych poziomach życia legło w gruzach, bez względu na moje starania. Mój Duch zaczął się przebijać przez to wszystko, co zostało zniszczone, otrzymując wreszcie przestrzeń do wyrażenia siebie. Zaczęłam powoli rozumieć, że moje życie zawsze było w rękach mojej Jaźni. To On kierował mną od samego początku, jak swoim dzieckiem, pozwalając mi także na różne głupstwa.

Pozwalał mi popełniać błędy, ponieważ w błędach jest ukryta wiedza, która zaprowadziła mnie do tego miejsca, w którym jestem. Nic z tego co przeżyłam, nie było przypadkowe i daremne. Czuwał nade mną w każdym piekle jakim byłam, obojętnie czy fizycznym, psychicznym czy duchowym. Był przy mnie, gdy wyłam w nicość i pustkę, albo gdy widziałam już tylko dręczące cienie i demony. Balansując na skraju przepaści, On był tą siłą, która pozwalając mi to robić, jednocześnie dbał o to, bym nie upadła.

Dzięki Jego żywej obecności, jaka się wyłoniła z pustki, zaczęłam powoli wychodzić z nocy i stanu śmierci psychicznej, rodząc się do nowego życia. Życia bez lęku, bez pragnienia kontroli, oddanemu cudownemu prowadzeniu Ducha. Będąc już w świadomym kontakcie z Nim, słysząc Jego myśli i rozumiejąc wizje i symbole jakie mi zsyłał, zaczęłam zadawać Mu różne pytania, chcąc uporządkować swoje doświadczenia. Chciałabym się z Wami podzielić tym, co mi przekazał pewnego razu. Nie musicie się z tym zgadzać. W moim przypadku – trzymając się tej perspektywy zauważyłam, że się sprawdza w życiu. Zapytałam Go:

– Dlaczego pewne rzeczy się spełniały w wyniku moich działań energetycznych, magicznych itd, a inne nie ?

W pierwszym przypadku – wyczuwałaś moją wolę, która i tak by się dokonała, bez względu na Twoje starania magiczne . W drugim przypadku Twoja wola nie była zbieżna z moją, dlatego się nie spełniła. Ja jestem przyczyną, Ty jesteś skutkiem.

– To znaczy, że człowiek nie ma wolnej woli ? – zapytałam zdziwiona.

Człowiek ma wolną wolę, ale w ramach woli wyższej. Ona przez niego przemawia i jest jego powołaniem. Dzięki wolnej woli, człowiek może decydować, jak urzeczywistnić na ziemi wolę wyższą. Ma prawo popełniać błędy i uczyć się swoje powołanie wyrażać coraz doskonalej, osiągając mistrzostwo w przemianie rzeczywistości.

Zrozumiałam wtedy, że walcząc całe życie z „wolą wyższą”, próbując ją nagiąć do woli swojego ograniczonego, zalęknionego i znerwicowanego ego, na własne życzenie wchodziłam w różne piekła. W takim stanie, spełniało się  to co fałszywe, co było efektem mojej niewiedzy i błędnych założeń na temat rzeczywistości.  Nieszczęścia, które mnie dotknęły, okazały się w efekcie otwarciem nowej przestrzeni życiowej, kopalnią pozytywnych potencjałów. Zrozumiałam, że istnieje siła wyższa, która kieruje moim życiem. A w jej kategoriach myślenia, nie istnieje dobro i zło w sensie dosłownym. Za to istnieje miłość i jej surowe, wychowawcze aspekty, których celem jest korygować i mobilizować ego do przekraczania granic. Przekonałam się o tym, że czas odpuścić i zaufać swojej Jaźni. Przestać na siłę forsować rzeczy, które wcale nie były moim powołaniem, jedynie stratą czasu, bo i tak nie dały mi żadnego spełnienia.

Nauka zaufania Rodzicowi polegała na tym, że miałam po raz pierwszy świadomie iść w kierunku, który On mi wskazywał. Pomimo, że wydawało mi się to absurdalne i odbiegające od tego, do czego dążyłam wcześniej. Przekonałam się, że poczucie absurdalności było jedynie iluzją ego, jego naturalnym buntem przed „wolą wyższą”, syndromem jajka mądrzejszego od kury. Krok po kroku, cele wskazane mi przez Rodzica, urzeczywistniały się w sposób niesamowity na zgliszczach starego życia. Zaczęłam odkrywać potencjały duchowe w sobie i podążyłam za tym . Towarzyszyła temu nauka symbolicznego odczytywania snów, przekazów, wizji jak również wydarzeń życiowych. Zauważyłam szybko, że to co dzieje się w moim życiu wewnętrznym, potwierdza w życiu zewnętrznym. Innymi słowy, zasada jak na górze tak i na dole jest prawem Jaźni,  zasadą fraktalnej budowy mikro i makro kosmosu. Wsłuchując się w siebie, zaczęłam dostrzegać, jak otrzymuję rezonujące odpowiedzi z otoczenia.

Dla przykładu – Duch zsyłał mi wizję czy mówił do mnie, a ja w zachwycie doświadczałam dalszego rozwinięcia w życiu, poprzez pojawienie się natychmiastowych odzewów – niesamowitych „zbiegów okoliczności”, odpowiednich ludzi, słów, wiedzy, wydarzeń. Gdy muskał mnie po twarzy i mówił, że mnie kocha, synchronicznością czyli potwierdzeniem dodatkowym, było otrzymanie spontanicznych słów miłości od innych ludzi, w tym samym niemal czasie. To zdumiewało mnie, ale i było dowodem na to, że funkcjonujemy w Umyśle Zbiorowym. Każdy człowiek jest indywidualnym wyrażeniem, unikalnym aspektem tego Umysłu Zbiorowego (Zbiorowej Świadomości), nawet, jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy.

Zaczęłam widzieć wyraźnie, że życie jest dialogiem góry (Ducha) i dołu (Materii). A ja nie muszę nic więcej robić, poza pójściem za tymi znakami, wzięciem udziału w tańcu, mistycznej tantrze moich Rodziców – Boga i Bogini – Ducha i Materii.  Jako pomost góry i dołu, rolą człowieka jest stać się ich miłosną tęczą. Ta perspektywa okazała się dla mnie prawdziwą magią, żywą medytacją, ucieleśnioną modlitwą, która nie potrzebuje żadnych próśb, bo w swej istocie jest już ich spełnieniem.

Przestałam narzucać sobie wygórowane cele, po prostu zaczęłam wykonywać to, co na dany dzień wypływało ze mnie. Nauczyłam się wsłuchiwać w siebie i rozpoznawać kiedy jest odpowiedni czas na zrobienie danej rzeczy. Wcześniej, zawsze siebie do czegoś zmuszałam. Nie potrafiłam odpoczywać, bo czułam się „winna”, że nic nie robię. Miałam poczucie, że jeśli nie działam, to coś tracę. Nie potrafiłam się cieszyć chwilą, ponieważ bałam się, że za chwilę dotknie mnie nieszczęście. Ze strachu więc próbowałam siebie tresować. Innymi słowy, uprawiałam przemoc na sobie, swoim umyśle i podświadomości. Naiwnie wmawiałam sobie, że to jest rozwój.

Zrozumiałam, że rozwój duchowy zaczyna się wtedy, gdy człowiek kończy swoje oczekiwania na temat życia, Boga, siebie samego. Otwiera się na cudowne nieznane, melodię swojej Duszy, która dla ego będzie zawsze przekraczaniem granic swojej świadomości i formy wyrażenia się. Dusza jest planem boskim, w jakim świadomość człowieka może się odnajdywać coraz głębiej i szerzej.

Dlatego na zakończenie, życzę sobie i Wam, trochę na przekór noworocznym trendom 🙂 – nie robienia planów na wyrost, bo po co się potem frustrować, gdy życie pokazuje co innego :). Życzę uwolnienia się od przymusów i wsłuchania się w siebie, w spokoju, akceptacji i zaufaniu do Jaźni. Z czasem przyjdzie szersze rozpoznanie i skuteczne płynięcie w planie boskim, którego wszyscy jesteśmy częścią. Gdy znajdziesz boski plan w sobie, życie już samo go zacznie ucieleśniać, prowadząc Cię najlepszymi drogami.

50 odpowiedzi »

  1. Przed przeczytaniem tego wpisu rozmawiałem telefonicznie z osobą,która zalecała nie robienia noworocznych postanowień,planów…no i proszę,”zbieg okoliczności”-tu też w życzeniach noworocznych „żadnych planów”;słowem:PUŚĆ,A SAMO PRZYJDZIE…
    Wciągają mnie takie teksty;
    Pozdrawiam… z oczekiwaniem na dalsze tematy.
    Marian vel Mirek

  2. Ale Ty to wszystko świetnie opisujesz, od razu wszystko się porządkuje w umyśle.
    Opisy są rewelacyjne, w kilku miejscach się wzruszyłem, kiedy opis tak doskonale odzwierciedlał moje własne doświadczenie.
    Dziękuję!!! 🙂

  3. Twoja ścieżka Farido, jest już pięknie wytyczona, a ja ogromnie się cieszę czytając Twoje posty, bo one uczą mnie, także i tego, że i moja – ledwie zarysowana ścieżka – pięknie się rozwinie. Rok temu dostałam od mojego Ducha polecenie nauczenia się zupełnie innego sposobu myślenia, a ponieważ się opierałam, to bolało i trwało to AŻ rok. Duch pozbawił mnie złudzeń, rozbił wszystkie mury jakimi się otaczałam, rzucił na dno rozpaczy i nawet trochę mnie w tej rozpaczy „wytarzał”, a na końcu pokazał mi, że 99% tych piekieł rozgrywało się wyłącznie w mojej głowie. Otoczenie ledwie się mną zainteresowało, a ja już prawie chciałam się z pracy zwalniać, żeby jak najdalej uciec od… siebie. Jak już tę lekcję pojęłam, dotarłam do tego cichego, spokojnego miejsca, gdzie pali się Boska iskra. Plany na ten rok? Teraz mam się uczyć nowych form kontaktu z tym, co uniwersalne. A synchroniczności? Czy wiesz Farido, że kilka Twoich ostatnich postów jest dosłowną odpowiedzią na moje pytania i prowadzą mnie po poziomach świadomości, głębiej i głębiej? <3.
    Wróciłam na chwilę do Junga, żeby jeszcze raz dokładnie zrozumieć funkcjonowanie zbiorowej nieświadomości i do Josepha Campbella z jego przeobrażeniem (inicjacją) mitycznego bohatera. Przemyślałam, a na końcu wszystko to odrzuciłam i zostałam z moją Wyższą Jaźnią, z moim Duchem. Ta ścieżka dopiero się nieśmiało rozwija, gdzie ona mnie zaprowadzi…? Już nie mogę się doczekać. I Twoich nowych postów też 🙂

  4. Dziś malowałam tęczę a przed chwilą dowiedziałam się od Ciebie ,że człowiek jest pomostem ,tęczą między duchem a materią,niesamowita synchronizacja :)dziękuję

  5. Przypadki nie istnieją…tak, coraz częściej wychodzę z takiego założenia.. Dziękuję, cudny artykuł..
    Szczęśliwego Nowego Roku 🙂

  6. Pieknie opisane. Lezka w oku sie kreci gdy sobie przypomne jak sie szarpalam i narzekalam na moj los jakis czas temu. Wlasnie gdy zaczelam pisac ten komentarz to przypomnial mi sie moj drugi porod 🙂 Polozne kazaly mi przec i nic z tego nie wychodzilo. Tak jakby caly proces urywal sie w polowie. Widzialam ich zaniepokojone twarze. W pewnym momencie poczulam impuls, sile… i urodzilam bez problemow. To byl wlasnie ten wlasciwy moment. Od niedawna ucze sie ufac i rozumiec, ze nie wszystko da sie kontrolowac. Co ma sie urodzic to sie urodzi gdy przyjdzie na to odpowiedni moment 🙂 Dziekuje Ci Farido za tego bloga i zycze owocnego podazania wraz z WJ

  7. Dziękuje bardzo, zrozumiałam dlaczego nie muszę codziennie ćwiczyć Yogi bo duchowość to nie trenowanie własnego ciała , duchowość to dojrzewanie do miłosnej relacji

    • ćwiczenia ciała są czymś pięknym o ile nie prowadzą do gwałtu na sobie samym 🙂 nie zawsze ciało ma ochotę ćwiczyć i trzeba to uszanować ❤ no i same ćwiczenia nie prowadzą do wzrostu świadomości, musi być współpraca nie tylko z Ciałem ale Duchem ❤

  8. Nie wszystko do końca zrozumiałam, ale chyba nie muszę … Wystarczy, że to czuję 🙂
    Zadziwia mnie to, jak nie ma przypadków. Jak odpowiednie słowa pojawiają się w odpowiednim momencie 🙂
    Dzięki 🙂

  9. Kochana Farido;

    Cieszę się, że trafiłam na twoją stronę. To co piszesz Ja tak mam od jakiegoś czasu. Co prawda pierwszy raz w tym roku zrobiłam plany, a raczej zapisałam to co oczekuje ode mnie moja dusza. Po tym jakie ja sama piekło sobie stworzyłam. Teraz postanowiłam z głębi mojej jaźni wyjść z tego i znowu być sobą. Znalazłam swój boski plan i widzę jak życie i ludzie mnie do niego prowadzą. Ale wiesz mi musiało dojść do tego, że nabawiał sie guza w nadnerczu, żebym to zrozumiała i przeanalizowałam swoje życie.z poziomu wyższej świadomości. Piszesz piękne i wychodzące z głębi twojej jaźni artykuły. Widzę to moimi oczami. Podobnie jak ja otrzymujesz sygnały i odpowiedzi od wyższego Ja. To jest piękne. Od kilku lat też prowadzę bloga http://zakletewrota.blogspot.com/ .

    • Kochana Syllo, każda ciemna noc poprzedza dzień,… ja też przeżyłam nieszczęścia, które mnie kompletnie dobiły, zniszczyły. Ale dzięki temu przewartościowałam wszystko 🙂 Drogi mamy podobne, w końcu jeden Duch rozszczepia się w nas na różne kolory 🙂 pozdrawiam serdecznie ❤

  10. Przepięknie napisane, ja całe życie planowałam np. przeczytałam w gazecie lub internecie że kasza jaglana jest zdrowa to ją jadłam na słodko codziennie rano przez trzy lata aż nie mogę teraz na nią patrzeć, tak samo było z ćwiczeniami, no wszyscy mówią że fitness to idę na fitness a tak mi się nie chciało ćwiczyć.
    Większość rzeczy zaplanowana, rozpisana na kartkach, jak to mnie męczyło ale wydawało się że bez tego zginę na tym świecie, zapomnę załatwić, coś ucieknie, przepadnie. Bardzo dziękuję za artykuł, czekam na następne i życzę w Nowym Roku dalszego rozwoju

  11. Tak pięknie opisałaś, że ON powiedział Ci to, powiedział Ci tamto… z jednej strony mam żal, bo do mnie nic nie mówi (a ściślej nic nie słyszę), ale… Przed Nowym Rokiem moja znajoma coach napisała w swoim blogu o „mapie marzeń” – żeby robić, bo to pomaga osiągać cele. Pomyślałem, że jak ją lubię, to kompletnie się z nią nie zgadzam, bo moim zdaniem robienie takich noworocznych map myśli, czy jak zwał to strata czasu i prosta droga do późniejszych frustracji. No i masz…trafiłem na taki oto artykuł. Taki zbieg okoliczności 🙂

    • Wyższa Jaźn może rozmawiac z człowiekiem przez myśli, inspiracje, wizje i sny (człowiek najczęściej to wszystko olewa albo myśli że to jego „wyobraźnia”, tymczasem warto pamiętać, że umysł ego zawiera się w umyśle nadświadomości, więc Duch komunikuje się z człowiekiem poprzez myśli , rozmowę wewnetrzną, wyobrażenia itd.
      Może się też komunikować poprzez materię – świat. I to sa synchroniczności, czyli własnie to, co opisałeś powyżej, gdy dostałeś potwierdzenie swojego wniosku 🙂 nie ma zbiegów okoliczności 🙂 ❤

  12. Piękny i inspirujący tekst. Ja sam wieeele lat temu wszedłem w rozwój duchowy (tak mi się przynajmniej wydawało). Też przeszedłem przez etap stawiania sobie konkretnych celów, ale tylko się umęczyłem i zniechęciłem, niczego bowiem nie osiągnąłem. Zyskałem dużo wiedzy, świadomość też mi się pewnie troszkę rozszerzyła, ale efektów w materii brak, a więc, zgodnie z zasadą „co na górze, to i na dole” (ja ją nazywam świadomością lustra), w moim wnętrzu niewiele się widać zmieniło. To mi uświadomiło, że nie żyję w zgodzie z wolą Źródła, że usiłuję płynąć pod prąd, że mój rozwój duchowy raczej odbywał się przez umysł i ego. Dlatego od paru lat koncentruję się na uzyskaniu kontaktu ze swoim sercem, ze swoją duszą. Niestety, także bez efektów. Nie dostaję żadnych odpowiedzi, nie czuję tej Obecności (zresztą niczego nie czuję), nie mam żadnych podpowiedzi ani żadnego prowadzenia. Jestem jak zabetonowany. Łudziłem się, że w tym artykule znajdę jakiś przepis, instrukcję obsługi, ale wiem już, że nic takiego nie istnieje i każdy musi sam i na swój sposób nawiązać kontakt ze swoją duszą 🙂

  13. Farido, piszesz że trzeba rzucić nałogi i dbać o swoje ciało, a co jeśli się tego nie potrafi. Jeśli nałóg jest silniejszy?

    • Ja jestem typem nałogowca. Gdy zaczęłam świadomie pracować z moim Duchem, on sam wiedział, kiedy będę do tego gotowa. I dał mi znać. I miał rację. Czasem w ciało musi wejsć duch, by ciało dojrzało do zmian, tak było u mnie.

  14. Farido – cieszę się, że trafiłam na Twoją stronę. Odnalazłam tutaj wiele odpowiedzi na pytania. W moim życiu podobnie jak u Ciebie nic nie skutkowało. Próbowałam wszystkiego, by zmienić moje życie na lepsze. Od pewnego czasu dopiero zaczynam to akceptować. Od 2 lat mam sny pełne ssymboli, pracuję nadal ze swoim cieniem. Jestem spokojniejsza. Chciałąby zapytać Cię jednak jakie jest Twoje spojrzenie na pustkę w okół mnie, którą wiem, że sama stworzyłam. Utraciłam mężczyznę ukochanego, nie jestem z mężem, straciłam dom i wszystko, co materialne. Mam dobrze płatną pracę a i nadal, pieniądze „znikają” i jestem na debecie. Pogorszyły się relacje z dziećmi. Pustka to samotność moja…poczucie ciągle odrzucaną przez mężczyzn i pieniądze znikające. Dziękuję już teraz za odpowiedź.

    • Witaj, każda pustka wokół Ciebie jest oczyszczeniem przestrzeni na nową prawdę, nowy początek, wreszcie – Ducha Bożego, który pragnie Cię prowadzić. Żeby Cię prowadzić, musi mieć oczyszczone pole działania 🙂 wszelkie nieszczęścia są tylko pozorne – one mają Cię skierować na właściwy tor ❤

  15. Farido! Nawet nie wiesz jak podziałała na mnie Twoja odpowiedź. Pracuję dużo nad sobą i z moimi dziećmi, ale dotarło do mnie, że wychowana w duchu chrześcijańskim przywiązałam się do „ideałów”. Nie przyjmowałam prawdy o swoich cieniach, traktując je jak obce i demoniczne istoty. Zaczynam siebie odkrywać i kochać na nowo z moimi lękami, problemami. A moje spotkania z WJ są czymś pięknym. Dziękuję Ci!

  16. Witaj Farido:) Czytam i czytam i im więcej czytam tym mniej wiem. W czarnej du.. jestem. Już się zaczęłam nawracać aż trafiłam na to: „Rzekł Jezus: „[..]Temu zaś, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie wybaczone ani na ziemi, ani w niebie”. Nazwałam go nikczemnym, ohydnym i zdemoralizowanym, pisząc ‚dedykacje dla szatana’. I teraz oczywiście myślę, że już nie ma dla mnie ratunku i skończę w piekle, wieczne męki.. Powiedz proszę, że to nieprawda… To wszystko w ogóle mi nie odpowiada. Miałam swojego demonicznego przyjaciela z którym mogłam się bawić,a teraz na kolanach błagać pana i władcę o litość. W sumie mogę, w bdsm się pobawić z Bogiem, a później porzucać w niego śnieżkami. Wykonywać polecenia, a nieszczerze się płaszczyć to co innego. A jak mnie takiej nie chce to ja wcale nie chce do niego iśc i może mnie wsadzać do tego piekła. amen. No to się wygadałam bynajmniej i od razu mi lepiej. Pozdrawiam:)

  17. To ja jestem chyba na takim etapie. Mam ochotę się poddać bo nie widzę rezultatów swoich działań. Wypróbowałam wiele metod i mam jedynie metlik w glowie.Beznadziejna jestem:-) myśl która chodzi mi po głowie odpuść ten rozwój duchowy nie poczujesz,choćby skały sra..Pozdrawiam Fajnego czlowieka

  18. Byron Katie mówiła: pozwól by życie cię żyło…to racja : ) paradoksalnie tak samo łatwe jak i trudne…złożyć z siebie dar życiu. Jest pani dopełnieniem tego co czytam, przychodzi do mnie to juz jakis czas.Brzmi pięknie, ale umysł obejmuje, a ja tego nie czuje…ale to pewnie 1 krok. No cóż, dylemat z poczuciem winy za odpoczynek to moj powszedni chleb : ) dlatego idę się teraz położyć, a co! : ) pozdrawiam.

    • tak, opór umysłu to pierwszy krok do zmiany 🙂 przyjemnego odpoczynku 🙂 serdecznie dziękuję.
      „Pozwól by życie cię żyło” tak, piękne stwierdzenie 🙂 i prawdziwe 🙂

  19. Dziękuję,muszę wrócić do siebie za bardzo zatraciłam się w innych ludziach,nie myśląc o sobie,swoich potrzebach duchowych i materialnych,czuję coraz mniej energii w sobie,czuję że moje ciało się buntuje,a dusza posmutniała. Więcej takich ludzi jak Ty, którzy dzielą się swoimi przemyśleniami i wiedzą i wpąpowują pozytywną energię bo o to właśnie chodzi,aby cieszyć się że słońce wstaje,wyjść i zatrzymać się na chwilę nie robić nic… nie myśleć tylko zachwycić się budzącym się dniem. Pozdrawiam. Kasia.

    • Dziękuję, też miałam taki czas w życiu, gdy wszystko na zewnątrz się wypaliło i trzeba było wejść do środka by poszukać tej utraconej cząstki siebie… a potem uczyłam sie odwagi do tego, by tą cząstkę siebie wyrażać, na przekór wszystkiemu, ale przede wszystkim na przekór siebie 🙂 powodzenia ❤

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s