duchowość

Zasada lustra i jej przekłamania we współczesnej duchowości

Dziś włożę kij w mrowisko, tym razem na temat popularnej zasady lustra i różnych duchowych ściem z nią związanych. Pracuję z różnymi osobami w zakresie rozpoznania i integracji swej ciemnej strony od  lat. W związku z tym słyszałam też wiele ich przekonań na temat duchowości, która tłumi ogień w imię źle pojętej zasady lustra. Przyznam się, że i ja kiedyś wpadłam w pułapkę idealizowania osób agresywnych, doszukując się w sobie problemu ich spotkania. Dopiero później zrozumiałam, że nie tędy droga. Umysł lubi się samobiczować i szukać w sobie przyczyny wszystkiego, co go spotyka, ponieważ jest to zastępcza forma kontroli – przeniesiona na wymiar duchowy. Niestety, nie ma ona wiele wspólnego z prawami naszej rzeczywistości, która jest kolektywna – a zatem stwarzana przez wybory wszystkich istnień a nie tylko jednostki.

Ściema 1: „Masz nieograniczony wpływ na rzeczywistość, tylko musisz przepracować (zaakceptować) swe negatywne lustra.”

Jednostka, funkcjonuje w hologramie zbiorowym, więc siłą rzeczy będzie mieć ograniczony wpływ na to, co ją w życiu spotyka.  Może za to zadbać o siebie, o swoją przestrzeń życiową (swój indywidualny matriks), rozumieć istotę synchroniczności pozytywnych i negatywnych, wyciągając odpowiednie wnioski na przyszłość. Może nauczyć się twardo stawiać granice w swej przestrzeni i wypraszać ludzi toksycznych, którzy szukają – zgodnie ze swoją naturą – okazji do żeru. Idealizowanie ich i przymykanie oczu na to, co czynią, w imię źle pojętej akceptacji i zasady lustra, niestety burzy instynkt samozachowawczy i cofa ludzi w rozwoju moralnym.

Ściema 2: „Gdy przepracujesz wrogów – swe negatywne lustra, więcej ich nie spotkasz”

Kolejnym przekłamaniem zasady lustra jest naiwna wiara, że „gdy przepracuję cechy swych prześladowców” to więcej już nie spotkam ich na swej drodze. Jest to duchowa ściema, ponieważ nie jesteś w stanie w taki sposób kontrolować świata i wpływać na wybory innych ludzi. Oprócz prawa przyciągania podobieństw, jest też prawo biegunowości i polaryzacji, które powoduje przyciąganie się przeciwieństw. Będziesz więc spotykać różnych ludzi na swej drodze, bez względu na stopień oświecenia, zarówno ludzi świadomych, jak i nie świadomych, przyjaciół  jak i  tych, którzy zapragną być twymi wrogami.  Taka jest nasza rzeczywistość – wielobarwna, nie da się jej zaklinać i uczynić z niej jednej, jasnej plamy. Naszą rzeczywistość przepracować możemy tylko i wyłącznie ZBIOROWO. Duchowość prawdziwa nauczy cię doceniać przyjaciół i nie przejmować się wrogami, bo już będziesz wiedział, jak radzić sobie z ich agresją.

Ściema 3: „Każdy napotkany człowiek przedstawia twoje ukryte cechy, dlatego bądź pokorny !”

Niektóre osoby zajmujące się duchowością, wierzą, że każda napotkana osoba, przedstawia jakieś ich cechy. Zatem, jeśli okrada ich złodziej, to znaczy, że mają do przepracowania cechy złodzieja i powinny z pokorą odnieść się do zła, bo najwyraźniej na nie „zasłużyły”, albo, co gorsza same „tego chciały” (duchowy masochizm). Jest to oczywiście absurdalne i niezgodne z prawdą uproszczenie.

W duchowości wmawianie ofierze traumy, że tak naprawdę ona sama chciała przemocy, że zamówiła sobie tę sytuację z poziomu duszy, albo , ze taka jej karma, to nic innego jak usprawiedliwianie oprawców i zrzucanie pełnej odpowiedzialności duchowej na poszkodowaną osobę, która wedle tych teorii, jest wszystkiemu winna. Znamy to pokrętne rozumowanie choćby z religii, dziś duchowość powtarza dokładnie te same pułapki, tylko w innej otoczce. Nie ma tu za grosz miłości, empatii i prawdziwej odpowiedzialności za cierpienie drugiego człowieka, tylko sadystyczne pogrążanie go jeszcze bardziej.

Jak więc prawidłowo rozumieć zasadę lustra ? Przypomnę, że lustro odwraca kierunki, to znaczy prawe to lewe, a lewe to prawe. Zatem, jeśli spotykasz złodzieja, to po to, by mu się przeciwstawić, wykorzystać jego energię do obrony swej własności. Tym jest odbicie lustrzane – dążenie do pozytywnej równowagi. Lustrzanym odbiciem agresji drugiego człowieka powinna być obrona. Zatem, jeśli spotkasz na swej drodze psychopatę, to nie po to, by stawać się jego ofiarą i umartwiać się, że sam taki jesteś, (mimo, że nie jesteś i doskonale o tym wiesz!) tylko po to, by mieć odwagę stać się jego odbiciem – to znaczy dopełnić go obudzoną zdolnością do ochrony siebie. Odnajdujemy w sobie cechy drapieżnika, po to, by ich użyć w pozytywie – do przeciwstawienia się opresji. Tym jest prawdziwa zasada lustrzanych odbić. W dzisiejszych czasach nie nastawiamy już drugiego policzka, ponieważ, jako ludzie dorośli, żyjący w takich a nie innych warunkach kulturowych, posiadamy nowe możliwości zadbania o swoje dobro i prawa, jakich nie mieli nasi przodkowie.

Ściema 4: „Jeśli przeszkadzają ci negatywne cechy bliźniego, to znaczy, że są one twoje”

Kolejne przekłamanie w teorii lustra dotyczy nie odróżniania faktów od projekcji umysłu. We współczesnej duchowości błędnie się przyjmuje, że „jak coś ci przeszkadza w drugim człowieku, to jest to twój nieprzepracowany problem”. Tak jest, pod warunkiem, że to, co nas drażni w drugim człowieku jest urojone przez nasz umysł, czyli nieprawdziwe. W tym wypadku umysł po prostu dokonuje przeniesienia swych wypartych, nieuświadomionych cech na bliźniego. Ale – uwaga –  bliźni obiektywnie tych cech NIE PRZEJAWIA w swym postępowaniu, tu w materii. Wtedy właśnie możemy mówić o zasadzie projekcji cienia, czyli iluzji, którą tworzy umysł na temat drugiej osoby. Na przykład, drażni mnie w Panu X, że jest wyniosły. Obiektywnie jednak – jeśli stać mnie na taką analizę – odkryję, że on wcale nie jest taki, to mój filtr percepcji zniekształcił jego obraz. W efekcie okazuje się, że to ja się tak zachowuję, mimo, że mogłam mieć o sobie zupełnie inne zdanie.

Z kolei, jeśli bliźni rzeczywiście postępuje wobec nas w sposób wyniosły, pogardliwy, to znaczy są na to niezbite dowody i nie ma tu najmniejszej wątpliwości, że tak jest, wtedy nie ma mowy o zasadzie projekcji, tylko o FAKTACH. Ocena zachowania bliźniego, do której mamy pełne prawo (po to mamy wykształconą ewolucyjnie zdolność rozumowania i odróżniania, co jest korzystne dla życia, a co destrukcyjne) jest w tym wypadku STWIERDZENIEM PRAWDY. Stwierdzenie faktu, który ma miejsce w rzeczywistości, nie mówi nic o naszych cieniach i problemach do rozwiązania. Mamy prawo – ze względu na obudzoną wrażliwość i empatię – do konstruktywnego i odpowiedzialnego krytykowania rzeczywistości wokół, ponieważ jesteśmy wyczuleni na różne harmonijne i dysharmonijne przejawy energii. To naturalne, że przeszkadza nam cierpienie bliźnich, przemoc, agresja, niesprawiedliwość. Nie jest to dowodem nieprzepracowanej ciemnej strony, jak twierdzi wielu adeptów duchowych, wręcz przeciwnie. Jest to dowód na jej udaną integrację, ponieważ ciemna strona w pozytywie to bunt i sprzeciw wobec wszelkiej hipokryzji. Hipokryzja w tym wypadku to iluzje dobra, które tworzy opiumowa duchowość, nie odróżniająca szlachetnego postępowania od przemocy, czystego objawienia Miłości, od jej wynaturzeń i zniekształceń, z których musimy zdać sobie sprawę i nad nimi popracować, by tworzyć postęp życia.

Prawda jest podstawą zdrowej miłości, a miłość jest podstawą czystego widzenia Prawdy.

Ciemna strona zintegrowana z sercem i rozumem, daje siłę do zmian, do transformacji rzeczywistości. Ale żeby ona nastąpiła, trzeba nauczyć się poszerzać swe widzenie, niczym alchemicy ducha odróżniać postępowanie konstruktywne od destrukcyjnych, dobro od zła, miłosierdzie i współczucie od agresji. Należy rozwijać i wzmacniać etykę ludzką, a nie usprawiedliwiać zło, i co gorsza – wmawiać poszkodowanym, że to ich wina, że spotkały na swej drodze prześladowcę. Jest to jedno, z największych przekłamań w duchowości, wspierające od zawsze zwierzęce prawo silniejszego i wiktymizujące ofiarę. Jako ludzkość wiemy, że mamy w sobie popędy zwierzęce, ale rolą naszą jest je wznosić do poziomu serca, a nie im ulegać, sankcjonować, czy stawiać się ich ofiarą, żeby „przepracować karmę”. Prawdziwe przepracowanie agresji w sobie, to jej słuszne uwalnianie w sytuacji zagrożenia, do czego obowiązuje nas miłość do siebie. Tylko zdrowa miłość i szacunek do siebie, może być podstawą zdrowej miłości do innych. ❤

Farida Sorana Saffarini

doradca i przewodnik duchowy, nauczycielka metody rozwojowej „Integracji duszy” – sztuki świadomego życia

 

29 odpowiedzi »

  1. Dokładnie tak, zgadzam się z Tobą Farida w każdym słowie. Gdyby ktoś był chętny szerzej poznać ten temat to polecam filmy na youtube Pana Mark Passio, zwłaszcza te najdłuższe prezentacje 😉
    A od siebie dodam, że faktycznie, nie po to spotykamy katów żeby się od nich czegoś uczyć – to raczej życie stawia przed nami kolejne wyzwanie do postąpienia wedle swojej nowej wiedzy, dzięki temu do przekazania prawdy dalej – w tym wypadku – do dania nauczki temu katowi. Jesteśmy szlifowani jak te diamenciki przez piłę życia 😉

  2. Wlasnie ostatnio mialam pogadanke na ten temat , w kwesti rodzicow, ze niby sa tu by cos nam pokazac, , ze sami ich sobie wybralismy , zeby cos przerobic, nawet tych paskudnych, znecajacych sie nad dzieckiem rodzicow, ze pokazuja nam cos czego nei chcemy widziec, .. i tak sobie pomyslalam ze to jakas toatalna bzdura! trzeba byc sadomasochista zeby sobie szukac takich rodzicow, a potem jeszcze uczyc sie im wybaczas wszystkie eksperymenty jake na dziecku robili. Powiedzcie cos na ten temat, jak to widzicie.

    • moge powiedzieć jak ja to czuję. W ujęciu duchowym, nie ma czegoś takiego jak wybieranie sobie rodziców. Dusza wyłania się z nieświadomości zbiorowej, jest przedłużeniem swego rodu i przez życie ludzkie siebie poznaje. Skatowane przez rodziców dzieci żadnego wyboru nie mają, to jest oczywiste, że rządzi tutaj nieświadomość i jej popędy, przenoszone z pokolenia na pokolenia. Jako ludzie dorośli możemy wybrać, czy dalej to powielać w stosunku do swojego potomstwa czy coś tu zmienić na lepsze..

    • Ostatnie 3 artykuły Faridy właśnie fajnie o tym mówią, mnie ten temat też dotyczy i dla mnie jest akurat na topie, tak jakbym czytał siebie, który to wszystko poukładał w całość.
      Od całkiem niedawna zdałem sobie sprawę z tego, że czasami niektórych rzeczy nie da się zmienić.
      W dzieciństwie mój ojciec pił, nie pije od 6-7 lat, ja sam mam 28 albo 29. W życie wkroczyłem z pewnymi zakodowanymi schematami. Często mówił mi, że jest ze mnie sierota, nieporajda, do dzisiaj próbuje gasić moją ekscytację, czegokolwiek by ona nie dotyczyła. Odnośnie mojej mamy, często wzbudzał we mnie wyrzuty sumienia, że ona za mnie sprząta, że wszystko robi, sam sobie nie poradzę.
      Wczoraj koleżanka z pracy mi coś uświadomiła, żyjąc 20 lat z mężem alkoholikiem z którym się rozstała. Że ona jest współuzależniona i że ma wdrukowane, że on sobie bez niej nie poradzi.
      Moja mama ma podobnie, wszystko mówi co jak zrobić, tatę to wkurza, mnie czasami też.
      Ale jest w tym druga strona medalu.
      Te sprawy są czasami subtelne. Od jakiegoś czasu jakoś tak naturalnie odsunąłem się od rodziców z powodu ich zbyt dużej chęci kontroli i wzbudzania we mnie wyrzutów sumienia, za to, że nie żyję „jak powinienem”. Prawie o niczym im nie mówię, bo zawsze tata bardzo sprytnie mnie zgasi.
      I właśnie nie jest to żadna karma, ale mój wybór. Wybrałem coś innego. Gdy wpadam na obiad, to czuję się bardo ciężko z ich wzajemnym wbijaniem sobie szpilek. Ale co ja mogę zrobić? Cudów nie zdziałam! Z mamą mam bliższy kontakt, ale np. z tatą nie jestem w stanie nawiązać bliższej relacji, bo on to wykorzysta by mnie zdławić. Okazje do tego, bym coś zrozumiał, już się praktycznie wyczerpały. Ale słucham, chociaż zrobiłem sobie taką tarczę:

      I teraz meritum, co o tym myślę.

      Przepracowałem dużo, coraz bardziej żyję w zgodzie z sobą, dla mnie jest to cudem, kosztowało mnie wiele łez by się do tego dokopać. By to jakoś przetrawić.
      A rodzice? Ich przejawy krzywdzenia mojej indywidualności i woli, były przejawami miłości jaką na swój sposób są w stanie wyrazić.
      Mam mieć pretensje do taty? Dziadka? Czy pra-pra-pra-pra-pra dziadka? 🙂
      Co mogę wybaczyłem, co chwilę wychodzi coś nowego. Pamiętam piękne chwile, wiem, że mnie wspierali, karmili, opiekowali się mną, starali się na ile mogli, na ile ich własne życie im pozwoliło.
      Do teraz mam u nich otwarte drzwi!
      Jeżeli bym im nie wybaczył, zwłaszcza nie próbował zrozumieć skąd to się wzięło, to wtedy program zatoczyłby koło!
      Wybaczam im, rozumiem, ale grzecznie wybieram swoją drogę i nie pozwalam siebie krzywdzić próbą wzbudzenia we mnie wyrzutów sumienia czy próbą kontroli. A to co robię, robię dla równowagi, własnej, a później innych.
      Ma to takie plusy, że oni to widzą, chociaż być może wkurza ich ten brak kontroli.
      Zaczynam traktować ich jak ludzi.
      Myślę, że wiele się jeszcze od siebie nauczymy.
      Ale trzymam też gardę by móc żyć życie w zgodzie z własnym sobą.

      Akceptacja, zrozumienie i pilnowanie swojej przestrzeni do wyrażania siebie może zdziała cuda, może nie. Mój udział w tym ogranicza się do wyrażania własnej woli, każdy ma prawo żyć jak chce. Nie wiem jeszcze jak ratować ludzi gdy o to nie proszą, jak się dowiem, to napiszę, o ile tak w ogóle można.

        • wspaniale to napisałeś 🙂 ;
          ja kontaktu całkowicie zaniechałam, z pewnym zresztą dyskomfortem; próbuję zaakceptować ich uwarunkowania z odległości, bez jakichkolwiek już prób dialogu; i tak zapewne pozostanie;
          gorzej z tym, co mam ‚wdrukowane’ bardziej niż nawet zdaję sobie sprawę – a te programy (przede wszystkim braku miłości, zagubienia, niedostrzegania możliwości i nieodczuwania radości) tragicznie zaważyły na moim dojrzałym życiu 😦

          • Dziękuję! 😉 Chociaż to raczej nieskończona ilość czynników składających się na moje życie to napisała.
            Takie programy czy uwarunkowania są dobrą okazją, by wybrać to czego pragniemy z serca i przeciwstawić się temu – poprzez akceptację – czego się boimy lub co nas ogranicza.
            Odrzucenie autorytetów i obserwowanie tego co mi świat przynosi było moim punktem wyjściowym. Kolejny to zaniechanie werbalizacji myśli.
            Świat porozumiewa się z nami sytuacjami i doświadczeniami.
            Gdy nasze działanie po raz kolejny z rzędu sprawia nam ten sam ból, to nie ma sensu walczyć z wiatrakami i trzeba podejść do tematu z innej strony.
            To taka przygoda w poznawanie siebie i słuchanie myśli, które jak sądzę, są wynikiem naszych lęków, pragnień i przeszłości.
            A myśli karmi się uwagą, która potrafi być zwyczajnym nawykiem.

            Brak miłości, zagubienie, niedostrzeganie możliwości i nieumiejętność odczuwania radości to wspaniałe pole do pracy!
            Twoje życie i ty potrafisz istnieć też bez tego.
            Zdanie jakie mamy na swój temat czasami może być główną przyczyną naszego bólu. To takie uwarunkowania które nas warunkują. Nie we wszystko co myślimy na swój temat trzeba bezgranicznie wierzyć!

            Czy Twoje poszukiwanie przyczyn braku miłości nie jest miłością?
            A „zagubienie” nie jest jej paliwem?
            To przecież najwspanialsza i najpiękniejsza rzecz jakiej człowiek może się podjąć, wędrówka ku zrozumieniu i poznaniu siebie.
            Nie wątp w swoje możliwości, wykorzystujesz je we wspaniały sposób! Szukasz odpowiedzi. 😉

            • Dziękuję.
              W moim życiu zadziały się koszmarne rzeczy, zwłaszcza w ostatnich latach.
              Teraz jest totalne osamotnienie.
              Tkwię w marazmie, którego nie umiem przekroczyć, jakby w otępieniu, nie widząc możliwości, nie odczuwając prawie na żywo pragnień. Pragnienia są za bardzo koncepcyjne, życie – jak za szybą, nie czujesz go, dzień podobny do dnia, szarość. I ciągle coś uwiera.
              W takich warunkach jest trudno pracować, wiecznie cię coś otępia, wiecznie jest się bezwładnym.
              Nie wiem, jak się z tego ocknąć.

              • Nie wiem, sam szukam.
                Ale może spróbuj porzucić kontrolę?
                Też miałem taki stan i właściwie mam go wciąż, chociaż może nie już tak bardzo. Staram się nie słuchać tego, co mi myśli mówią, nie przywiązywać się do tego. Wiele z myśli próbuje szantażować mnie moją przeszłością, tworzą coraz to kolejne i coraz bardziej wyrafinowane scenariusze wzbudzając poczucie winy. To bywa bardzo dziwaczne… Zwłaszcza gdy czuję, że to tylko myśli. Nie wiem o co w tym chodzi i na razie nie wnikam, ale trzeba się wyzerować.
                Jeśli będziesz z tym walczyć, to zasilisz to uwagą, wtedy zasilisz też walkę z Twoimi przeciwnościami i nieświadomie uznasz ich jako wroga.

                Tak mówiąc prosto: Pierdo..l to! Odpuść!

                Wiele razy się nabierzesz, to chyba nieuniknione. I możesz czuć się samotna, to nie jest nic złego jeśli nie uwierzysz myśli, że coś jest nie tak.
                Mamy prawo wyrażania swoich emocji i stanów, nie jesteśmy robotami, uczymy się każdej minuty!
                To wszystko, te wątpliwości, w większości to może być taki tylko pic na wodę, coś co gdzieś głęboko leży i trzeba to przekroczyć. Nie widzę w tym sensu i nie szukam przyczyn, ale to się dzieje, choćbym się starał jak nie wiem!
                Więc się nie staram, próbuję żyć w zgodzie z sobą w pełni wyrozumiałości i zrozumienia do siebie samego.
                Wielu ludzi zawiodłem, wielu skrzywdziłem. Gdybym wiedział to, co teraz, to bym tego nie zrobił, ale jednak!
                Staram się wybaczać sobie, pamiętać intencje, nie dźwigam na sobie tego co się wydarzyło, chociaż staram się wyciągać z tego jakieś wnioski.
                To proste, gdybym wiedział, że się przewrócę, to bym sobie usiadł.
                Czasami jest tak, że czas staramy się przyspieszyć, wtedy trzeba mieć dystans i słuchać świata.
                Będąc szczera z samą sobą nie musisz się tłumaczyć, jeśli jest nauka i zrozumienie, jakaś transformacja, to nic tylko iść dalej.
                Będzie też próba, ale to nie żaden kat, a jedynie weryfikacja naszych intencji.

                Nie bój się robić tego, na co masz ochotę. Czas nie istnieje, to tylko iluzja, rób to na co masz ochotę! Tu i teraz!
                I olej te wszystkie duchowe farmazony, to jest guzik! Bo rano wstajesz i musisz sobie zrobić herbatę. Jak to się do tego ma?
                Bo mnie się wydaje, że to właśnie „Pierd..l to!” jest rozwiązaniem! 😉
                Ze świata magii przenosimy się do rzeczywistości, tylko nie wierząc już w bzdurne farmazony.
                Jak będziesz chciała upiec chleb o 4 w nocy, to zrób to! Rób na co masz ochotę!

                I na spokojnie!
                Na spokojnie, masz czas, nie ma się czego bać!

                P.S. Gdy modlę się do Boga, to mam ustalony protokół. Przede wszystkim, modlę się do tego najnajnajwyższego. Nie proszę o to by sprawił bym coś tam miał, o nadzieje we mnie pokładane, proszę o zrozumienie. Było było różnie!
                I on odpowiada, zwraca uwagę na różne aspekty. I myśli nie mają z tym wiele wspólnego.
                To co się dzieje wokół teraz, to jest odpowiedź.

                Co o tym myślisz?

                • Tak to napisałem dziwnie trochę…
                  Na pewno nie bagatelizuję Twoich odczuć i doświadczeń i rozumiem, że to może stanowić problem i jest jakąś przeszkodą.
                  I wiem, że wszyscy wokół mają wiele rad na to co powinnaś robić. Mnie to bardzo wkurza i przestałem tego słuchać.
                  Spróbuj odnaleźć siebie w najmniejszych momentach!
                  Jest chyba taki moment w tzw. rozwoju duchowym, kiedy stajemy przed sobą twarzą w twarz. Nie ma już koncepcji, nie ma „ja wiem”, pojawia się taka pustka, która może być bardzo dezorientująca. Sięganie po gotowe przepisy daje ulgę tylko na chwilę.
                  Bo co teraz?
                  Najgorsze co może nam zrobić świat i wychowanie, to uwarunkowanie nas jak powinno wyglądać nasze życie.
                  Teraz, gdy Twoja kartka na której przez wiele lat pisali inni ludzie, się wymazuje, masz wspaniałą okazję by sama ją zapisać. To może być trudne, ale nie jest niemożliwe.
                  Nie bój się tego, że coś jest nie tak, rób to na co masz ochotę! Jesteś dorosła, możesz robić wszystko!
                  Nie trzeba się bać, nie trzeba warunkować tego jak powinno wyglądać Twoje życie.
                  Można to odkrywać, poznawać siebie. To może być wspaniałą przygodą gdy oleje się wątpliwości, gdy zostawisz to wszystko „co i jak” powinno wyglądać.
                  Poszukiwania są wspaniałe, ale samo poszukiwanie może nas też zapętlić mając pod nosem coś wspaniałego – kształtowanie naszego życia w zgodzie z własnym sercem!
                  Jesteś kobietą, masz wrodzoną intuicję! 😉
                  Mechaniczne odruchy się kończą, nie ma wsparcia, stąd może to zagubienie.
                  Świadomość dąży do rozwoju, do odkrywania tego co zakryte.
                  Jesteśmy ludźmi, mamy tę dziwną właściwość postrzegania świata przez pryzmat wspomnień, co skutecznie separuje nas od chwili obecnej i wyrażania się.

                  Bóg jest dzieckiem w głębi Twojego serca! Nie bój się tego!
                  Wszystko co się w Twoim życiu wydarzyło miało jakiś sens. Jeśli to dostrzegasz, to nie powinnaś się bać.
                  Teraz możesz robić co chcesz, bez strachu przed dezorientacją i marazmem!
                  Dostałaś największy dar, możesz kształtować siebie wbrew powszechnym opiniom i zdaniem innych o Tobie. Nie bój się tego!
                  Jesteś wolna, chciałaś tego, wykorzystaj to. 😉

          • A ja dziękuję za Twój, dużo mi to pokazało.
            Jeśli chcielibyśmy pomóc komuś bez jego woli, to nie wiem czy to w ogóle jest możliwe.
            Oznaczało by to tyle, że chcę byś żył tak jak ja to sobie wyobraziłem. A nigdy nie wiemy, czy właśnie to co my uważamy dla kogoś za „dobre”, faktycznie takie będzie. Narażamy się też na złość i dystans ze strony tej osoby. Sami uczymy się na własnych błędach, ale dlatego że wyciągamy z nich wnioski. Nie raz ktoś nas przed czymś ostrzegał, a my i tak zrobiliśmy swoje. Raz było warto, innym razem nie.
            Z tego co dotychczas zauważyłem, to można po prostu taką osobę wspierać właśnie w tym o co ona prosi. Nie trzeba i nie można osądzać tej osoby i wzbudzać w niej wyrzutów sumienia, dlatego, że nie jest taka jaką chcielibyśmy ją widzieć, bo wtedy nic to nie da.
            Najważniejsze jest chyba tutaj zrozumienie i rozmowa, a nie przekonywanie do czegoś.
            Skrajnym przypadkiem jest np. ktoś kto stoi na krawędzi wieżowca i próbuje skoczyć, ale jakoś nie skacze. Podjechały już 3 zastępy straży, pogotowie i policja, poduszka jest rozłożona, a on dalej siedzi na krawędzi. Taki ktoś nie potrzebuje tekstów w stylu nie skacz, bo życie jest piękne. On potrzebuje zrozumienia.
            I to też nie na zasadzie, że rozumiem Ciebie, rozumiem Twój problem, ale jednak gdzieś tam chciałbym Ci zaproponować inne rozwiązanie. Po sobie zauważyłem, że zawsze wtedy w jakiś sposób stawałem się współodpowiedzialnym za czyjś los.
            Można kogoś wspierać bez przekonywania go do jakiejś wizji świata i to chyba najbezpieczniejsze.
            Ewentualnie można zadawać delikatne pytania, by ktoś coś sam zrozumiał. Gdy ktoś czegoś nie rozumie tak w sercu, to można sobie gadać i gadać.
            Trzeba mieć na prawdę czyste intencje, wtedy da się komuś pomóc!
            Robienie czegoś o co ktoś prosi i prawdziwe zrozumienie.
            Jeśli podświadomie myślimy, by kogoś sprowadzić do naszej wizji świata, to ten ktoś tak samo podświadomie to odczuje.
            Liczy się szczerość. Można ją wyrazić obawą, że widzę, że to coś nie jest dla Ciebie najlepsze, ale nie kontrolą. Wtedy to nie jest pomaganie, ale kształtowanie za które bierzemy odpowiedzialność.
            Gdy damy komuś nadzieję, że go z czegoś wyciągniemy i pomożemy i ten ktoś oprze się na nas, to wtedy musimy to zrobić. Oczywiście przy tym wszystkim dbając też o siebie.
            To jest wszystko bardzo delikatne, nie wiem jak o tym pisać, po prostu nie wiem.

            • Tak sobie pomyślałem właśnie o książce Ścieżka miłości – Don Miguel Ruiz. To jest o tym.
              I też chyba dobra będzie Tabela przymusu wg. Bidermana. Stawiając siebie w pozycji potencjalnej „sekty” można zweryfikować swoje intencje.
              Pozdrawiam!

  3. Dzięki za ten artykuł. 🙂 Demaskacja tych „gównianych” mitów w duchowości jest teraz ważniejsza niż kiedykolwiek indziej. Zasada lustra nie zawsze działa i też jest wykorzystywana do powielania odwiecznego błędu „mentalności ofiary”.

  4. Trabie o tym od lat, ze niuejdz bardzo powykrzywial umysly ludzkie. Zasada lustra zle pojeta i projekcja jest ciagle uzywana jako manipulacja druga osoba. Jak zaczelam zadawac tym manipulantom pytanie: czy ci, ktorzy zarzucaja projekcje innym projektuja na innych swoja projekcje?spotkalam dwie reakcje. Jedna to taka, ze sie pogubuli w moim pytaniu i go nie rozumieja. Sa to osby, ktore nieswiadomie przejely slogany o projekcji nie rozumiejac jej zupelnie, typowi nieswiadomi manipulatorzy, i druga grupa, ktora calkiem swiadomie manipuluje zarzucajac drugiej osobie projekcje. Pozdrawiam i oby wiecej takich madrych, trzezwych i prawdziwych artykulow w tym szalonym swiecie.

  5. Zawsze uważałem, że teoria lustra to manipulacyjna astralna bzdura służąca umartwianiu się, czyli powielaniu wdrukowanego w ludzką matrycę od setek lat kłamliwego schematu. Dlatego dzielę się tym artykułem z innymi. Dziękuję.

  6. W odniesieniu do kontekstu felietonu, pozwolę sobie przytoczyć wymowne słowa z blogu Jarka Kefira:
    „Aż chce się powiedzieć parafrazując słowa znanych okultystów: „Pozwól sobie na odczuwanie zdrowej nienawiści, człowiecze!” Jest to bowiem specyficzna, „zdrowa” forma nienawiści i bezwzględności – czyli nienawiści w obliczu tego, gdy człowiekowi / zwierzęciu / planecie Ziemi dzieje się krzywda.
    Nawet Jezus Chrystus czy Budda o tym nauczali – oni też mieli w swoich naukach epizod potężnej nienawiści. Jezus potrafił być okrutny przepędzając kupców ze świątyni. A Budda, podczas rejsu statkiem, gdy odkrył kto zamordował jednego z marynarzy – wyrzucił mordercę za burtę. Nie medytował nad nim, nie oświecał go, nie zastanawiał się nad moralnością i etyką. Tylko skazał go na okrutną śmierć.”

    Osobiście nigdy nie przyjmowałem jako nienaruszalnej prawdy uniwersalnej o projekcji lustra w kontekście projekcji kat-ofiara, gdyż uważałem ją za wyzutą z empatii i zdehumanizowaną. Nie akceptowałem też nigdy absurdalnego dla mnie dogmatu wiary judeochrześcijańskiej o „nadstawianiu drugiego policzka”, gdyż moralnie było to dla mnie rodzajem bezmyślnego masochizmu i zezwoleniem na brukanie własnej godności.

    Jako osoba niewierząca w religijne dogmaty, od dziecka doświadczałem wszelkich form psychicznej czy fizycznej opresji głównie ze strony tych, którzy epatowali pobożną bigoterią, najgorsze bodźce szły ze strony tzw „rodziny”. W młodym wieku wiara Boga dogmatycznych religii została we mnie odrzucona, jako toksyczny wirus świadomości, powodujący zanik wyższych uczuć empatii ( o miłości nie wspominam, bo nigdy jej od bliskich z rodziny nie doświadczyłem).
    Doświadczyłem też traumatycznych przeżyć związanych ( pośrednio ) z papieżem JPII, który stał się w jakiś niewyjaśniony sposób złym omenem kilku bolesnych dla mnie przeżyć.

    Będąc nadwrażliwcem z neurotycznym pokładem silnej empatii zawsze czułem wstręt do aktów fizycznej przemocy, agresji ukierunkowanej na niszczenie ludzkiej godności, której często byłem świadkiem w otoczeniu jednak bałem się zareagować ( z poczucia słabości fizycznego ciała ) widząc jak krzywdzeni są słabsi w obliczu prymitywnych, czy wręcz psychopatycznych jednostek ludzkich. Budziły takie sytuacje we mnie tłumiony gniew, chciałem wymierzenia bezwzględnej sprawiedliwości nawet w formie brutalnej ale to tylko były przejawy mojego impulsywnego buntu z poczucia bezsilności.
    Zawsze starałem się unikać konfrontacji fizycznej agresji, byłem i jestem bardzo opanowany aczkolwiek mam choleryczny charakter idealisty-zbuntowanego romantyka, który od zawsze nie godził się z obrazem rzeczywistości przepełnionej cierpieniem, brutalnością etc.
    Wyrzekałem się przemocy, panowałem nad emocjami gdy zdarzały się prowokacyjne sytuacje wobec mnie.
    Aż pewnego dnia, kilka lat temu, doznałem aktu brutalnie zwierzęcej przemocy.
    Zostałem dotkliwie pobity przez recydywistę pod sklepem, tylko za to, że powiedziałem zdanie (o wiezieniu, subiektywne odczucie) które tego osobnika rozjuszyło jak dziką bestię. Przez kilka chwil bił mnie pięściami po głowie, a ludzie tam będący nawet nie zareagowali. Udało mi się wyrwać i uciekłem. Byłem w szoku, dodatkowo nagle poczułem, że coś nie tak z moich słuchem, bo mnie ten bydlak bił w na oślep, że ciosy trafiały w małżowinę uszną. Przez kilka tygodni miałem niedosłuch.
    Pojawił się też paraliżujący lęk, że tego psychopatę spotkam, i w istocie tak się działo, mijałem go później na ulicy. Za każdym razem czułem w sobie niepohamowaną nienawiść i miałem żądzę zemsty, aczkolwiek wiedziałem iż nic mu nie zrobię.
    W tamtym okresie zacząłem się interesować okultyzmem, ezoteryką, gnozą, wiedzą tajemną. Odkryłem w sobie potencjał archetypu Lucyfera, zacząłem doznawać „magicznych” znaków w przestrzeni życiowej. I wtedy intuicyjnie zacząłem się wspierać duchowo tą mocą. Przekląłem tego bandytę, który mnie tak skrzywdził, intonując w duszy słowa: „Lucyferze zniszcz tego zwyrodnialca”.
    Po jakimś czasie dowiedziałem się, że ten człowiek jest śmiertelnie chory na raka, a później ktoś mi powiedział, że umarł w stanie agonalnym na sepsę.
    Gdy się o tym dowiedziałem poczułem ogromną ulgę i satysfakcję, i nie mam do dziś najmniejszego poczucia winy i wyrzutu sumienia,.
    Innym razem pewien człowiek mnie oszukał na pieniądze, gdy mu coś sprzedałem i nie oddał, z czasem nawet bezczelnie do mnie szydząc gdy dopominałem się zwrotu. Ponownie skierowałem mroczną intencję do Lucyfera w swojej duszy, i znów zadziałało; ten człowiek, po wielu latach abstynencji alkoholowej zaczął nałogowo pić, stoczył się na ulicy, a kulminacją jego degeneracji był wypadek, którym niemalże przypłacił życiem. Też się tym faktem usatysfakcjonowałem, cieszyłem się, patrząc wyniośle niczym Lucyfer, czułem diabolicznie boską dumę.

    Może to co opisałem jawić się niedopuszczalnie złe i naganne moralnie w perspektywie duchowej, lecz uważam, że czysta i świadoma nienawiść, jako żądanie wewnętrznego głosu duszy do zadośćuczynienia jest swoistym katharsis, bynajmniej było dla mnie.
    Nigdy nie będę miał w sobie litości i zgody dla barbarzyństwa wynaturzonej agresji, przemocy i niszczenia człowieczeństwa.
    Nie wierzę w Demiurga vel Boga-Jahve-Allaha ale wiem, że istnieje wymiar duchowy po śmierci ( byłem w astralu i spotykałem różne byty duchowe ), i jeśli jakiś Bóg-Sorat będzie mnie chciał karać i sądzić za moje życie, to lucyferycznie z dumą w duszy wyśmieję go, i każę wcielić się w rolę wszystkich ofiar tego świata, które doznawały ogromu cierpienia, bo kazano im miłować wrogów.
    Nie wierzę w piekło-potępienie, ani niebo-zbawienie, bo jak ktoś mądry powiedział: „Piekło to inni.” oraz „Piekło jest puste, a wszystkie diabły są tutaj”.

    Z całej mojej historii może jawić się obraz udręczonego męczennika, jednak ja się na sobą nie użalam, tylko czuję boski gniew duszy, który popycha mnie w kierunku demaskowania hipokryzji pseudo moralności, opartej na ślepej wierze czy to religijnej, czy innych karykatur moralnych doktryn iluzorycznej duchowości.
    Przez całe swoje życie, wnikliwe obserwacje rzeczywistości i analizowanie ludzi zauważyłem te wzorce, fałszywej pobożności, jak Ci wszyscy oddani i Bogu-Jahve-Allahowi są wilkami w owczych skórach.

    Ponadto uważam, że powinna być powszechna kara śmierci dla wszystkich morderców psychopatów, zabójców degeneratów, pedofili, gwałcicieli, bez skrupułów winno się takie odczłowieczone elementy usuwać z matrycy życia materialnego. Bo jeśli daje im się karę dożywocia, to później obrastają w megalomanię swojej chorej natury, pisze się o nich książki, robi filmy, i te wzorce są implementowane w społeczeństwo, gdzie znów mogą opętać umysły podatne na psychopatyczne zdziczenie bestialskie. Obecnie mamy swoisty paradoks, gdzie wszelkie ruchy ideologicznego liberalizmu agresywnie propagują taką aborcję, czyli uśmiercanie potencjalnie niewinnego życia ( absurdalny przykład polskiej wokalistki, która wykonała aborcję argumentując to niewystarczającym metrażem 70m2 ), bo to jest teraz swoisty nurt neo-nazimu wypaczonego feminizmu. A broni się praw wynaturzeńców ( taki Trymkiewicz sobie żyje, ma się dobrze, i go państwo pilnuje i utrzymuje). Chciałbym wierzyć, że ten świat ma lepszą przyszłość ale ona była wczoraj, i została zaprzepaszczona ignorancją tych pokornie dobrych, miłosiernych owieczek bożych, którzy w znoju i modlitwie znoszą los i czekają na łaskę zbawienia, albo przyjście Chrystusa, który nigdy nie nadejdzie.

  7. Może ktoś mi to wytłumaczyć? Ewentualnie jakich innych słów zwykle używacie w tym kontekście.

    „jeśli spotykasz złodzieja, to po to, by mu się przeciwstawić, wykorzystać jego energię do obrony swej własności. Tym jest odbicie lustrzane – dążenie do pozytywnej równowagi. Lustrzanym odbiciem agresji drugiego człowieka powinna być obrona. Zatem, jeśli spotkasz na swej drodze psychopatę, to nie po to, by stawać się jego ofiarą i umartwiać się, że sam taki jesteś, (mimo, że nie jesteś i doskonale o tym wiesz!) tylko po to, by mieć odwagę stać się jego odbiciem – to znaczy dopełnić go obudzoną zdolnością do ochrony siebie. ”

    Ja zawsze tak właśnie rozumiałem „ofiara przyciąga oprawcę, bo ma coś do przepracowania”. Nawet czysto materialistycznie, jeśli jestem naiwny, to swoim zachowaniem wysyłam konkretne sygnały i będą się wokół mnie pojawiali ludzie którzy będą mnie chcieli wykorzystać, dopóki się nie nauczę asertywności. Lub coś prostrzego – jeśli nie chciałbym być okradziony albo znacznie to zminimalizować to należy fizycznie wybić wszystkich potencjalnych złodziei na planecie (niemożliwe i nawet niemoralne) lub zamykać drzwi. Czyja to jest wina jeśli nie zamykam domu i mnie okradną? Nie chciałbym używać słowa ‚wina’, ale chyba to najlepsze słowo.

    Czy to nie jest tak, że te wszystko obarczające poczuciem winy frazezy wynikają z tego, że znacznie łatwiej zmienić siebie niż świat? Tzn. trudno zmienić siebie, ale jeszcze trudniej innych.

    Druga część tego problemu, to że z poziomu duchowego, jeśli chcemy się zmienic to otrzymujemy lekcję, ja tak rozumiem „tak naprawdę ona sama chciała przemocy, że zamówiła sobie tę sytuację z poziomu duszy”. Czy odrzucanie tego, to nie jest naiwne myślenie życzeniowe, że chcemy mieć efekty bez wysiłku? Jeśli chcemy stać sięsilniejsi to otrzymamy doświadczenie, które uczyni nas silniejszymi, ale nie samo z siebie, tylko gdy je przezwyciężymy. Czy nie taki jest sens tego zdania?

    Mam wrażenie, że negujesz tę ściemę, a przecież to to wytłumaczenie wcale nie musi jej negować, tylko właśnie lepiej tłumaczyć (podobnie jak z większością tych ściem, najbardziej podoba mi się wytłumaczenie ściemy 4).

  8. Dopiero dzisiaj natrafiłam na Pani styczniowy wpis. I chciałam serdecznie podziękować. Tekst jest wspaniały, mądry, dogłębnie przemyślany. Napisany nieskazitelną polszczyzną, pięknym językiem. Wywód jest logiczny, klarowny, w pełni przekonywujący. Czytanie sprawiło mi przyjemność nie tylko intelektualną. Świadomość, że istnieje jeszcze ktoś, kto myśli i czuje podobnie jak ja, przyniosła mi wielką ulgę.

  9. Od dawna szukałam, podobnego wpisu. Dziękuję. Bardzo głęboko zanalizowałaś zagadnienie. Szukałam potwierdzenia moich wniosków w tym temacie i u Ciebie znalazłam. Zauważam takie zjawisko; ktoś zajmujący się „naprawianiem ludzi” wysnuje jakiś tam wniosek, krąży on w sieci, w literaturze, po czym wiele osób mianujących się „nauczycielami”, powtarza bezrefleksyjnie daną teorię. To się da niekiedy wyczuć. Wg mnie tak działa wszechobecny religijny „kod ofiary”; bierz na siebie winy krzywdziciela, jak Jezus.
    Moja robocza hipoteza w teorii luster brzmi tak. Lustro pokazuje Tobie co masz zablokowane. Pytaniem dla mnie było co w takim razie widzi w lustrze symboliczny agresor, kat, atakujący ? Tego zagadnienia, nie poruszają analizatorzy luster. To już jest podejrzane!
    Agresor widzi w lustrze to co ma zablokowane, to co widzi w ofierze; lęk, żal, łzy, cierpienie, strach. (Pomijam w tym temacie osoby z wadami funkcjonowania mózgu jak narcyzm psychopata u których wydaje się że występuje biologiczny brak uczuć.)
    Ofiara ma zablokowaną odwagę, agresję, gniew, obronę.
    Znalazłam jeszcze w sieci humorystyczną krytykę tej wadliwie tłumaczonej hipotezy luster. Autor napisał dowcipnie w takim znaczeniu. Lustro pokazuje Tobie co masz robić! 🙂

    • Dokładnie tak samo uważam. Osoba, która atakuje ma powazny problem ze sobą, ale w duchowości wciąż obwiniamy za to ofiarę szukając winy tego, że została napadnięta w jej złej aurze, karmie, poprzednich wcieleleniach i innych iluzjach, byle tylko usprawiedliwić oprawcę, ogarniętego popędem agresji.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s