W duchowości przebudzenie jest niekiedy mylone z wyparciem negatywnych emocji. Wydaje nam się, że jak nic nie czujemy w kryzysowej sytuacji, to znaczy, że wznieśliśmy się nad emocjami, że przepracowaliśmy swoje lustra i niskie wibracje, osiągnęliśmy spokój. Ale ten spokój może też być zasłoną dymną, sygnałem, że w tej części siebie wciąż jesteśmy zamrożeni i śnimy dziecięcy sen.
Być może nie wypracowaliśmy w sobie bezpiecznej przestrzeni na przeżywanie trudnych stanów, bo nikt nie nauczył nas, jak przyjmować ciemną stronę Jaźni oraz – co najważniejsze – jak ją odczytywać i transformować. Złość kojarzy nam się ze złem, z ryzykiem zniewolenia agresją, czymś chorym, zaprzeczającym duchowości. Nic bardziej mylnego.
Duchowość racjonalna mówi nam o tym, że nie ma złych myśli i emocji. Liczy się natomiast, co pod ich wpływem zrobimy. Nie wiemy jeszcze, że dopuszczenie mocy do świadomości, może okazać się ważnym elementem adaptacji i przekroczenia swoich dziecięcych traum.
Idąc tym tokiem, relacja ze swoją emocjonalnością nie polega na tym, by ją ujarzmić, uczynić „ładniejszą”, czy „jaśniejszą”. Bardziej chodzi o to, by ją usłyszeć i zobaczyć, gdzie została naruszona granica, gdzie odebrano nam prawo do bycia sobą, gdzie po raz kolejny próbowano zranić. Dojrzałość nie jest stanem „Nic nie czuję”, „To mnie nie rusza”, „Jestem spokojny jak kamień, gdy ona na mnie krzyczy”, „Wypełnia mnie miłość, gdy ktoś mnie obraża”, tylko zaczyna się od dopuszczenia tego, co boli i odpowiedzi z poziomu Obserwatora.
WALKA Z NEGATYWNYM ODCZUWANIEM
Uzdrowieniem może być odkrycie, że nie musimy karać siebie za naturalne odruchy (np. lęk, złość, unik) w obliczu zagrożenia. Jest to o tyle ważne, bo współcześnie skręcamy niekiedy w tok myślenia sugerujący, że pojawienie się negatywnych odczuć świadczy o jakimś „zaburzeniu”, czy nieprawidłowym schemacie reagowania, pomijając zupełnie obecność szkodliwych wpływów w otoczeniu, które je wywołują i podtrzymują.
W praktyce oswojenia Cienia, rozumiemy, że wyrażenie tego, co nas porusza – nie musi być wrogiem miłości, ale może stać się jej strażnikiem. Nie musi być też klatką, tylko wyborem, co zrobić z mocą, która nas wypełnia. Możemy przyjmować jak dotąd ślepe role trójkąta dramatycznego – Kat, Ofiara, Ratownik, albo wyjść z niego i rozwinąć archetyp Kreatora, który kieruje się większą uważnością w urzeczywistnianiu swej istoty.
Dlatego dojrzewanie emocjonalne nie polega na anihilacji złości, lęku, czy innych niewygodnych emocji, bo jest to po prostu niemożliwe w dłuższym okresie czasu. Dysocjacja – odgradzanie się od cierpiącej, krzyczącej części siebie nie jest celem integracji /przebudzenia, tylko pozostaje mechanizmem przetrwania.
Przebudzenie polega na zwiększeniu w sobie pojemności na wszystko, czego doświadczamy. Chodzi również o uświadomienie sobie, że jesteśmy kimś więcej niż to, co aktualnie przeżywamy. Nie oznacza to unieważniania myśli i uczuć, zwłaszcza tych trudnych do zniesienia, lecz potraktowanie ich jako drogowskazów niosących elementy prawdy i iluzji. Dzięki temu odczytowi budujemy przestrzeń odpowiedzialnego wyboru, który określa naszą istotę na Ziemi.
REGULACJA EMOCJONALNA
W samorozwoju jesteśmy zobligowani do zdobycia wiedzy o tym, jak o siebie zadbać, gdy pojawiają się uciążliwe triggery lub stany krytyczne. Wbrew funkcjonującym przekonaniom nie wszystkie automatyzmy znikają w trakcie rozwoju osobistego. Nie zmienimy dosłownie zapisów z przeszłości, która już się wydarzyła, ale możemy zmienić nasz stosunek do nich. Gdy łączymy umysł z ciałem, możemy przemodelować bieżące interpretacje oraz związane z nimi nawyki.
Z czasem uczymy się traktować emocje jak wewnętrznych sojuszników. Regulacja polega na tym, że nie podążamy za nimi ślepo ani uporczywie ich nie podważamy, lecz dopuszczamy je do świadomości i decydujemy, czy i jak je wyrazić, z zachowaniem szacunku wobec siebie i drugiej osoby.
Wniosek jest taki, że dobrze prowadzone terapie i procesy rozwojowe nie kończą się znieczuleniem w obliczu stresujących sytuacji, wręcz przeciwnie – uwrażliwiają na zachowania patologiczne, które wcześniej uznawaliśmy za normę.
W takiej optyce, błędem jest interpretować negatywne reakcje człowieka na akty dręczenia ze strony otoczenia jako „lustro do przepracowania”, zamiast uznać samo nękanie jako główny problem wymagający nazwania i zatrzymania.
ROZWÓJ INTUICJI
Odczuwanie silnego napięcia i dyskomfortu może być ważnym głosem z wnętrza, mówiącym o tym, że naruszane są wartości moralne, że dzieje się jakaś niesprawiedliwość lub rażąca manipulacja. Czasem jest to sygnał, że osoba, której zaufaliśmy, po prostu wykorzystuje naszą naiwność. W takim przypadku nie jest to „tylko” uciążliwa pamięć układu nerwowego, lecz istotna informacja o tym, co realnie szkodzi tu i teraz.
Ciemna strona, gdy zostaje objęta przez umysł i uszanowana, staje się częścią naszej mądrości i intuicji. Może wówczas słusznie ostrzegać przed niebezpieczeństwem i rzucać światło na rozpoznanie, z kim naprawdę mamy do czynienia.
ZAPRZECZANIE FAKTOM
Wcześniej nasz instynkt oraz rozpoznanie moralne działały wadliwie, ponieważ rozmywaliśmy zagrożenia i ulegaliśmy narracji sprawcy, że jesteśmy „przewrażliwieni”, „histeryczni”, „dramatyzujemy” itd. Jak wielu z Was wie, nazywa się to gaslightingiem. Polega on między innymi na misternym i systematycznym zaprzeczaniu faktom oraz tworzeniu w ich miejsce iluzji, po to, by przekonać odbiorcę, że się myli.
Dzieje się to niestety na wszystkich polach życia – począwszy od relacji z rodzicami, którzy trzymali nas w kleszczach wzajemnie sprzecznych komunikatów („Kocham cię, biję, upokarzam”), aż po obszar rozwoju osobistego. Znamy przecież przykłady „mistrzów”, którzy – poprzez wytykanie słabości – próbują utrzymać kontrolę nad umysłem adepta. Posługują się przy tym argumentami o charakterze sekciarskim, takimi jak: „Nie osiągnąłeś jeszcze oświecenia, więc bądź posłuszny doktrynie”, „Jesteś niegodny łaski, bo niewystarczająco wierzysz w moc guru”, „Twoja krytyka mówi o tobie, a nie o błędzie nauczyciela” itd.
Podobnie jest w związkach, gdy partner lub partnerka notorycznie zaprzecza rzeczom, które robi. Cały system pełen jest dezorganizujących pułapek, ponieważ na tworzeniu określonych interpretacji i utrzymywaniu władzy nad umysłami od zawsze korzystały elity dzierżące władzę i zasoby. Dzieje się to wszędzie tam, gdzie istnieje jakakolwiek hierarchia i układ sił, w systemie polityczno-społecznym, religijnym, rodzinnym, a także we współczesnej branży samorozwoju, w której wmawia się ludziom cele niemożliwe do osiągnięcia i zarabia na ich perfekcjonistycznych dążeniach.
Czasem uprawiamy gaslighting w stosunku do siebie, gdy wmawiamy sobie, że „wszystko będzie dobrze” w relacji pełnej destrukcji. Że druga osoba „tak naprawdę kocha, tylko nie radzi sobie z emocjami, bo miała trudne dzieciństwo, dlatego czasem oszukuje, wyzywa, obraża lub zdradza. A jeśli zmienię swoje intencje i programy podświadomości, to ta osoba też się zmieni”.
Jest to zastępcza forma kontroli, ponieważ w stanie bezsilności chcę wierzyć, że mogę mieć jakiś wpływ na drugą osobę, jeśli zacznę nad sobą pracować. Oczywiście serce chce widzieć w każdym dobro, dlatego w dynamice trójkąta dramatycznego Ofiara, aby przetrwać, uczy się widzieć w swoim Kacie Ofiarę — po to, by móc kochać go bardziej i zracjonalizować przyjmowane ciosy. Jest to jednak złudzenie, ponieważ pozbawia dorosłej perspektywy, która nie pozwala kontynuować wzajemnie niszczących ról.
WSPIERANIE DYNAMIKI PRZEMOCOWEJ
Gdy ulegasz mechanizmom obronnym związanym z uwikłaniem emocjonalnym, niestety karmisz tę grę i jej kłamstwa. Maskujesz własny brak sprawczości oraz niechęć do zadbania o siebie. To nie jest miłość, lecz jej brak w tym obszarze jestestwa. Silenie się na wybaczanie i współczucie, wieloletnie tłumaczenie drugiej osobie, co robi, czekanie na jej zmianę, umawianie jej z terapeutami, by przemówili do jej umysłu i przekonali ją do wyboru dobra, choć pięknie brzmi duchowo, w istocie jest strategią Ratownika. A to nadal trójkąt przemocy.
Empata, żyjąc misją uratowania archetypicznego Narcyza, w końcu sam staje się Ofiarą tych wszystkich lat, w których zapominał o sobie i pozostawał pod wpływem obsesji na punkcie zbawiania drugiego człowieka. Ratownik ma do przerobienia lekcję rozpoznania własnych cech narcystycznych, związanych z głębokim brakiem miłości, a co za tym idzie, z potrzebą kontroli oraz potwierdzania swojej wartości poprzez poświęcenie. Gdy Ratownik rozczarowuje się brakiem wzajemności, pojawia się etap oskarżania, a nawet mszczenia się. W pewnym sensie zaczyna on odbijać figurę Kata i trójkąt się domyka.
Pamiętajmy, że drugi człowiek musi sam chcieć zmienić swoje zachowanie, a jeśli nie potrafi lub nie chce tego zrobić, nie jest naszą rolą, by go zmieniać. Sam fakt, że chcemy robić to za niego, oznacza udział w uzależnieniu od dramatycznych dynamik.
USTALENIE FAKTÓW
Dlatego, jeśli czujemy w sobie narastającą złość i sprzeciw wobec dotąd pełnionej roli, paradoksalnie jest to dobry znak, ponieważ może być objawem budzącego się instynktu samozachowawczego. Warto zatem odczytać swoje emocje nie tylko w kontekście dziecięcych traum i deficytów, lecz przede wszystkim w odniesieniu do bieżących wydarzeń. Przeanalizujmy, co się powtarza w relacji, czego nie widzimy, a co wraca rykoszetem. Rozpoznajmy, gdzie nasz wewnętrzny sprzeciw pozostaje niewyrażony i uporczywie bojkotowany, także przez nas samych. Ustalmy fakty, zanim uwierzymy, że „to my prowokujemy tę osobę do agresji”.
Czasem trafiają do mnie osoby, które wmówiły sobie „problemy do przepracowania”, co bywa tematem zastępczym chroniącym status quo. Przykładowo chcą zmieniać swój sposób odczuwania, uznając go za nieprawidłowy. Pragną przepracować swój Cień i demony dzieciństwa w taki sposób, by nie reagować na zranienia ze strony otoczenia, co stanowi prostą drogę do opisywanej wcześniej dysocjacji, rozumianej jako odłączenie od emocjonalnych i cielesnych sygnałów.
Po głębszej analizie sytuacji osoby te zaczynają rozumieć, że ich emocje są adekwatne i wynikają z uwolnionego wewnętrznego dziecka, które wreszcie ma odwagę się bronić, gdy jego granice są notorycznie przekraczane.
Dorosły nie neguje już swoich odczuć, lecz korzysta z praktyki uważności, wyciąga wnioski z obserwacji i podejmuje wybór moralny. Wybór moralny jest korzeniem duchowości i opiera się na odwadze decyzji, by przeciwstawić się destrukcji.
MORALNE ROZPOZNANIE
W dyskursie samorozwoju czasem relatywizuje się zło, a odpowiedzialność za wyrządzoną krzywdę przerzuca na osobę poszkodowaną („Twoje reakcje ją prowokują”, „Coś w tobie jest do przepracowania, skoro druga osoba cię rani”, „Uzdrów dzieciństwo i swoje programy, wtedy przestanie cię spotykać krzywda”, „Wybacz jej i wyślij energię miłości, wtedy ta osoba zmieni swój stosunek do ciebie”, „To, jak traktuje cię druga osoba, ma związek z tym, jaki jesteś w środku”, „Drugi człowiek tylko cię odbija”, „Twoja dusza chciała, by ten człowiek cię zranił, bo dzięki temu się przebudzisz”).
W duchowości tzw. wolny wybór określa człowieka i kończy jego stan dziecięcy. Sfera decyzyjna jest podstawą dorosłości oraz rozpoznania, kiedy wybór prowadzi do błędu, a kiedy do pożytku. Na tym polega ludzkie doskonalenie i pragnienie, by świat był lepszy. Zaprzeczamy temu, gdy zamiast namierzania zewnętrznych przyczyn i skutków wszystko sprowadzamy wyłącznie do swojego wnętrza. Gdy wciąż chronimy oprawców i bierzemy na siebie to, co mieści się w zakresie ich wolnego wyboru, bierzemy udział w szerzeniu destrukcyjnych postaw.
Oczywiście odwrotność również jest błędem, gdy nie widzimy własnej odpowiedzialności za opresyjne słowa i działania, których dokonujemy. Zamiast tego wygodnie zwalamy winę na innych, czyniąc z nich kozły ofiarne („To przez ciebie nie panuję nad sobą”, „To ty powodujesz, że jestem agresywna/y”, „Trzeba było siedzieć cicho” itd.).
W obu przypadkach jesteśmy daleko od prawdy, ponieważ nie korzystamy z obu biegunów postrzegania, by móc ustalić kierunek etycznego postępowania. Nie ma nic złego w tym, że poszukamy pomocy kogoś, kto spojrzy na nas z boku. Rolą terapeuty czy mentora jest wspieranie człowieka w otwieraniu granic tam, gdzie jest to bezpieczne, oraz stawianie granic tam, gdzie dochodzi do nadużycia. Wymaga to dokładnej analizy faktów, a nie z góry przyjętego założenia, że ktoś jest „nieprzepracowany”, skoro odczuwa lęk, złość czy inne trudne emocje.
Podobnie sama wrażliwość nie jest zaburzeniem. Zaburzeniem jest natomiast chroniczne podważanie własnych odczuć w imię fałszywie rozumianego rozwoju, normalizowanie przemocy, której się doświadcza, oraz tłumaczenie osób, które się jej dopuszczają. Nierzadko przyczyny doświadczanej krzywdy szuka się w samym kliencie i namawia go do kolejnego wglądu w przeszłość, zamiast pomóc mu wyjść z relacyjnego uwikłania tu i teraz.
Gniew, który jest słuszną odpowiedzią na destrukcyjność i uprzedmiotowienie, można urzeczywistnić w asertywnych słowach, chroniących godność i szacunek. Asertywność nie posiada jednak mocy przebudzenia drugiej osoby, choć niewątpliwie ułatwia dialog bez przemocy. Uczymy się transformować trudne emocje w autentyczne komunikaty, aby druga osoba nie musiała się domyślać i tworzyć nadinterpretacje. Uczymy się również odkrywać własny lęk, ponieważ on także zawiera element prawdy o tym, dlaczego nie ufamy drugiej osobie. Warto przyglądać się przekonaniom, które wybielają lub usprawiedliwiają agresywne zachowania („Nie miała tego na myśli, przeniosła na mnie nienawiść do ojca”, „Pewnie miał zły dzień w pracy”, „Nie chciał/a mnie zranić, pewnie uruchomiła się trauma z dzieciństwa”, „W sumie to nic się nie stało”).
Żeby mogło zadziać się prawdziwe uzdrowienie więzi, trzeba nauczyć się korzystać z kompasu moralnego opartego na prawdzie, czyli na rozróżnianiu, co jest realnym szkodzeniem, a co nim nie jest. Zamydlanie tej granicy i branie nadmiernej odpowiedzialności za cudze zachowania jest oznaką regresu do dzieciństwa, w którym czyniliśmy to samo, by przetrwać. Idealizowaliśmy toksycznych rodziców kosztem siebie.
Narzędzia samorozwoju czy duchowości nie powinny zatem służyć adaptacji do krzywdy. Nie dążymy do „naprawienia” człowieka tak, by dobrze się czuł, gdy jest źle traktowany.
Ludźmi duchowymi stajemy się, gdy podajemy rękę słabszym i pomagamy im dźwignąć się z kolan. Nie wtedy, gdy stajemy przeciwko nim, wspierając prawo silniejszego. Dla wielu z nas wciąż nie jest to oczywiste, ponieważ mentalnie nie dorośliśmy jeszcze do przeciwstawienia się strukturze typu dominujący–uległy. Nasz system jest tak zbudowany, że spontanicznie sympatyzujemy z tzw. „silniejszymi” i pod wpływem ich autorytetu jesteśmy skłonni czynić zło. Problemem nie jest rzecz jasna istnienie autorytetu, lecz bezrefleksyjne podporządkowanie mu własnego kompasu moralnego.
Dlatego jednym z celów rozwoju osobistego jest odróżnienie zniekształcenia poznawczego, wynikającego z przeszłych traum, od przekroczenia, które nie powinno mieć miejsca. Nie wszystko, co spotyka nas ze strony drugiej osoby, jest projekcją czy lustrem. Wręcz przeciwnie.
Wiele naszych reakcji wynika z bieżąco doświadczanych manipulacji i urazów. W takim przypadku negatywne odczucia są prawidłowe i mają prawo się pojawić, ponieważ próbują nas ostrzec, ochronić i zmotywować do potrzebnej zmiany. Ich celem jest zmobilizowanie nas do stanowczego zareagowania, a nawet do odejścia, jeśli dominacja ma charakter narastający i zagrożone jest nasze zdrowie.
Farida Sorana
Jestem psycholożką, trenerką rozwoju osobistego i duchowości, autorką książki „Mandala Cienia”, oraz setek publikacji o tematyce rozwojowej. Interesuję się psychologią głębi, metafizyką, antropologią przemocy.
Pomogę Ci między innymi w następujących tematach:
- Wsparcie psychologiczne, doradztwo życiowe, duchowość
- Integracja Cienia, praca z blokującymi przekonaniami umysłu, przebudzenie
- Osiąganie celów, i samorealizacja w zgodzie z duszą, uzdrawianie relacji ze sobą i z otoczeniem
- Wychodzenie z kryzysów, odnalezienie na nowo sensu i kierunku – uwolnienie światła w ciemności
Chcesz umówić się na sesję online?
Odkryj więcej z Ciemnanoc.pl
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.


