W internecie jest mnóstwo porad o tym, jak przechytrzyć drugą płeć, ustawić ją sobie, zdominować. Jak wyssać z kogoś zasoby i owinąć go sobie wokół palca. Jak wciągnąć w grę emocjonalną, która z miłością nie ma wiele wspólnego. Bardziej z walką – szturmowaniem i oblężaniem wieży, by zawiesić na niej flagę zwycięzcy.
Dlaczego redukujemy miłość do popędów i do odgrywania ról dominującej i uległej ? Dlaczego nie uczymy młodych ludzi, jak być w relacji i szanować się wzajemnie?
Nie mówimy o tym, jak odpowiedzialnie budować związek, tylko porywy cielesne stawiamy na pierwszym miejscu, albo uważamy, że ktoś jest dobrą partią, bo ma pieniądze. Kiedy sprowadzamy miłość tylko do pożądania czy do pieniędzy, uprzedmiotawiamy drugiego człowieka. Przecież nie istnieje on po to, by zaspakajać nasze ego albo regulować emocje, nad którymi nie panujemy.
Możemy za to wspólnie odkrywać rozmaite barwy miłości.
Jest takie piękne greckie słowo – agape. W tradycji chrześcijańskiej oznacza miłość, w której chodzi o dobro drugiego człowieka. Namiętność i zakochanie powinny iść w parze z przyjaźnią, ale o przyjaźni damsko-męskiej wypowiadamy się dziś z pogardą i parskamy ironicznym śmiechem. Mamy przecież „wojnę”. Ta wojna zawsze była, dlatego część osób namiętnie obrzuca błotem drugą płeć i ma na jej punkcie obsesję.
Czy pieniądze albo łóżko zrekompensują brak szczerości i otwartości? Czy sprawią, że niedostępność emocjonalna drugiej osoby będzie łatwiejsza do zniesienia? Uważam, że na dłuższą metę – nie.
Zarówno kobiety, jak i mężczyźni mogą rozwijać inteligencję emocjonalną i uczyć się szczerej komunikacji. Osoby, które potrafią się nawzajem widzieć i słuchać, zwiększają szanse na udaną relację.
Dlatego jeśli słyszymy dziś od różnej maści coachów, że mężczyzna chce przede wszystkim zaspokojenia potrzeb s-alnych, a kobieta bezpieczeństwa, odwróćmy sytuację.
Mężczyzna również ma potrzeby wyższe – chce być wysłuchany, szanowany, doceniony. Pragnie bezpiecznej relacji, w której nie zostanie zdradzony ani opuszczony. Kobieta – podobnie jak mężczyzna – chce oddawać się namiętności i poczuć ogień. Ma swoje ambicje i także pragnie być doceniona za pracę twórczą czy zawodową.
Potrzeby bliskości oraz samorealizacji są wspólne obu płciom. Nie mamy prawa odmawiać nikomu potrzeb wyższych, a niestety do tego sprowadza się język uprzedzeń.
Miłość jest pracą dwóch ludzi – dbaniem o uczucia, namiętność i wspólny byt. Wszystkie trzy sfery potrzebują fundamentu, jakim jest KOMUNIKACJA. Jeśli tylko jedna osoba komunikuje się szczerze, a druga ukrywa swoje intencje lub wręcz manipuluje, to jak można to nazwać bliskością?
To bardziej układ, ale czy ktokolwiek uczył nas odróżniać jedno od drugiego?
Przyjaźń i czuła obecność na dobre i na złe to DECYZJA, którą podejmujemy świadomie. To nie jest coś, co przychodzi z góry. To są wypracowane działania.
Miłością jest wybieranie człowieka każdego dnia – bo znam jego demony i nie są mi straszne. To wysiłek obopólny, bo partnerstwa trzeba po prostu się nauczyć. Dlatego nie wystarczy iść za instynktem czy poczuć motylki w brzuchu. Bo kiedy faza zakochania mija, może odezwać się pustka. W tej pustce jest miejsce na świadome budowanie więzi.
Problem w tym, że część osób właśnie wtedy odchodzi albo rozgląda się na boki w poszukiwaniu nowych bodźców, bo utożsamia miłość z ekscytacją i idealizacją drugiego człowieka.
W relacjach jest pewna dynamika. Często zaczyna się od ognia, zakochania, podziwu, adoracji. Na następnym etapie odzywają się braki, które zmuszają do konfrontacji z ciemną stroną, a tym samym do nauki akceptowania całości. Jeśli oboje przypisują sobie nawzajem własne lęki czy pragnienia, każde z nich ma projekcje do rozpoznania i wycofania. Tak dojrzewa związek.
Nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że miłość to też zwyczajne lubienie drugiego człowieka. Interesowanie się nim. Wzruszające pamiętanie o rzeczach dla niego ważnych. To wspieranie go, ale też zdejmowanie zbroi twardziela czy twardzielki i mówienie o własnych słabościach.
Gdy ktoś nie akceptuje własnych wad, a partnerowi wciąż wytyka jego słabości, takie zachowanie staje się sposobem na zdobycie przewagi. Robią to zarówno mężczyźni, jak i kobiety, nierzadko pod płaszczykiem figury Ratownika. (Ratuję cię i rozwiązuję twoje problemy, by poczuć się lepszym i wzbudzać w tobie poczucie winy, dzięki czemu wiem, że przy mnie zostaniesz).
Mamy też wpojone przez kulturę przekonania, że każdy znajdzie miłość, że druga połówka jest nam pisana. Nic bardziej mylnego. Nawet zdolność do głębokiej więzi nie gwarantuje, że spotkamy kogoś, kto odwzajemni uczucia. Część ludzi nie potrafi dbać o relację.
Przykładowo – jeśli ktoś wyrósł w przekonaniu, że jest pępkiem świata, nie będzie w stanie uszczęśliwić drugiej osoby. Wciąż bowiem oczekuje, że będzie go traktować jak centrum swojego życia. To jeden z powodów, dla których tyle związków się rozpada. Po prostu nie chcemy już odgrywać roli opiekuna dla drugiej strony, która nieustannie potrzebuje uwagi.
Jeśli jedna osoba ciągle musi orbitować wokół drugiej, w końcu brakuje jej sił na podtrzymywanie tej relacji. Trudno wtedy mówić o duchowym wymiarze więzi.
Dojrzała miłość to wspólne wartości i budowanie przystani, w której obie strony czują się widziane i wysłuchane. Duchowa strona miłości ma nam pokazywać wyższy cel (np. założenie rodziny, zbudowanie bezpiecznego domu) i motywować do jego realizacji. Pokazuje nam też pewną konsekwencję. Jeśli wybieram drugiego człowieka, to traktuję go jak wiernego towarzysza, któremu mogę ufać zarówno wtedy, gdy świętujemy sukcesy, jak i wtedy, gdy zmagamy się z trudnościami.
Na tym polega kręgosłup moralny. Że trzymamy się zasad, nawet jeśli jest ciężko.
Czy wszyscy posiadają świadomość tych zasad? Niestety nie.
Wierność jako duchowa wartość wymaga czegoś więcej niż młodzieńcze skakanie z kwiatka na kwiatek i koncentracja na swoim „ja”. Wiąże się z umiejętnością poświęcenia, a o to trudno, gdy liczy się tylko własna korzyść.
Osoby doświadczone w związkach dobrze wiedzą, że autonomia jest ważna, ale kiedy wchodzisz w związek, nie da się już żyć tak niezależnie i beztrosko jak w pojedynkę. Czasem po prostu trzeba się poświęcić dla wspólnego dobra, bo tak sobie obiecaliśmy. Zaufanie bierze się stąd, że oboje trzymamy się reguł, na które się zgodziliśmy. JA ustępuje miejsca MY. Oczywiście łatwo jest dotrzymać obietnicy, gdy wszystko w miarę się udaje. To życie wystawia na próbę charakter człowieka.
Moim zdaniem za mało się mówi o tym, ile poczucia bezpieczeństwa daje związek z kimś, kto na co dzień kieruje się wartościami. Przy człowieku moralnym możesz pracować i odpoczywać, a także konfrontować się z demonami, pamiętając o tym, że w kłótni chodzi o wyrażenie siebie, a nie o zniszczenie drugiej osoby.
Partner, z którym łączy nas taka więź, jest duchowo obecny w naszym życiu. Nie traktuje nas jak narzędzia albo jednej z opcji. Z kolei w transakcyjnym podejściu do miłości człowiek jest traktowany jak zasób. Gdy się „zużyje” albo zacznie stawiać granice, po prostu wymienia się go na innego. Tu często nie ma żadnych zasad, tylko egoistyczna gra.
Pracując z parami, można też zauważyć jedną rzecz. Tam, gdzie jest przyjaźń, partnerzy potrafią wyjść z kryzysu umocnieni, nawet jeśli się kłócą. Natomiast tam, gdzie pojawia się pogarda albo kłamstwo, trudniej odbudować zaufanie. Gdy jedna osoba poniża drugą lub posługuje się manipulacją, żeby ją kontrolować, mamy do czynienia z przemocą psychiczną, która zostawia rany.
Prawdę o tym, co nas łączy, poznajemy głębiej w czasie próby. Tam, gdzie mimo popełnionych błędów pozostał szacunek, partnerzy dają sobie szansę na przepracowanie problemów. Nawet jeśli na chwilę się od siebie oddalają – chcą pracować nad relacją, a nie odpuszczać i rozglądać się już za lepszym dawcą. Mimo, że potrzebują czasu, by odnaleźć siebie na nowo – wciąż ze sobą rozmawiają i pragną się nawzajem zrozumieć, a nie szukać uwagi poza związkiem.
Zamiast więc tyle mówić o biologicznych aspektach związków damsko-męskich, może już od wczesnej młodości zacznijmy uczyć się, jak rozwijać kompetencje relacyjne? Jak budować świadome partnerstwo? Jak odkrywać duchową stronę relacji i czerpać z niej siłę, żeby dochować wierności także w obliczu trudności?
Coraz więcej osób będzie dążyło do takiego modelu związku. Świadome partnerstwo to przyszłość. Stara epoka odchodzi, a osoby, które na terapii zrozumiały, ile kosztowało je odgrywanie roli dominującej, uległej bądź ratowniczej, nie chcą już wracać do tego dramatycznego teatru.
A oto fragment książki Mandala Cienia:
Relacja, w której obie strony są widziane i słyszane, rodzi zaufanie i wdzięczność. Gdy szczere mówienie o tym, co się myśli i czuje, nie jest odbierane jako atak, miłość staje się codziennym wyborem i prawdziwym spotkaniem, a nie emocjonalną szarpaniną myloną z pożądaniem.
(…) Partnerstwo nie polega na unikaniu sprzeczek i kłótni, ale kluczowe jest ich znaczenie. Czy traktujemy je jak pole bitwy i rywalizacji, gdzie każdy zaciekle walczy o swoją rację, czy jak przestrzeń „my”, w której możemy ujrzeć nieuświadomiony fragment ego i dojść do porozumienia?
Zgadzasz się?
Psycholog Farida Sorana
Jestem psychologiem, terapeutką, mentorką. Mój zweryfikowany profil znajduje się na Znanym Lekarzu,
Napisałam książkę o integracji Cienia i procesie stawania się Całością – Mandala Cienia, która sprzedała się już w ponad 5000 egzemplarzach i jest dostępna w wersji papierowej oraz ebook.
Pomagam przechodzić przez kryzysy i ciemne noce, odkrywać siebie i swoją Drogę. Od 15 lat towarzyszę klientom w procesach przebudzenia i transformacji życia.
Potrzebujesz wsparcia? Umów się na sesje online:
Napisz: psycholog@farida.pl
Lub dowiedz się więcej: farida.pl/sesje-online
Odkryj więcej z Ciemnanoc.pl
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: miłość, relacje i związki, seksualność



