Dlaczego ludzi są źli?

Miłość ponad dobrem i złem

Miłość -Bóg, jest jak Słońce, którego nie przysłania chmura jasna (dobro) ani ciemna (zło). To w naszych umysłach Miłość albo jej brak, przybiera postać jednego albo drugiego. Sama w sobie, jest ponad grą Światło-Cienia, będąc jednocześnie jej wyzwoleniem, szerszą perspektywą.

Definicja dobra i zła w zależności od kultury jest płynna. To co my uważamy za zło, w innej kulturze jest normą. To co my obecnie uważamy za zło, jeszcze 100 lat temu było normą – wystarczy spojrzeć na niewolnictwo i inne patalogie, które były chronione przez tysiąclecia i uznawane za normę i „dobro” (np uważano, że przemoc fizyczna wobec kobiety – żony i dzieci zawsze jest dla ich dobra, niestety do dziś wiele społeczeństw tak uważa)

Jak wykazały badania neurologiczne, każdy człowiek do zdrowia psychicznego, emocjonalnego i duchowego, potrzebuje odpowiedniej dawki czułości, opieki i miłości w dzieciństwie, inaczej są nieodwracalne zmiany w mózgu, powodujące swoistego rodzaju upośledzenie emocjonalne, co może się wyrażać od braku empatii po jawnie wyrażoną psychopatię i przemoc. Do dziś ludzie w wielu miejscach na świecie traktują dzieci jak własność, jak przedmioty, nad którymi można się pastwić, nie dziwmy się wiec, że te społeczeństwa są pełne przemocy i patologii, gdyż wzorzec ten, wpojony w dzieciństwie jest dominujący.

Gdyby wszyscy ludzie czuli się kochani, mieli kochających w sposób zdrowy rodziców, to na świecie nie byłoby gwałtu ani przemocy, które są formą rekompensacji braku emocjonalnego. Popieram teorie psycho-socjologiczne, które mówią o tym, że wzrastająca świadomość praw dzieci, ochrona ich praw, ochrona przed krzywdami psychicznymi, emocjonalnymi i fizycznymi, spowoduje, że będą rosnąć coraz bardziej pokojowe i harmonijne pokolenia i społeczeństwa. Widać wyraźnie , że w krajach gdzie ochrona praw dzieci jest wysoce respektowana, ludzie po prostu są bardziej empatyczni, tolerancyjni, współczulni, jest szacunek, chęć pomocy bliźniemu. Jeśli występuje jakikolwiek zalążek przemocy jest ona natychmiast rozpoznawana i tępiona w zarodku, bez czczego gadania i religijnej hipokryzji, która przez wieki próbowała usprawiedliwić czynienie zła. Jeśli chcemy, żeby świat był lepszy, to należy zacząć od siebie, od swojego indywidualnego cienia, tu i teraz mieć oczy szeroko otwarte i reagować na zło, a nie usprawiedliwiać swoją bierność fałszywą duchowością i udawać, że to mnie nie dotyczy, że to nie mój cień i nie moja „karma”.

Czy istnieje coś poza dobrem i złem? oczywiście – to Miłość jest wyjściem z dualizmu dobra i zła. Jest wolnością ale i odpowiedzialnością. Człowiek wolny i kochający, nie myśli w kategoriach społecznych „dobro i zło” , wychodzi z klatki dualizmu, jako człowiek „pełny” ma poszerzone widzenie. Widzi wyraźnie jak należy słusznie postępować i podważa  sztywne, wpojone przez kulturę i społeczeństwo normy. I bardzo dobrze, bo gdyby nie miał możliwości poszerzenia perspektywy, to moralność i etyka ludzkości stałaby w miejscu, nigdy nie zniesiono by niewolnictwa oraz innych okrucieństw, nie zwrócono by uwagi na krzywdę kobiet i dzieci, którą przez wieki uważano za „dobro” a dobrem przecież nie były.

Miłość rozwala schematy dobra i zła, daje właściwe rozpoznanie i uczy, jak słusznie postępować, by pomóc drugiemu człowiekowi, zmieniać jego świat na lepsze.

2 odpowiedzi »

  1. Ja ze swojego doświadczenia mogę stwierdzić, że mimo ogromnego zrozumienia i nawet doświadczenia Boskości przez swoją istotę skończyłem na egoistycznym, Lucyferycznym poziomie i muszę się z tego leczyć cierpieniem. Wszystko przez.. pragnienie. Zakochałem się w dziewczynie, która była na poziomie rozwoju dziecka co spowodowało frustrację i chęć zmiany jej na lepsze. A tamta okazała się fałszywa nie tylko w stosunku do innych ale też dla siebie samej. Po prostu taki typ – wywyższa iluzję ponad prawdę.

    Dlatego chciałbym podkreślić, że miłość i pomoc innym można dać jedynie jeśli oni na prawdę tego chcą. Jeśli wyrażą taką wolę.
    Szkoda, że nie znalazłem tej strony wcześniej aczkolwiek nie wiem, czy wtedy byłbym w stanie ją docenić i się tym kierować.

    Teraz rozumiem, że osiągnąłem Boskość nie przepracowując podświadomości a więc dobrze rozumiem stwierdzenie, że Bóg zniekształcony przez umysł potrafi być toksyczny. Bez koncentracji uwagi na sobie samych i na nikim więcej niestety żadne chęci ani intencje nie sprawią że będziemy szczęśliwi. Dochodzi do projekcji cienia na rzeczywistość i ocenę ludzi przez pryzmat dobry/zły, diabeł/anioł.
    No i oczywiście ocenę siebie – lepszy od innych.

    I choć sam w sobie duchowo czułem, że każdy jest potrzebny, że nie ma gorszych ani lepszych to wkraczając w sferę cielesności, realnego życia z innymi okazało się, że ja – moja psychika – gardzi gorszymi ludźmi.
    A wszystko przez potrzeby mojego ego, na zaspokajanie których wybrałem nie tych ludzi co trzeba (kierując się dobrą intencja – ten wie co dobre więc mnie nie potrzebuje, ale tamta jest ewidentnie ogłupiona więc trzeba jej pomóc). Niestety, każdy ma swoje owoce, które prędzej czy później się skończą i trzymając z nieodpowiednimi ludźmi prędzej czy później sami staniemy się „głodni” mądrości. Nikt jednak nam wtedy tego nie da i zacznie się etap toksyczności. I zamiast pomagać tylko pogorszymy sprawę.

    Dlatego przestrzegam. Sianie dobra w ludziach polega na włożeniu ziarenka w umysł delikwenta i na niczym więcej. Czasem można takiego „podlać” swoim dobrem jednak jeśli chodzi o bliższe relacje możemy jedynie trzymać z „aniołkami”. No niestety. Duchowość duchowością. Akceptacja akceptacją. A nawet tolerancja tolerancją! Ale naszych potrzeb się nie wyzbędziemy. Im więcej się wyzbędziemy tym więcej potem będziemy chcieli dostać z powrotem. I chyba nie ma w tym niczego złego jednak nie ulegajmy złudzeniu, że każdy jest równy i że każdy da nam to czego chcemy tylko dlatego że nam tak się wydaje bo niestety ale niczego takiego nie było i nie będzie.

    To trochę jak w Brusie Wszechmogącym. Możemy zrobić wszystko oprócz jednego – nigdy nie wpłyniemy na drugiego człowieka wbrew jego woli. Proszę na to uważać choćby ze względu na siebie bo naprawdę wiele można stracić. Sam teraz nie wiem jak mam „odpracować” stracony czas i stracony ten piękny, boski poziom świadomości. Generalnie wiadomo – trzeba żyć i iść do przodu jednak po prostu czasem „dobre serce” prowadzi 1000 kroków do tyłu. A może tylko tak mi się wydaje.. Z pewnością czuję się źle a to dobitny dowód na to, że „piekło jest na dobrych chęciach zbudowane”.

    Pozdrawiam autorkę. Jesteś jak żelazko na moją zmiętoloną psychikę ;p

    • To co piszesz – klasyczny wzorzec lucyferyczny, który przerobiłeś i BRAWO! Zamiast patrzeć na to w kategoriach straconego czasu, ciesz się mój drogi że wyszedłeś z syndromu fałszywego światła 🙂 to jedna z największych pułapek duchowości ale też ogólnie relacji ze światem i ludźmi 🙂 Duży krok do przodu a nie stracony czas , uwierz mi 🙂 Przecież nie mogłeś tego wszystkiego wiedzieć przed 🙂 A nawet jakbyś wiedział, to i tak nic by to nie dało :)) tylko autentyczne doświadczenie tworzy duchowość, mądrość i wzrost świadomosci, nie teoria, choć bywa pomocna w kreowaniu wniosków z doświadczenia. To co na zewnątrz wypływa z wewnątrz. Trafia się na treści rezonujące z aktualnym doświadczeniem, nie ma przypadków. Pozdrawiam Cię 🙂

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s